Serdecznie zapraszam na nowy blog!
Ona: Anna. Dziewczyna, wiek
21 lat, mająca cały czas pod górkę, nie ma nawet przyjaciół żeby się im
wierzyć co jej leży na serduchu, kocha siatkówkę od młodzieńczych lat,
nie wyobraża sobie nie obejrzenia chociaż jednego meczu na żywo w
sezonie Plusligowym, próbowała swoich sił w różnych dziedzinach jednak
jej to nie wychodziło.
On: Dwudziestoparoletni siatkarz. Bardzo utalentowany i dobrze grający na swojej pozycji.
http://lepsza-polowa.blogspot.com/
Pozdrawiam ♥
sobota, 1 listopada 2014
poniedziałek, 14 lipca 2014
Ogłoszenie!
Potrzebna jest Krew! Chłopiec choruje na raka, jest po 2 chemiach. Jeżeli możecie to przekazujcie informacje dalej wśród znajomych, rodziny.
Tutaj dowiecie się więcej:
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=263278830546156&id=100005921238793
Tutaj dowiecie się więcej:
https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=263278830546156&id=100005921238793
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Zapraszam!
Zakończyłam opowiadanie o Państwie Wrona więc ruszam z kolejnym blogiem. Teraz tutaj możecie mnie znaleźć. Pozdrawiam :>
piątek, 21 marca 2014
Next!
Nowy blog, nowe sprawy, nowa akcja! Coś innego od poprzednich :) ---> Zapraszam :)
Edit: Epilog już jest :) Zapraszam :>
Edit: Epilog już jest :) Zapraszam :>
sobota, 8 marca 2014
Ogłoszenie
Zaginęła! https://www.facebook.com/photo.php?fbid=368515226623437&set=a.142716515869977.42172.100003948889548&type=1
Byłabym wdzięczna za każdy podany link, za każde podane dalej.
Pozdrawiam
J.
Byłabym wdzięczna za każdy podany link, za każde podane dalej.
Pozdrawiam
J.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Ogłoszenie parafilne!
Takie małe ogłoszenie. Jest akcja!!! Jeśli ktoś jest z Inowroławia lub okolic. W dniu 02.03 (niedziela) w godzinach 9-13 jest organizowana zbiórka krwi przez HDK. Wystarczy spełnić kilka warunków, ale więcej dowiedzieć możecie się tutaj.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że może z kimś tam z was spotkam :)
Pozdrawiam i mam nadzieję, że może z kimś tam z was spotkam :)
wtorek, 4 lutego 2014
Epilog
Minął tydzień wygraliśmy po raz trzeci
z Transferem i jesteśmy w półfinałach. Widzieć radość chłopaków bezcenne. Nawet
Andrzej się cieszył chociaż sezon wcześniej grał w zespole Delecty
teraźniejszego Transferu. Dopóki nie dowiedzieli się z kim gramy następne
mecze. W półfinale gramy z Resovią. Trudny przeciwnik, ale my musimy z nimi
wygrać. Pierwsze dwa mecze u nas. Pokażemy im gdzie jest ich miejsce.
Gramy pierwsze mecze z Resovią. Chyba
bardziej denerwuje się od zawodników. Wiem, że mają szansę z nimi wygrać lecz
drużyna z Rzeszowa tak łatwo skóry nie sprzeda. Trzymając w ręku bluzkę z
numerem 9 od dobrych kilku minut patrzę jak rozgrzewają się chłopaki. Dlaczego
ten mecz nie może się zacząć? Niedługo przez nich zejdę na zawał. Wychodzą
szóstki i zaczynamy. Piłka dla nich. Widzę, że Falasca coś do nich pokrzykuje,
mobilizuje ich. Pierwsza przerwa techniczna za nami. Przegrywamy 7:8. Jeśli
ktoś myślał, że będzie szybkie 3:0 to się grubo pomylił. Wyczuwam pięcio setowy
bój. Chłopaki jakby byli inni. Zawsze na treningach ataki im wychodziły, a
teraz nawet porządnie nie potrafią trafić w piłkę. Kibice nie szczędzą gardeł. Pierwszy
set wygrywamy do 23, ale wymęczone. W drugim od pierwszych piłek prowadzi
Resovia. Niby ją staramy doganiać, ale przegrywamy tego jak i trzeciego seta do
20. Widzę w oczach chłopaków złość, sportową złość. Podrywamy się do walki i
wygrywamy czwarty set. Nie mogę, nie potrafię już usiedzieć na miejscu. Najchętniej
wkroczyłabym na boisku i sama pokazała Resoviakom gdzie jest ich miejsce. Jest
tie-break. Meczowa piłka dla Skry. Maciek wchodzi na podwyższenie bloku za
Niko. Nie chcę patrzeć na tą akcję. Zakrywam oczy i po chwili słyszę. Blok!
Blok!. Patrzę na Maćka. Tak to on zablokował Lotmana. Zadowolona razem z
Pauliną wchodzimy na boisko, gratulując wygranej. Chłopaki mają przed sobą
konferencje, masaże i analizę meczu więc Paulina podwiezie mnie do domu, a
jutro na mecz pójdę po Kubę i razem wylądujemy w Energii. Szóstki na boisku. Zaczynamy
my. Wszystko wygląda wspaniale. Wygrywamy pierwsze dwa sety do 21 i 17. Czyżby
Resovia nie pozbierała się po wczorajszej porażce. Trzeba umieć wygrywać, jak i
przegrywać. Kto wygrywa trzeci set ten wygrywa cały mecz. Mam nadzieję, że chłopaków
nie wybije z rytmu 10 minutowa przerwa przed trzecim setem. Wracamy na parkiet.
Chwila dekoncentracji Skry zostaje od razu wykorzystana. Jednak się nie
poddajemy i walczymy do końca. Jest po 23. Piłka jest nasza. Maciek wchodzi za
Niko na podwyższenie bloku. Może i tym razem uda się kogoś zablokować. Mario
wyrzuca piłkę. Leci, Ignaczak nie przyjmuje. Meczowa dla nas. Znowu to samo
tylko, że Igła przyjmuje, Tichaczek rozgrywa i atakuje Kosok, my bronimy
rozgrywa Karol i kończy atakiem z lewego skrzydła Conte. Wygraliśmy. Kibice
szaleją. No to teraz trzecia wygrana w twierdzy i finał jest nasz.
Chłopaki wyjechali zdobyć twierdzę.
Humory im dopisują. Nikt na nic nie narzeka, chyba tylko na to, że Karol znowu
zrobił komuś żart. Jutro grają mecz. Już tęsknie za Maćkiem. Za bardzo się do
niego przyzwyczaiłam.
Mury będą za nimi, ale my się nie
poddajemy. Każdy jest skoncentrowany na grze, na przeciwniku. Nie mamy czasu na
rozczulaniem się nad sobą. Najważniejsza jest wygrana. Pierwsze piłki mamy już
za sobą na razie wygrywamy, ale Rzeszów tak łatwo się nie podda. Pierwszy set
dla nas. Drugi dla Resovii. 10 minutowa przerwa dobrze nam zrobi. Odpoczniemy
po wcześniejszych setach. Nie mam zbyt dużo szans na pojawienie się na boisko,
ale jestem razem z chłopakami, a to się liczy. Trzeci set wygraliśmy, jeszcze
jeden i możemy się pakować do domu. W finale drużyna zwycięska zagra z Zaksą,
która wygrała z Politechniką Warszawską w swoim półfinale. Chciałbym, żeby to
była Skra. Jednak musimy wygrać tego seta. Idziemy punkt za punkt. Resovia nie
pomaga nam wygrywać. Kibice szaleją. Brakuje nam naszych kibiców. Niby mamy
jeden cały sektor, ale to jest zbyt mało. 24:23 Resovia na zagrywce i setowa
dla nich. Przyjmujemy, Niko rozgrywa, Mariusz atakuje. Mamy po 24. Kłos na
zagrywce, trudny flot, mają kłopoty z przyjęciem. Piłka rzucona w siatkę. Nie
dadzą tego przebić. Meczowa dla nas. Kłos znowu serwuje znowu tak samo trochę
lepiej przyjmują. Tichaczek rozgrywa do Lotmana, a ten atakuje w aut.
Weryfikacja. Nie było bloku, dotknięcia siatki. Jesteśmy w finale. Twierdza wreszcie
zdobyta.
Była chyba bardziej szczęśliwa od
chłopaków. Jesteśmy w finale. Pokonamy Zaksę i jesteśmy mistrzami. Jednak do
tego długa droga. Zaksa to tak samo trudny i wymagający przeciwnik jak Resovia.
Jesteśmy w Kędzierzynie. Dwa pierwsze
mecze rozpoczynamy w hali Azoty, następne dwa u nas, a piąty jakby trzeba było
rozegrać to w Kędzierzynie. Będzie trudny bój, ale kto da radę jak nie my.
Zatrzymamy Boćka na ataku i już mamy wygrany mecz.
Każdy jest zmobilizowany. Każdy daje z
siebie tyle ile tylko może. Nikt nie skarży się na kontuzje. Mamy dwunastkę,
która jest wstanie wygrać z każdym klubem w Pluslidze jak i z zagranicznym
rywalem. Bardzo boję się o Justynę. Została sama w Bełchatowie. Niby gdy
dzwoniłem do niej wszystko było ok., ale po tym wypadku jakoś nie potrafię panować
nad emocjami. Chciałbym żeby tu była razem ze mną. Siedziała na trybunach i
razem z KK dopingowała nas. Wygrywamy 3:2. Cieszymy się ze zwycięstwa. Trochę
więcej pograłem, ale już dawno myślałem o zmianie klubu w następnym sezonie.
Niby mam się od kogo uczyć, ale nic poza tym. Ostatni mecz w pełnym wymiarze nie
pamiętam jaki grałem. Chyba jak Mariusz był chory. To było strasznie dawno.
Wiem, że z moją decyzją wiąże się zdanie Justyny. Wiem, że ona by chciała dla
mnie jak najlepiej, jednak ja nie chcę żeby rzucała wszystko bo Muzajowi zachciało
się zmiany klubu. Na razie o tym nie myślę. Do końca sezonu jeszcze kilka meczy.
Potem może reprezentacja. Kadra B bo o ten pierwszej mogę sobie pomarzyć.
Rozłąka na dłużej. Czy my to wytrzymamy.
Drugi mecz z Zaksą nie przebiega po
naszej myśli. Przegrywamy 2:0. Zaksa jest dzisiaj w lepszej dyspozycji niż wczoraj.
Trudno nam zablokować Boćka, a jak już nam udaje to piłka ląduje w aucie. Musimy
wziąć się w garść jeśli nie chcemy przegrać. Dwa następne sety są dla nas.
Tie-break. My jak i przeciwnicy nie mamy już tyle siły co na początku
spotkania. Mariuszowi ataki już tak nie wychodzą, a o każdy punkt musimy z nimi
walczyć. Trener przygotował już tabliczkę do zmiany. Z numerem 2, chyba mu się
pomyliło. Prosi mnie do siebie i ją podaje. Nie wierzę w to. Chciałem pomóc
drużynie, jednak teraz mam wątpliwości czy mi się to uda. Pierwszy, drugi, trzeci
atak skończony. Piłka meczowa dla nas. Wyrzucam piłkę i as. Wygraliśmy. Nie
wierzę w to co się stało. Prowadzimy 2:0 w meczach. W piątek rewanż w Ulu.
Wygramy.
Tydzień minął bardzo szybko. Z Maćkiem
niemieliśmy za dużo czasu dla siebie, jednak po raz pierwszy nie przeszkadzało nam
to. Najważniejsze jest teraz Mistrzostwo. Gdy przegrywaliśmy byłam razem z nim,
gdy wygrywaliśmy cieszyłam się razem z nim. Siedzę z Kubą w hali. Chciałabym żeby
już było po sezonie. Jeden mecz i już jesteśmy mistrzami po dwóch latach
przerwy. Kibice dopisali. KK już szaleje jak to ma w zwyczaju. Nie wiem jak
ludzie mają taką werwę. Pierwszy set dla nas Maciek tylko przez chwilę był na
boisku na podwyższenie bloku. Drugi dla Zaksy. 10 minutowa przerwa nie powinna wyrwać
ich z rytmu. Trzeci dla nas. Ostatni punkt. Już nikt nie siedzi na hali. Wszyscy
wstali i krzyczą ostatni. Maćkowiak wchodzi za Conte. Jego zagrywka potrafi odrzucić
rywala od siatki, ale też potrafi zaserwować asa. Nie patrzę. Cisza. Trochę
mnie to martwi. Może coś się stało. Bociek się myli. Wygrywamy, jesteśmy
Mistrzami. Mistrzem zostaje Skra, wicemistrzem Zaksa, a trzecie miejsce
przypada Resovii po trzech zwycięskich meczach z Polibudą. Ceremonia wręczenia
medali i najlepszych zawodników w finale już za nami. Niektóre są nasze
niektóre przeciwników. Najważniejsze, że wygraliśmy i znowu powracamy na tron. Wszyscy
oblani zostali szampanem. Przeczuwam, że ta noc tak szybko się nie skończy, a głowa
na drugi dzień będzie bolała.
Tak jak przypuszczałam. Maciek został
powołany do reprezentacji. Wszystko co jeszcze nie było załatwione ze ślubem
Marleny zostało na mojej głowie. Maciek przyjedzie w dzień ślubu, a w
poniedziałek rano już musi się stawić z powrotem do Spały. Taki ma zawód.
Tęsknię za nim jednak cieszę się, że może robić to co tak naprawdę kocha.
Dzień ślubu. Marlena chodzi jak
oszalała. Czasami zastanawiam się jak wytrzymuje z nią Tomek. Dodając jej otuchy,
chociaż mi się tylko tak wydaje. Chodzi nadąsana jak osa. Boi się, że coś nie
wyjdzie, a Tomek zostawi ją przed ołtarzem. Prędzej ona by mu to zrobiła.
Tylko, że ze strachu. Myślałam, że może boi się nocy poślubnej. Zostałam
zgromiona wzrokiem i dla mojego dobra nie odzywałam się już prawie wcale. Maciek
dojechał z samego rana., tak jak obiecał Nawet tak praktycznie się nie widzieliśmy.
Fryzjer, makijażystka, kosmetyczka, do tego uspakajanie histeryzującej Marleny.
Tylko wpadłam do domu żeby się przebrać w moją żółtą sukienkę z czarną dużą
kokardą na boku, założyć dodatki i tyle spędziliśmy ze sobą czasu. Maciek jak
na niego wyglądał bardzo ładnie. Garnitur pięknie skrojony, do tego biała
koszula i żółty krawat, który idealnie pasował do mojej sukienki. Nie żebym
była jakaś niemiła, ale czasami jak się ubierze to strach się z nim pokazywać bo
swoim ubraniem jak i fryzurą może doprowadzić do zawału. Dzisiaj wygląda
wspaniale. Jestem szczęśliwa, że mogę z nim być. Wydaje mi się, że nawet będę o
niego zazdrosna. Kuzynki, ciotki Marleny i Tomka znając życie będą się kręciły
koło niego doprowadzając mnie do szaleństwa. Jednak wiem, że on mnie kocha i
nie powinnam się przejmować innymi dziewczynami. Jednak taka jest nasza natura.
Pakujemy się do auta taty. Będziemy mogli pić ile tylko dusza zapragnie bo nikt
z nas nie będzie musiał robić za kierowcę. No powiedzmy bo dla Maćka dobra
lepiej by było jakby trochę przystopował bo jak się trenerzy dowiedzą to mogą być
problemy, a w poniedziałek musi wrócić do spalskiego lasu. Jesteśmy już w kościele,
za chwilę będzie słychać Marsz Mendelssona. Już na sama myśl o tym w moich oczach
pojawiają się łzy. Łzy szczęścia. Wszyscy zebrani rozsiedli się w ławkach czekając
na Pannę Młodą. Obok nas siedziała Monia z Sebą. Pięknie wyglądali, a Monika
widząc Maćka stwierdziła, że chyba ktoś go podmienił o zbyt ładnie wygląda. Na co
wybuchliśmy śmiechem, aż ludzie siedzący za nami w ławce trochę mruczeli pod
nosami, że tak nie wolno zachowywać się w kościele. Mieli rację jednak to było
silniejsze od nas. Widziałam jak cos szeptali pomiędzy sobą. Mam nadzieję, że czegoś
nie wykombinowali bo znając ich możliwości wszystkiego można się spodziewać, a
to jest dzień Marleny i Tomka i nikt nie ma prawa zepsuć coś w ich dniu. Cała ceremonia
minęła w miarę szybko, obyło się bez komplikacji, nikt nie usnął, a Marlena i
Tomek wyglądali tak przepięknie, że nawet nie przeszkadzało mi jak fotograf i
kamerzysta „upolował” sobie mnie do robienia zdjęć. Czyżbym była aż tak
fotogeniczna. Wątpię. Wyszliśmy przed kościół czekając na rzucenie w państwa
młodych grosikami oraz ryżem. Gdy już para młoda pozbierała wszystkie grosiki i
wszyscy złożyli już życzenia udaliśmy się na salę. Była pięknie udekorowana.
Sama gdy będę kiedyś w dalekiej przyszłości brała ślub chciałabym żeby podobnie
wyglądała. Prosto, ale elegancko. Bez żadnych niepotrzebnych dodatków. Jedzenie
musiało im wszystkim smakować bo na talerzach nie zostało prawie nic. Pierwszy
toast. Pierwszy taniec. Kamerzysta z fotografem uwijali się za trzech żeby
wszystko wyszło pięknie, a jedyny dzień w życiu był tak jak sobie
zaplanowaliśmy. Trochę wypiliśmy, potańczyliśmy, ale tak jak przypuszczałam Maciek
został obiektem kuzynek pary młodej, jednak szybko rezygnowały po zatańczeniu chociaż
jednego utworu z Maćkiem. Udawał, że nie potrafi tańczyć. Za dużo to nie musiał
bo do króla parkietu nie należy. Ja wiedziałam jak trzeba tańczyć z Maćkiem
jednak one nie. Trochę techniki i człowiek się gubi. Było mi strasznie przykro
z tego powodu, jednak w duchu śmiałam się z ich nieporadności. Ja nie
narzekałam na wolny czas bo jak nie tańczyłam z panem młodym, to z Sebastianem,
albo kuzynami, wujami czy tatą Marleny. Przyszła pora oczepin. Najlepsza część ślubu.
Tylko dziwiło mnie zachowanie Marleny, Tomka, Moni, Maćka i Seby .Szeptali
pomiędzy sobą. Trochę się dziwie przecież nigdy niemieliśmy przed sobą
tajemnic. Jakby coś przede mną ukrywali. Chciałabym się ich spytać, ale żaden z
nich nie przyzna się do niczego. Wszystko wyszło tak jak miało wyjść. No
prawie. Monia złapała bukiet, ale muszkę niestety złapał Maciek. Już jej współczuje
tańca z tym sierotą. Podeptana na 100 % chyba, że podglądała jak ja tańczę z
nim. Lepiej dla nich by było jakby zatańczyli Harlem Shake bo w tym rodzaju tańca
Maciek jest mistrzem, a Monika da radę to zatańczyć. Sebastian udawał, że płacze,
ale to chyba przez ten alkohol. Ja na pewno mojego Maćka jej nie oddam więc
może być spokojny o Monikę. Gdy już chcę usiąść do stołu. Słyszę z mikrofonu
głos Maćka. Co on znowu kombinuje. Pewnie przez to zachowywali się dziwnie. Niech
tylko ich dorwie. Tylko on nie robi tego co ja myślę. Proszę niech to będzie
sen, a ja się obudzę i będzie tak jak dawniej.
–czy mogę poprosić tu na środek moją dziewczynę
Justynę.
Idę żeby czasem nie musiał tego powtarzać
drugi raz. Nie jestem zadowolona z jego pomysłu jednak dla świętego spokoju
wysłucham co ma mi do powiedzenia. Goście chyba niebyli zaskoczeni tym co się
dzieje. Wszyscy wszystko wiedzieli tylko nie ja. Ja co powinnam o wszystkim
wiedzieć.
-znamy się nie od dziś. Bo już kilka
lat. Wiem o tobie wszystko. Ty o mnie też. Byłaś ze mną kiedy tak naprawdę cię
potrzebowałem, a ja razem z tobą. Cieszyłaś się z każdego zdobytego przeze mnie
punktu bardziej niż ja. Z mistrzostwa, które zdobyłem dla ciebie. Z każdego MVP
spotkania, które zawsze w wywiadzie mówiłem, że to dla ciebie go zdobyłem. Kocham
Cię jak nikogo w życiu nie kochałem. Nie będę przedłużał bo nigdy nie byłem
romantykiem, a tak szczerze to już wszyscy zasypiają od mojej przemowy. Justyno
czy zostaniesz moją żoną?
Nogi się pode mną ugięły nie
wiedziałam co mam powiedzieć. Słyszałam jak Monia z Marleną szeptały mi do ucha
„Zgódź się. Będziesz z nim szczęśliwa. Nie zmarnuj tego.” Gdy nie wiem jakim
cudem doszłam do Maćka, przytuliłam go, a łzy które kapały mi po policzkach
plamiły jego koszulę. Nie musiałam nic mówić bo on sam wiedział co chcę mu
powiedzieć. Włożył mi na palec piękny pierścionek z małym diamencikiem. Wszyscy
nam gratulowali.
Tańców nie było końca. Gdy patrzę na
pierścionek nie mogę się nadziwić, że niedługo zostanę panią Muzaj.
***
To już jest koniec historii Justyny i Maćka. Coś się kończy coś się zaczyna. Dziękuje:
- wszystkim za przeczytanie chociaż jedno słowa
- za 1067 wyświetleń
- za każdy zostawiony komentarz
- dziękuje, dziękuje i jeszcze raz dziękuje
Nie potrafię tego wyrazić słowami jak jestem wam wdzięczna. Trudno się jest z wami rozstać, ale kiedyś musiał przyjść ten czas.
Do zobaczenia kiedyś tam :)
J.
środa, 4 grudnia 2013
Rozdział XVII
„Tak bardzo brakuje mi ciebie”
Loka – Prawdziwe Powietrze
Jesteśmy już po sezonie zasadniczym. Skra
jest liderem, Zaksa vice, Resovia o dziwo piąta, przed nią jeszcze Politechnika
i beniaminek z Radomia. O miejsce w półfinale gramy z dużo niżej notowanym Transferem.
Niby przeciwnik wydaje się łatwy, wygraliśmy z nim dwa razy w sezonie 3:0, ale cicha
woda brzegi rwie i nigdy nie można mówić, że to słaby przeciwnik i nie można go
lekceważyć. Na nasze szczęście żaden z siatkarzy nie ma kontuzji, każdy jest
zdolny do gry, na nic nie narzeka i chce pomóc drużynie nie z kwadratu tylko na
boisku. Widać pomiędzy nimi rywalizację, ale tą zdrową. Widać dużo radości z
gry co w poprzednim sezonie jakoś nie było widać. Widać, że to jest inna
drużyna niż rok temu. Nie jest tą drużyną, która przepraszała kibiców za
porażki, rozpamiętywała je, dla której piąte miejsce było szczytem marzeń.
Mecze w Pucharze CEV wygrywamy jeden za drugim. Z Maćkiem widujemy się rzadziej
niż wcześniej, ale wiedziałam, że życie siatkarza to nie tylko sława, duża ilość
fanek lecz także częste wyjazdy, mecze na końcach Polski, wylanych hektolitrów
potu na sali i dużo treningów. Boję się, że nasz związek tego nie przetrzyma. Niby
mój ukochany mówi mi, że wszystkie nasze rozłąki odbijemy sobie po sezonie, pojedziemy
na tydzień lub dwa nad morze, w góry albo za granicę. Gdzie tylko będę chciała,
jednak ja od razu wybijam mu to z głowy, a decyzję o wakacjach podejmiemy
wspólnie. Będziemy tylko we dwoje i nic ani nikt nam nie będzie przeszkadzał. Jednak
ja nie jestem pewna czy dotrwamy do końca sezonu, będę próbowała z wszystkich
walczyć o ten związek, bo kocham Maćka, ale to nie wszystko zależy ode mnie. To
zależy od nas. Jeśli nawet po sezonie będziemy chcieli spędzić krótkie wakacje to
jak powołają go do kadry to prosto pojedzie do Spały szlifować formę przed
Mistrzostwami Świata w Polsce. Jesteśmy pomiędzy młotem, a kowadłem. Niby z
jednej strony będę się cieszyć, że dostał powołanie i szansę żeby się pokazać,
ale z drugiej będę za nim cholernie tęsknić bo jak zamkną go w tym Spalskim
lesie to nie wypuszczą dopiero po mistrzostwach. Jestem bezradna. Dlaczego życie
jest takie skomplikowane.
Ciągłe mecze nie pozwalają mi na
regularne spotykanie się z Justyną. Wiem, że ją zaniedbuję. Czasami chciałbym
żeby była blisko mnie. Nawet pomilczała, posiedziała przy mnie nie pytając o nic.
Przez dalszą część rozgrywek więcej jestem na hali niż w domu. Niby przychodzę
specjalnie wcześniej, wpada do marketingu, co już stało się tradycją, trochę
gadamy przeważnie o błahych sprawach, o tym jak się czuję, czy wszystko jest w
porządku, ale to nie to samo co w domu czy nawet na spacerze, razem bez osób
trzecich. Niech już ten sezon się skończy. Czasami już brakuje mi siły, ale
żeby wygrać mistrzostwo po dwóch latach przerwy trzeba zaciskać zęby i pracować
za trzech. Może się powtarzam, ale wiem, że przez te wszystkie mecze, wyjazdy
zaniedbuję Justynę. Pamiętam jak obiecałem jej jeszcze w szpitalu, że nie
pozwolę żeby ktoś ją skrzywdził jednak teraz w tym momencie jak ja mogę ją ochronić
jeśli nawet nie ma mnie w Bełchatowie tylko jestem w rozjazdach. Nawet nie
pamiętam kiedy ostatnio na spokojnie rozmawiałem z rodzicami i babcią. Boję
się, że nasz związek tego nie udźwignie. Boję się, że ją stracę. Wiem, że nawet
jeśli przyniosę jej kwiaty, jakąś bombonierkę to nie pomoże w poprawie relacji
pomiędzy nami. Widzę, że Tyśka rozumie, że to nie zależy ode mnie, że ja najchętniej
rzucił bym w cholerę siatkówkę i dla niej przekreśliłbym moją karierę
siatkarską. Wiem, że nie pozwoliłaby na to. Jakby tylko mogła zaciągała by mnie
siłą na halę ćwiczyć jeszcze bardziej niż chłopacy. Była by moim prywatnym
trenerem nieopuszczającym mnie nawet na krok. Wie co to jest rezygnacja z
marzeń. Wie bo sama rzuciła siatkówkę, coś co kochała, co dawało jej spokój. Coś
co się tylko w tym momencie dla niej liczyło. Coś co dawało jej siłę przezwyciężać
wszystko co działo się w domu. Siatkówka była dla niej czymś innym niż dla
każdego sportowca, była czymś czego nawet nie da się opisać słowami.
Dni mijają, a ja już nie wiem co mam robić.
Znajduję sobie byle jakie zajęcie tylko żeby czas mi szybciej minął, a karty w
kalendarzu cały czas pokazują tą samą datę, a czas jakby się stał w miejscu, a
nie płynął do przodu. To wpadnę do przedszkola po Kubusia, który jest
szczęśliwy, że go odbieram z przedszkola i mogę spędzić z nim trochę czasu, a
to do dziewczyn, wnerwiając przy tym Marlenę, która tak się denerwuje ślubem i
weselem, że ciekawe jak będzie się zachowywała w dzień ślubu albo przed ołtarzem
mówiąc słowa przysięgi małżeńskiej, a to na jakąś pizzę z Olą, Paulą i Arkiem,
którzy próbują jakoś dotrzymać mi towarzystwa. Wiem, że to wszystko zasługa
Maćka, ale on nawet nie ma zamiaru się do tego przyznawać. Chociaż ja i tak
wiem swoje. Coraz bardziej tęsknię za tym moim wielkoludem. Niby dużo
rozmawiamy przez telefon, na skype, piszemy smsy, ale to nie to samo. Rozmowy z
panią Haliną i babcią Teresą jeszcze bardziej mnie dołują. Próbują mnie pocieszyć
chociaż tak naprawdę to ja ich powinnam. Oni widzą swojego syna i wnuka tylko
kilka razy do roku chyba, że przyjeżdżają do niego w odwiedziny, a ja go
praktycznie widzę więcej w ciągu tygodnia niż one przez rok. Dziękuję, że go
mam przy sobie, a nie jak inne dziewczyny kilka razy w roku, a połowa z tego to
przyjazdy na święta. Nie wiem jakbym bez niego wytrzymała. Czasami mnie
denerwuje wygłupiając się i łaskocząc mnie czego wie, że nie lubię, ale za chwilę
mi przechodzi. Nie potrafię się na niego gniewać. Wystarczy tylko jego hollywoodzki
uśmiech, a ja od razu wymiękam. Takie wielkie, stare dziecko. Chcę tylko, że
już się ta plus liga skończyła. Chcę go mieć tylko dla siebie.
Jesteśmy już po meczach z Transferem,
szybkie gładkie dwa mecze po 3:0. Wracamy do Bełchatowa w wyśmienitych nastrojach.
W autokarze nikt nie jest cicho, każdy coś śpiewa. Nawet Nikiego, Faku, Samiego
i Aleksa uczymy śpiewać „Hello”, średnio im to wychodzi, ale nie jest aż tak
źle jak można by było się spodziewać. Oczywiście wszystko zostało nagrane i
przez Mariusza albo Andrzeja zostanie dodane na fejsika co już jest tradycją i
dziwne by było jeśli by się tak nie stało. Niestety nie miałem okazji za dużo pograć.
Trener wpuszczał mnie za Niko na podwyższenie bloku albo na zagrywkę bo dzisiaj
nam szwankowała. Mariusz jest w formie i to jemu bardziej ufa trener niż mi.
Doświadczenie, umiejętności, wszystko wskazuje na to. Wiem, że jestem młody i wszystko
przede mną, ale nikt z całej dwunastki nie chciałby oglądać mecz z kwadratu dla
rezerwowych. Niby cieszę się, że wygraliśmy, ale dużej zasługi z mojej strony
nie było. Rewanż u nas za tydzień. Dobrze, że nie kolejny wyjazd i kilkaset
kilometrów poza domem. Już wszyscy mają dość sezonu oprócz Karola, który przeżywa,
że jeśli Stefan go nie powoła do kadry to nie będzie miał co wstawiać na fan
page na fejsa, a jego samojebki nie są już w modzie i nikt mu ich nie lajkuje. Czasami
się dziwię jak ja z takimi osobami jak Karollo można przebywać, przecież
niedługo to on by nam zrył psyche swoim nietuzinkowym poczuciem humoru. Jednak
będę może nie tęsknił za nim, ale będzie mi go brakować. Za bardzo się do niego
przywiązałem, a może nie zanim tylko za jego wygłupami znanymi na cały świat.
Chłopaki wygrali, cieszę się razem z
nimi. Wiem, że coraz bardziej jest im wygrywać mecze bo sezon był dłuższy niż
zwykle po powiększeniu ligi zagrali tylko 4 mecze więcej, a jak doszły mecze w
Pucharze CEV to trochę się ich nazbierało, a kalendarz był prawie zapchany po
brzegi przez to, że nie chcieliśmy przekładać meczy na inne terminy. Widać to
po nich, a Falasca coraz bardziej musi przeprowadzać zmiany. Dobrze, że mamy
równą dwunastkę i można z czego wybierać bo każdy gra na takim samym poziomie. Cieszę
się, że w końcu spotkam się z Maćkiem. Niby to tylko kilka dni rozłąki, ale
jakoś bez niego przy boku dziwnie się czuję. Tak wiem, że jestem egoistyczna,
że zamiast dać chłopakowi odpocząć po podróży i meczach to ja go gdzieś ciągnę,
ale naprawdę się za nim stęskniłam, a to jest silniejsze ode mnie. Niestety już
taką mam naturę. Już kilka minut temu powinien być autokar przed halą, a tu ani
go nie widać ani go nie słychać. Trochę się o nich martwię, żeby czasem się nic
nie stało. Może mieli problem z wjazdem do miasta. Ja się nawet nie znam kiedy
są korki, problemy z wjazdem i wyjazdem z miasta itp. Jestem zdenerwowana bo
nikt nic nie wie. Dziwnie się czuję bo z min dziewczyn chyba tylko ja
histeryzuję. Odetchnęłam z ulgą widząc w oddali zbliżający się w stronę hali
autokar w żółto – czarne barwy z siatkarzami. Nie wiem co by było ze mną jeśli
by w ciągu 5 minut nie przyjechali. Już nie tylko bałam się o Maćka, ale o
resztę skrzatów też.
Gdy wysiadłem z autokaru zobaczyłem szczęśliwą
Justynę. Cieszyła się jakby ducha zobaczyła, trochę się jej przyglądałem, ale
może jestem przewrażliwiony. Nawet przez chwilę wydawało mi się, że płacze. To
wszystko przez te podróże i notoryczny brak czasu dla siebie. Tą końcówkę dnia
spędziliśmy razem tylko we dwoje. Porozmawialiśmy o meczach, o mojej grze, o podróży.
Oglądaliśmy filmy, które wcześniej nawet by nie obejrzała. Nawet by nie spojrzała
na opakowanie płyty. Wiem, że robiła to wszystko dla mnie. Wiem, że mnie spiera
we wszystkim co robię. Jednak mi tylko wystarczał jej uśmiech. To, że była
razem ze mną kiedy jej najbardziej potrzebowałem. Kiedy potrzebowałem żeby mnie
przytuliła. Widać, że się za mną stęskniła, tak jak ja za nią. Tylko nie
wiadomo, które bardziej. To nie było ważne w tej chwili.
***
czwartek, 28 listopada 2013
Rozdział XVI
„Będzie!
Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu noc będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.”
Będzie się działo!
I znowu noc będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.”
Piersi – Bałkanica
Święta jak i nowy rok minęły nam bardzo
szybko. Święta spędziłam z Maćkiem, mimo, że miałam obawy przed spotkaniem z
jego rodzicami i rodziną, wszyscy przyjęli mnie bardzo miło. To była
spontaniczna decyzja. Nie wiem nawet ile się zastanawiałam. To był moment. Wiedziałam,
że dla niego jest to bardzo ważne, że chciał je spędzić razem ze mną. Tyle dla
mnie zrobił więc mimo tego, że to jest wbrew moim zasadom postanowiłam, że
pojadę z nim do Wrocławia, poznam jego rodzinę, o której dużo mi opowiadał. Pani
Halina okazała się wspaniałą kobietą. Mogłabym z nią rozmawiać całymi
godzinami. Chociaż tak naprawdę najbardziej się jej bałam. Bałam się, że
pomyśli sobie, że zależy mi na sławie Maćka, jego pieniądzach, chociaż nie była
taka prawda. Kochałam go taki jaki jest, a nie jaki gruby ma portfel i w ilu
czasopismach będę na okładce. Bałam się jej reakcji, że nie jest już jedyną
kobietą, którą kocha jej syn i wszystko będzie chciała zrobić żebyśmy jak
najszybciej się rozstali, a Maciek znalazł sobie inną dziewczynę w swoim wieku,
bez przeszłości jaką ja miałam. Niby nie nalegała abym jej coś opowiedziała o
sobie, praktycznie wszystko co wcześniej się działo w moim życiu jej
powiedziałam. Nawet wydawało mi się, że jest lepszym psychologiem niż ten
lekarz co do niego chodzę na sesje terapeutyczne płacąc co miesiąc niemałe
kwoty. Czułam się jakbym znała ją kilka lat. Mogłam jej zaufać. Jakby była moją
matką. Czasami nawet wydawało mi się, że bardziej się o mnie troszczy niż o
swoich najbliższych. Nawet Maciek nie był dla niej ważny. Żałuję, że mieszkamy
od siebie tak daleko. Jednak bardzo chcę żeby jak najczęściej tylko się da ją
odwiedzać, nawet na jeden dzień, a ona nas w Bełchatowie.
W wigilię myślałam, że spędzę przy
garach pomagając mamie i babci Maćka jednak nie dopuszczono mnie do nich
twierdząc, że jestem gościem, a goście nie powinni pracować i się przemęczać.
Nigdy nie lubiłam spędzać przy nich, ale tak bezczynnie siedzieć i patrzeć jak
inni pracują nie było dla mnie. Jednak chciałam się do czegoś przydać zamiast
czekać na wszystko gotowe. Jaki ja gość jeśli traktują mnie jak własną córkę. Nawet
gdy chciałam wynieść śmieci dostałam niezły ochrzan, a Maciek wszystko za mnie
robił. Chyba nie chciał abym się denerwowała, albo jego mama i babcia.
Myślałam, że do końca świąt z nimi zwariuje. Jeszcze mój ukochany, dla którego
w ostatniej chwili zmieniłam plany był przeciwko mnie. Dziękuje mu za wsparcie.
Czułam się jak kobieta na ostatnich nogach w ciąży, której nic niewolno pod
żadnym wypadkiem robić. Może jeszcze oddychać nie będę. Trochę głupio się czułam,
ale nie chciałam się narażać przyszłej teściowej, bo babcię bym przekonała na
swoją stronę. Nie wiem może ten mój niezapowiadany przyjazd zasugerował im, że
zostaną dziadkami, że nie powinnam się przemęczać. Jestem zbyt młoda żeby zostać
mamą. Jestem zbyt nie dojrzała. Jednak jakbym była to wszystko bym musiała
zmienić. Świat by się obrócił o 360 stopni. Wszystko co zaplanowałam musiałabym
zmienić, ale nie żałowałabym tej decyzji. Zapachy wydobywające się z kuchni tak
bardzo przypominały mi święta w moim rodzinnym domu. Czasami zamiast skręcić w
prawo to ja skręcałam w lewo. Te zapachy jednak nie dawały za wygraną. Jedyną
atrakcją w tym dniu było lepienie bałwana z dzieciakami i podjadanie potraw,
które były przygotowane przez mistrzynie kuchni. Zapomniałam o Maćku, przecież
to też dziecko, trochę wyrośnięte, ale zawsze dziecko i to jeszcze najgorsze ze
wszystkich. Dosyć, że wywyższał się swoim wzrostem to jeszcze buntował tych
młodszych na mnie, przez co nie zostało na mnie nawet ani jednej suchej nitki.
Zostałam obrzucona śnieżkami ze wszystkich stron. Nawet nie miałam siły się
ratować sprzed kolejną porcją kulek. Maciek się ze mnie nabijał, ale nie było
już mu do śmiechu jak sam dostał ode mnie jedną z kulek, które starałam się w
niego rzucić od dłuższego czasu chociaż to niebyło łatwe jakby się to wszystkim
mogło wydawać. Oczywiście nie obyło się o pytań babci Maćka kiedy planujemy
ślub, a strasznie chciałaby dożyć tych chwil i straszyła swojego ulubionego wnuka,
że musi się pospieszyć bo mu spod ołtarza dziewczynę ktoś zabierze. O wnukach
nie wspominam. Jakie one by były piękne. Ciekawe tylko czy po mamusi czy po
tatusiu. Byle żeby charakter odziedziczyły po Maćku, bo mój nikomu nie życzę
żeby go miał. Po prostu lepiej tak by było dla wszystkich. Niekiedy Maciek sam
się przekonuje. Najgorsze było śpiewnie kolęd i pastorałek. Najchętniej bym
uciekła od Maćka jak najdalej się da jednak jego ręka nie pozwoliła mi na to
jakby wiedział co mam w planach. Zresztą kto przy nim by wytrzymał. „Cicha Noc”
to zdecydowanie nie jego kolęda. Inne jakoś dało się słuchać, ale tą już
naprawdę nie dawałam radę. Powstrzymywałam się od śmiechu jednak po kilku
pieśniach nie wytrzymałam. Przepraszałam za swoje zachowanie jednak nikt się
nie dziwił. Nawet żartowali, że i tak długo wytrzymałam znając zdolności
muzyczne Macieja i takim oto sposobem uwolniłam się od niego. Momentami zastanawiałam
się czy czasem nie ogłuchnę i po kim odziedziczył takie fałszowanie bo rodzice
i babcia może nie śpiewają rewelacyjnie, ale miło się ich słucha. Poszliśmy na
pasterkę, a w drodze powrotnej o mały włos nie zostawili by mnie w samochodzie
bo usnęłam w drodze powrotnej. Ogólnie 24 grudnia spędziłam w miłym
towarzystwie i ciepłej przyjemnej atmosferze. Od kilku lat nie spędzałam takich
świąt. Resztę świąt przebiegła tak samo na rozmowach do późnych godzin
wieczornych. Bardzo dziwnie się czułam opuszczając rodzinny dom ukochanego. Wiedziałam,
że będę tęsknic, chociaż starałam się to ukrywać jednak po żegnaniu się z
przyszłymi teściami i babcią emocje dały o sobie znać. Najbardziej będę tęsknić
za babcią Tereską. Pokrzyczy, powyzywa, a ja i tak ją kocham. Chyba nawet jak
Maćka. Mimo, że ma tyle lat, chociaż kobietę nie powinno się pytać o wiek jest
bardzo rozrywkowa i na czasie. Dziwiła się, że z tym wariatem wytrzymuje. Bo
niejedna już po kilku dniach odpuściła znajomość z nim. Widać chodziło im tylko
o sławę i popularność. Bardzo się zżyłam z domownikami. Otwarci, wspaniali
ludzie. Jednak gdy nas odwozili na pociąg najchętniej by powrócili by z nimi z
powrotem do domu.
Dni pomiędzy świętami a nowym rokiem
spędziłam praktycznie w domu na halę do pracy przychodziłam tylko kiedy było
potrzeba, a resztę czasu spędzałam u Kuby, taty i Anity. Młody nawet ucieszył
się z prezentu lecz nie podobało mu się to, że zamiast spędzić święta z nim
wolałam towarzystwo Maćka i jego rodziny. Udawał focha, ale jako ta dobra
siostra, która rozpieszcza swojego jedynego brata dała mu paczkę żelków i
wszystko wróciło do normy. Niby wraz z Anitą tłumaczyliśmy mu, że Maciek jest
moim chłopakiem i chciałam poznać jego rodziców, rodzinę, ale jakoś go nie
przekonało, a do Maćka powiedział, że nie będzie się odzywał bo mu jego ukochaną
Justynkę zabiera i teraz przez niego nie ma nawet czasu dla niego. Nawet Maciek
próbował go przekonać zapraszając do kina i na lody czy na treningi, a młody
niby nie chcąc mu robić przykrości zgodził się na tą propozycję, ale jakoś czasami
starał się mu docinać za co od razu został ode mnie pogadankę, że tak nie wolno
mówić. Nie przejmował się tym tylko dalej robił tak jak wcześniej, a mi nie
było głupio i wstydziłam się za niego tylko było mi cholernie smutno, że dwie
osoby, które kocham nie mogą się porozumieć pomiędzy sobą. Dzień przed
sylwestrem chyba podziałał na małego i kazał mi przyjść z Maćkiem bo chciał go przeprosić
za swoje zachowanie, a mi od razu spadł wielki kamień z serca. Przydało by się
jeszcze mnie przeprosić, ale ważne, że oni się pogodzili i nawet Kuba pokazał mu
samochód jaki mu kupiłam. Nawet dał mu poprowadzić. Byłam w szoku bo mi
powiedział, że jeszcze mu zepsuje jak wezmę w swoje ręce. Dużo przez telefon rozmawiałam
z przyszłą teściową i babcią Tereską. Z tatą Maćka nie miałam takiego dobrego
kontaktu. Fajnie się rozmawiało, ale nic poza tym. Oczywiście nie obyło się bez
namawiania nas do przyjazdu. Niestety dopiero jak dobrze pójdzie przed świętami
wielkiej nocy będziemy mieli trochę wolnego. Te święta jednak wolała bym spędzić
z moją rodziną. Tu w Bełchatowie. Może nam się uda i razem spędzimy te święta.
Sylwester spędzony w gronie siatkarzy.
Niesamowite przeżycie. Chłopaki trochę poszaleli, ale w końcu to jedyny dzień w
roku, na który możemy sobie na więcej pozwolić. No oprócz zakończenia sezonu,
ale to jest wiadome. Wódka lała się strumieniami. Nikt sobie nie żałował. Jednak
ja sobie odpuściłam. Chciałam to wszystko sobie udokumentować i pokazać całemu
światu dzięki portalom społecznościowych jak siatkarze Skry Bełchatów
przywitali Nowy Rok. Lepsza bym była nawet od naszej małej blondyneczki. Chociaż
blondi tak po północy nie wiedział co się dzieje bo troszeczkę tylko przesadził
z alkoholem. Nawet Olka już nie miała z nim siły. Dobrze, że chociaż na
początku imprezy sobie z nim potańczyła. Ja to jeszcze jako tako z Maćkiem
dawałam sobie radę, chociaż jeszcze nie widziałam go w takim stanie. Jeśli można
to jednym słowem ująć „było grubo”. Zdecydowanie za grubo. No dobra lekko mówiąc
pod stołem bardzo dobrze się śpi, Andrzej Wrona jest najlepszym środkowym na
świecie, a Zati wale nie jest taki grzeczny jak innym się wydaje. Zwierzenia
Kłosa były najlepszym punktem imprezy, a dodatkowo były hitem wszystkich imprez,
na których był środkowy Bełchatowskiej drużyny. Zdecydowanie. Dzięki mojej
komórce z funkcją nagrywania wszystko zostało opublikowane, a Karol przez trzy
dni marudził mi, że wykorzystałam jego chwilę słabości przeciwko niemu. Inni
siatkarze mieli radość i wszyscy byli szczęśliwi. Chociaż raz udało mi się ponabijać
się z Karola. Uczucie bezcenne. Czekałam na tą chwilę chyba od kiedy zaczęłam pracować
w Skrze. Jaka ja niegrzeczna. Zresztą ja nie ciągnęłam go za język, bo on sam
to wszystko powiedział. Zbyt dobry mam na niego wpływ, a kibice chociaż się ucieszyli.
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Najlepiej nie było mnie wpuszczać na tą
imprezę i nie było by problemu. Gorzej było następnego dnia. Kac morderca nie
miał serca. Nawet ci co mało wypili łapali się za głowę i jęczeli gorzej niż
kobiety na porodówce. Z nimi gorzej niż z dziećmi. Pamiętam minę Maćka jak
przyszedł lecz bardziej doczłapał się do kuchni. Wody daj kobieto. Trochę się z
niego pośmiałam, ale już nie byłam taka wredna i nawet wlałam mu ją do szklanki,
która po kilku sekundach została już opróżniona. Po 3 lub 4 godzinach udało mu
się zacząć funkcjonować bo następnego dnia z rana miał być trening. Tak właśnie
spędziłam przerwę świąteczno-noworoczną. Każdy dzień był inny. Każda chwila
jaką spędziłam we Wrocławiu nie żałuję i będę ją pamiętała do końca życia. Nie żałuje
żadnej decyzji jaką podjęłam.
***
Z opóźnieniem, ale jakoś się udało. Pozdrawiam z pochmurnego, zimnego Inowrocławia :)
poniedziałek, 18 listopada 2013
Rozdział XV
„Dobrze wiesz i ja to wiem,
Że kochasz, kochasz, ale boisz się
Dobrze wiesz i ja to wiem,
Że kochasz, kochasz, ale boisz się”
Że kochasz, kochasz, ale boisz się
Dobrze wiesz i ja to wiem,
Że kochasz, kochasz, ale boisz się”
Human – Polski
Dni praktycznie spędzam tak samo.
Monotonia. Pobudka, praca, spotkania z Maćkiem, z dziewczynami, powrót do domu,
łazienka, spanie. Czasami zastanawiam się jak takim trybem życia pozwolę sobie
na niewylądowanie w szpitalu. Jestem jednak osobą zawziętą i nawet gdy już
naprawdę nie mam na nic siły staram się wykrzesać z siebie resztki pokładów
energii by być w pełni zadowolona ze swoich efektów pracy. Z każdym dniem
uświadamiam sobie co by było jakby nie było Maćka. Może nikt nie jest ideałem,
ale kocham go z każdym dniem coraz bardziej. Zastanawiam się dlaczego on wybrał
właśnie mnie, chociaż mógłby mieć ładniejszą, zgrabniejszą. Dzięki niemu
poznałam tą inną miłość, tą odwzajemnioną, którą wydaje mi się nigdy nie
otrzymałam od drugiej połówki. Lubię patrzeć w jego oczy, lubię się do niego
uśmiechać, lubię jak mnie tuli i swoimi szorstkimi rękoma dotyka mojej twarzy.
Jestem szczęśliwa, że mogę być blisko niego. Chcę żeby mnie tulił kiedy tego
najbardziej potrzebuję. Gdy przypomnę sobie o moich wahaniach czy mam z nim być
i czy chcę z nim spędzić resztę życia zaraz mam uśmiech na twarzy ze swojej
głupoty. Nigdy nie czułam się tak cudownie. Pomiędzy nami są lepsze i gorsze
dni, ale zawsze staramy się dojść do kompromisów. Kłótnie się zdarzają jak w
każdym związku bo przecież nie jest idealnie, ale staramy sobie nie dawać
powodów do zazdrości czy też złości. Czasami dziwię się, że jest w stanie
wytrzymać ze mną kilka godzin. Nawet gdy oglądam z nim mecze piłki nożnej nie
przeszkadza mi to, że nie wiem co to jest spalony, czy dlaczego sędzia pokazał
żółtą lub czerwoną kartkę. Chcę z nim spędzać jak najwięcej czasu. Sezon ligowy
wre. Coraz bardziej trudniejsze mecze. Najpierw była Resowia, później Zaksa.
Damy radę. My się nigdy nie poddajemy. Ze Skrą podpisałam umowę do końca
sezonu. Jestem z tego zadowolona. Moja pierwsza upragniona praca, w której
czuję się jak ryba w wodzie. W Ulu czuję się jakbym miała drugą rodzinę.
Siatkarską rodzinę. Z rodzicami jak na moje wcześniejsze stosunki w miarę się
dogadujemy. Z ojcem mam trochę opory, ale staram się zapomnieć o tych krzywdach
co mi zrobił. Najbardziej pokrzywdzony jest Kuba. Niestety nie spędzam z nim
tyle czasu ile bym chciała, ale on jednak rozumie, że musze zarabiać pieniążki
aby kupić mu jakiś nowy super wypasiony zdalnie sterowany samochód. Wie, że jak
będzie grzeczny to zabiorę go na mecz i spotka się z chłopakami, porzuca w nich
piłkami, a później schowa się bystrzach za mnie i lepiej co się będzie działo
nie mówmy. Cała bez szwanków z tego na pewno nie wyjdę. Jednak kocham tego dzieciaka
i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę się na niego gniewać. W końcu ja w
jego wieku sama nie byłam lepsza, a o moich pomysłach wiedziała cała okolica. Kiedy
pierwszy raz go spotkałam myślałam, że nigdy nie dam rady z nim pogadać,
pobawić się czy nawet wyjść na mecz. Myślałam, że nigdy nie powiem do niego, że
mam najcudowniejszego brata pod słońcem, że w ogóle mam brata z którym chcę
przebywać. Wszystko się zmieniło. Najważniejsze, że na dobre. Z dziewczynami
bardziej widzimy się na ekranie komputera, ale wtedy to potrafimy przegadać
kilka godzin z przerwami na przyniesienie herbaty czy jakiś kanapek lub
przekąsek. Często brakuje mi tych naszych rozmów w pokoju z kilkoma tabliczkami
czekolady, hektolitrami herbaty praktycznie rozumieliśmy się bez słów.
Przysięgliśmy sobie, że nic nas nie rozłączy i nasze obietnice chcemy dotrzymać
chyba, że będą nas dzieliło kilkaset kilometrów. Już nie mamy takiego kontaktu
jak wcześniej, ale to nie zmienia faktu, że nie łączy nas przyjaźń. Każdy ma
swoje życie, zakładamy swoje rodziny, nie mamy praktycznie czasu na nic. Z
Marleną widuję się częściej ze względu na studia. To znaczy przychodzi do mnie
po notatki bo albo zaspała, albo musiała załatwiać wszystkie sprawy związane ze
ślubem. Niby to jeszcze kilka miesięcy, ale salę, suknia ślubna, garnitur dla
pana młodego trzeba już załatwiać dużo, dużo wcześniej.
Z Zaksą niestety przegraliśmy. Jestem
zły na siebie, że nie mogłem pomóc drużynie. Niby już z kostką wszystko w
porządku, ale jeszcze nie trenuje na 100 % swoich możliwości. Nie ma tej
dynamiki, skoczności, ale to przyjdzie z czasem. Justyna zawsze pociesza mnie
po każdej przegranej, wiem, że zawsze mogę na nią liczyć. Moi rodzice chcieli
by się z nią spotkać kilka razy namawiali mnie żebyśmy do nich przyjechali
jednak ze względu na sezon nawet nie ma co marzyc o chociaż jednym dniu
wolnego. Nawet kiedy miałem mini kontuzję to chciałem być razem z chłopakami. Wspierać
ich. Zobaczymy może na święta razem się wybierzemy. Chciałbym żeby poznała moich
rodziców. Cała by drżała jakby było kilkadziesiąt stopni na minusie. Wiem, że
bardzo by się denerwowała przed spotkaniem. Zbyt dobrze ją znam. Jednak gdy
jest ze mną nie musi się o nic martwic. Wszystko bym oddał byle by była ze mną
szczęśliwa. Ja ją traktuję bardziej niż zwykłą dziewczynę z którą wcześniej
byłem. Ona jest wyjątkowa. Nigdy nikogo na swojej drodze nie spotkałem. Zawsze
dziwiłem się chłopakom, że znajdują dziewczyny z którym będą do końca życia. Teraz
się im nie dziwię bo ja właśnie ją znalazłem.
Kilka spotkań za nami, święta coraz
bliżej nie wiem jak to teraz będzie. Maciek we Wrocławiu, ja w Bełchatowie. Chciałabym
z nim spędzić te święta, ale boję się, że jego rodzice, znajomi mnie nie
zaakceptują, że będę tam nie pasowała i czuła się jak piąte koło u wozu. Wiem,
że dawno ich nie widział więc na pewno pojedzie do Wrocławia. Nie będą go
zatrzymywała na siłę bo wiem, że rodzina jest dla niego najważniejsza. Będę
tęskniła, ale te 3 dni wytrzymamy,
odpoczniemy od siebie. Zaraz po świętach mamy mecz więc długo nie nacieszy się
czasem spędzonym z najbliższymi. Nawet nie mam dla niego prezentu. Gdy ostatnio
byłam w Galerii nic nie rzuciło mi się w oczy. Chłopacy mają lepiej kupią jakiś
wisiorek, kolczyki czy bransoletkę i problem z głowy, a my musimy się dużo
namyśleć żeby trafić w ich gust. Jak się zdenerwuję to kupię mu płytę z jego
ulubionym zespołem lub grę na PS3 i będzie po sprawie. Chciałabym, żeby to było
coś innego, ale jeśli nie znajdę czegoś co moje oko zauważy posłużę się
najlepszą metoda na zadowolenie osoby obdarowującej. Dla mnie najlepszym
prezentem będzie sama jego obecność w moim życiu.
Za dwa dni wigilia. W domu pachnie już
piernikami, które są pokryte lukrem i schowanymi przede mną żebym nie mogła ich
znaleźć. Niektóre potrawy są już dawno przygotowane. Bigos w słoikach, ale to
niestety dopiero w drugi dzień świąt. Karp kupiony, czeka na szybką tragiczną śmierć,
zabijając go tłuczkiem do rozbijania mięsa. Ciasta dopiero będą jutro pieczone,
niestety ja w tym czasie będę w pracy i obejdę się smakiem, za to Maciek na
pewno pomyli drogę na halę i wstąpi do mojego domu na oblizywanie misek po
kremach, ciastach i wszystkiego co słodkie. Ten to ma dobrze. Nawet jeśli
pozwoli sobie na więcej to spali na treningu i nawet nie będzie widać tych
zbędnych kilogramów, a ja przez miesiąc muszę się katować dietami, które i tak
nic nie pomagają. Ostatnie prezenty kupiłam wczoraj. Najgorszym problemem był
prezent dla Maćka. Znalezienie czegoś co by mu podpasowało graniczy z cudem.
Ostatni sklep do którego miałam wejść i wyszłam uradowana. Dobrze, że słuchałam
to co mówi mi rozum i ostatkami sił po maratonie sklepowym weszłam do niego.
Mam nadzieję tylko, że mu się spodoba. Czerwona koszula w kratę, powinna być
dobra, na wszelki wypadek będzie można ją zwrócić lub wymienić na inny fason
czy też rozmiar. Młody dostanie srebrny kabriolet z pilotem oczywiście jak chociaż
wytrzyma do sylwestra będzie cudem. Akurat to ma po mnie. Nic nie przetrwało
dłużej niż tydzień, a jeśli tak się stało to albo miałam szlaban na zabawy albo
byłam chora. Marzył o takim. Mama jakieś romansidło do czytania bo wiem
uwielbia czytać takie książki, tacie jakąś wodę toaletowa, a Anicie książkę kucharską.
Ostatnio coś na ten temat mówiła, tylko nie sprecyzowała się na jaki rodzaj
kuchni. Wybrałam włoską mą nadzieję, że trafiłam, a jak nie to trudno. Bywa. Dziewczyną
jak co roku kupiłam kolejną liczbę jako zawieszką. Tyle lat już się
przyjaźnimy. Nawet nie pamiętam kiedy ten czas szybko minął.
Ostatni trening, ostatnie rozmowy z trenerem, ostatnie rozmowy w szatni,
wygłupy. Muszę jeszcze pojechać do mieszkania, spakować się, pójść dać prezent
Justynie i kierunek Wrocław. Te 3 dni będą się mi dłużyły. Już za nią tęsknię
chociaż tak praktycznie widzieliśmy się wczoraj. Bardzo bym chciał żeby Justyna
pojechała ze mną. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tylko czy się
zgodzi. Mógłbym ją nawet nosić na rękach, chociaż wiem, że by się na to nie
zgodziła. Bała się, że coś mi jeszcze strzeli w kręgosłupie i następna przerwa
w sezonie. Tego bym nawet i ja nie chciał. To będą nasze pierwsze święta, które
jesteśmy razem. Dziwię się, że ze mną wytrzymuje, chociaż wiem, że od kiedy
jesteśmy razem bardzo się zmieniłem. Jestem inny. Już nie zachowuje się tak jak
wcześniej. Bardzo mi na niej zależy i nie chcę jej stracić z mojej głupoty. Jest
już dość późno, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Chciałbym żeby poznała moją
najbliższą rodzinę. Wiem, że to dla niej nie jest łatwe. Rodzice byli by szczęśliwi,
że mogą ją poznać bo tylko wiedzą o niej to co sam im wcześniej powiedziałem, a
dużo im nie mówiłem. Lepiej niech spotkają się z Justyną i sama im o sobie
opowie.
***
Dzisiaj wyjątkowo. Nie wiem czy nawet czas by mi pozwolił na dodanie w czwartek, a ostatnio jak kilka dni wcześniej dodałam publikację automatyczną to zrobił mi psikusa i sobie nie dodał kiedy miał. Ten tydzień wydaje się luźniejszy, ale jaki będzie do końca to sama nie wiem. W ten weekend przekonałam się co muszą czuć osoby wstające od poniedziału do piątku rychło rano. Łączę się z nimi w bólu. Moje oczy po kilku godzinach patrzenia na formularze ZUS musiały zrobić sobie krótką drzemkę więc obudziły się jak było coś o teleturniejach mówione :D Jak zasypiałam to mówiliśmy o Pingwinach z Madagaskaru więc tak 20 minut mi się kimło :) Najlepsze, że nikt niezauważył mojej nieobecności.
Do zobaczenia za tydzień :)
czwartek, 14 listopada 2013
Rozdział XIV
Miasto Lidera! Bełchatów Miasto Lidera!
Ten tydzień szybko nam minął. Nawet
nie spostrzegłam się kiedy była sobota, a my graliśmy z Resowią. Niestety Maciek nie może grać więc razem z nami będzie siedział na trybunach i
zagrzewał do walki z niewygodnym przeciwnikiem swoich kolegów. Bardzo by chciał
być z nimi chociaż w kwadracie dla rezerwowych, ale będzie blokował tylko
miejsce wiedząc, że na boisku dopiero pojawi się po ostatnim gwizdku sędziego.
Kontuzja nie wybiera. Dobrze, że to tylko staw skokowy, a nie głowa czy coś
podobniejszego co wykluczyło go by z gry na kilka tygodni. Wiem, że nie
powinnam nabijać się ze swojego chłopaka, ale jak można na prostej drodze się przewrócić,
a przy okazji zrobić coś w kostce. Myślałam, że tylko ja jestem taka niezdara i
mi się przytrafiają takie rzeczy. Myliłam się. Jak się o tym dowiedziałam to aż
ze śmiechu nie mogłam. Dobrze, że nie muszę się w tym czasie przeprowadzić do
niego bo bym zwariowała. Z mamą umówiliśmy się, że będzie przynosiła mu obiady.
Myślałam, że jak przyjdę z pracy chociaż na trochę zupy lub schabowego się załapię, ale dla mnie zawsze nie starcza bo ten głodomór czym
więcej mama przyniesie tym więcej zje, a do mnie nic nie zostanie.
O przepraszam pomyliłam się brudne talerze do umycia mi zostają. Wystarczy mi, że po każdym dniu pracy zaglądam do niego robiąc mu zakupy czy
sprzątając mieszkanie. Szanowny Pan Muzaj przecież nawet talerza do zlewu nie
może włożyć bo jest obłożnie chory. Nie wiem czy to robi specjalnie żebym do
niego przychodziła czy tego sierotę naprawdę boli, że tylko wstaje z łóżka jak
już naprawdę musi. Nie wiem, nie znam się, nigdy takiego czegoś niemiałam. Na szczęście
dla niego sięgnięcie pilota nie jest problemem. Chociaż ma jakąś rozrywkę i nie
dzwoni do mnie z byle pretekstem, a to, że się stęsknił, a to kiedy przyjdę, a
to jaki dobry obiad mu moja mama zrobiła. Niekiedy mam ochotę wyrzucić telefon
przez okno. Niedługo z nim zwariuje. Niech w końcu zacznie trenować, ja będę
miała spokój i wszyscy będą szczęśliwi.
Na ulicach Bełchatowa
już widać grupki osób ubrane w czarno-żółte barwy i pasiaki. Bilety poszły jak
świeże bułeczki. O godzinie 14 nie było już 80% puli biletów do kupna w naszym
sklepie. Nie ma ani jednego miejsca, że zgodnie stwierdziliśmy na ten
mecz udostępnić do sprzedaży bilety na miejsca stojące. One też jeszcze
porządnie nie doszły do sprzedaży, a w mgnieniu oka już ich niebyło. Cieszymy się,
że po 5. Miejscu w poprzednim sezonie kibice się od nas odwrócą, a na hali
będzie pełno miejsc wolnych. Przebudowany skład, nowy trener, wygrane. Kibice
znów przychodzą na mecze, a chłopakom się wtedy lepiej gra. Dzisiaj cały Bełchatów
żyje tylko meczem z Rzeszowem.
Z daleka już słychać odbijane piłki
przez zawodników. Na ich twarzy nie było widać ani trochę uśmiechu, widać, że
bardzo byli zmotywowani. Pierwsza piłka, pierwszy atak, pierwszy punkt zdobyty
prze Skrę. Już widzę, że tego spotkania nie zapomnę nigdy. Nie chodzi tu o
atmosferę na hali, widowisko czy też spotkanie. Komentujący Maciek po każdej akcji
pozostanie zawsze w mej pamięci. Lepszy niż komentatorzy z telewizji Polsat. Po
karierze sportowej to będzie dla niego praca. Jakby mógł to by wskoczył w strój
i szybszy niż prędkość światła by był na boisku. Tak. Nie widzimy kto zaatakował,
kogo zablokowali, a kto strzelił asa serwisowego. Jakby nie Maciek to po co
byśmy byli na meczu. Wygraliśmy, byliśmy szczęśliwi i skakaliśmy tak samo jak
zawodnicy. 3:2 dla nas chociaż wiem, że nawet byśmy dali wygrać 3:1, ale błędy w
końcówce setów trochę pokrzyżowały nasze plany. Zawodnik MVP: Stefan. Szkoda,
że nie Karol, ale może następnym razem mu się uda. Obiecał mi to. Dobrze, że w
bitwach jest remis bo wygrywający we wszystkim Karol to szczęśliwy Karol.
Sodówa mu odbije i jeszcze szkoda chłopaka. Współczuje Włodiemu, który musi to wszystko
nagrywać ja bym z nimi niewytrzymała ze śmiechu. Mają takie pomysły, że głowa
mała. No to zaczęło się. Autografy, wywiady, zdjęcia. Z dziewczynami szybko
zwinęliśmy się z hali i udaliśmy się do pokoju marketingowców. Nie wiem jak ten
mały pokoik pomieścił nas wszystkie, ale daliśmy radę. Jedna na drugiej
siedziała. Była fajna atmosfera. Dopóki nie wkroczyli siatkarze. To co było
miłe szybko się skończyło. Z Karolem i Olką zapakowaliśmy się do auta bo Maciek
wątpię czy by dał radę dojść z tą nogą do swojego mieszkania. Niby tylko ma uważać
na tą kostkę, ale lepiej dla jego dobra jakby nie szedł prostą drogą bo jeszcze
mi się coś stanie, a dwóch kalekich to zdecydowanie za dużo.
Chciałam być jak najszybciej w domu.
Cały dzień na nogach to zdecydowanie za dużo jak na mnie. Tylko miałam w planach
zrobienie na szybko Maćkowi jakiejś kolacji i szybko wrócenie do domu do wanny
z dużą ilością wody. Niestety tak łatwo w życiu nie ma. Maciek skutecznie mi to
uniemożliwił. Wie, że jego oczy sprawią, że wymięknę i zgodzę się prawie na
wszystko. Nie mylił się. To jest jedyny mój najsłabszy punkt. Całą resztę wieczoru
spędziliśmy na oglądanie horrorów. Nie żebym się bała, ale nie lubię ich oglądać.
Sceny są dla mnie zbyt drastyczne. Od czasu do czasu warto obejrzeć coś czego
nigdy by się nie obejrzało. Jednak z miłości warto niekiedy się poświęcić. Po jednej
z akcji grozy wtuliłam się w Maćka tak, że chyba wbiłam paznokcie w jego ciało.
Następny uszczerbek na zdrowiu. Tym razem tego nie planowałam. Maciek tylko się
uśmiechnął i nic nie powiedział. Dziękowałam Bogu, że mogłam spotkać go na
swojej drodze. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz. Wiem, że z każdą nawet
najmniejszą głupotą mogę do niego przyjść. Przy nim czuję się bezpieczna, a on
z wrednej, złośliwej dziewczyny przemienił mnie w dość miłą, normalną dziewczynę.
Gdy już skończył się seans chciałam udać się do domu było już w miarę ciemno
wiedziałam, że Maciek tym razem mnie nie odprowadzi jak zawsze miał to w zwyczaju.
Zawsze bałam się, że w powrotnej drodze coś mu się stanie. Złapałam za telefon,
który leżał na stole wybierając w kontaktach numer korporacji taksówkarskiej.
Niestety i tym razem moje starania przeszkodził Pan Siatkarz zabierając mój
telefon i całując tak moje usta, że nie mogłam się powstrzymać i oderwać od
siebie. Tak bardzo potrzebowałam jego bliskości. Zdążyłam tylko wysłać mamie
smsa, że nie wracam na noc i żeby nie martwiła się o mnie.
***
Przepraszam za to na górze. Krótkie niemające ni składu ni ładu. Pomysły były, chęci też, czasu brak. Za bardzo jestem ambitna i jak sobie ubzduram w mojej głowie to nie ma zmiłuj. Napisać pracę kontrolną chociaż ma się na to jeszcze 16 dni. Tylko ja mogłam to zrobić. Na pewno później coś jeszcze dopisze :)
Następny post za tydzień : 21 listopad 2013 r.
Pozdrawiam :)
czwartek, 7 listopada 2013
Rozdział XIII
„Kiedy
będziesz już gotowa – daj mi znać
Wiesz, że mogę czekać – dam Ci jeszcze czas
Razem być – znaczenie często inne ma
Chociaż o tym wiem, to widzę jednak nas!”
Wiesz, że mogę czekać – dam Ci jeszcze czas
Razem być – znaczenie często inne ma
Chociaż o tym wiem, to widzę jednak nas!”
Rafał
Brzozowski - Tak blisko
Po tym, że miałam wypadek i przebywała kilka tygodni w
szpitalu nie ma już śladu. Jestem w coraz lepszej formie. Dni mijały, a ja coraz
bardziej czułam się bezpieczniej. Coraz częściej wychodziłam na dwór. Z Maćkiem
jesteśmy tak jakby parą, ale oficjalnie z mojej strony nie padło żadne „Kocham cię”,
żadne wyznanie miłości. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafię. Gdy chcę to
powiedzieć nabieram wodę w usta i tyle z tego wychodzi. Boję się, chociaż wiem,
że nie ma czego. Jakby mu nie zależało to by się tak o mnie nie martwił, nie
przesiadywał by całe dnie w szpitalu gdy ja byłam w śpiączce, odwrócił się ode
mnie plecami i nawet w pracy udawał by, że mnie nie zna. Wiem, że zawsze mogę
na nim polegać, jak i na każdą osobę w Skrze. Mogę zadzwonić do nich w środku
nocy z byle głupim pretekstem, a oni przyjadą nawet jeśli nie pozwolę im na to.
Zaczęłam wreszcie praktyki. Czuje się tam jakbyśmy się znali kilka lat. Pan
Prezes nie jest taki jaki przypuszczałam. Zawsze można do niego przyjść,
pogadać. Bardzo byłam mu wdzięczna, że miejsce czekało na mnie, aż mój stan
zdrowia pozwoli mi na rozpoczęcie stażu. Czasami moje pomysły są brane pod
uwagę. Bardzo się z tego cieszę chociaż wiem, że nie są one wykorzystywane.
Może kiedyś. Z Pauliną i Tomkiem praktycznie dogadujemy się bez słów i wcale
nie chodzi o to, że trzeba coś gdzieś zanieść czy umyć szklanki. Skra jest moją
drugą rodziną. Wygraliśmy wszystkie mecze kontrolne przed sezonem, chłopaki są
w formie, kontuzje jakoś ominęły zespól szerokim łukiem więc czego chcieć
więcej. Z dziewczynami widuję się rzadziej. Jednak nie ma dnia przegadanego chociaż
godzinę na skype. Marlena wraz z Tomkiem planują ślub latem następnego roku i
nawet nie mają kiedy wpaść na kawę. Przez te kilka miesięcy dużo się wydarzyło.
Tomek poprosił Marlenę o rękę, a ta bez chwili namysłu zgodziła się. Pamiętam
jak ostatnio przed tym wydarzeniem rozmawialiśmy, że się oświadczy jeszcze do
końca tego roku i tak się stało. Monika wreszcie znalazła miłość swojego życia.
Sebastiana bo tak ma na imię jej nowy chłopak znam od małego. Fajny, sympatyczny
czasami nieogarnięty. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu bawiliśmy się w
piaskownicy zabierając sobie łopatki. Mam nadzieję, że bycie razem będzie im
pisane. Z ojcem nasze stosunki się polepszyły, może nie są jakieś mega fajne,
ale od kilku lat potrafię powiedzieć do niego tato. Z Kubą spędzam trochę mniej
czasu, ale jakoś mi jest to wstanie wybaczyć. W końcu dzięki mnie poznał
wszystkich chłopaków ze Skry. Ma z nimi pamiątkowe zdjęcia, a o autografach nie
wspomnę. Pamiętam jak podeszłam z młodym do nich i ujrzałam zdziwionego Facu.
Chyba myślał, że to moje dziecko, ale Maciek z Karolem od razu mu wytłumaczyli,
że Kubuś to mój przyrodni brat, którego zgubiłam na meczu w tamtym sezonie.
Oczywiście nie obyło się bez nabijki ze mnie jaka ja jestem niezdara, że
dziecko zgubiłam, ale jakoś to wytrzymałam burząc Karolowi jego fryzurę a’la
Biber. Wiem, że nie powinnam mu tego robić, ale jakoś nie potrafiłam się
powstrzymać. By mu się przydało wyjście do fryzjera, ale lepiej dla jego dobra
jak nie skorzysta z usług Bełchatowskich fryzjerów bo będzie następnym kogo
skrzywdzili. Sama wiem bo doznałam tego na własnej skórze. Pogodzenie się z
ojcem było zasługą Maćka, ale on jest zbyt skromny żeby się do tego przyznać.
Bardzo chciał żeby pomiędzy nami było wszystko w porządku. Widziałam jak dobrze
dogaduje się z moją mamą. Nawet jej pozwala zburzyć swoją nienaganną fryzurę, którą
układa przez kilka minut przed lustrem, nakładając tonę żelu czy nie wiadomo
czego, a ja od razu dostała bym niezły okrzan. Jak ja mogłam mu to zrobić. Czy chce
się jej przylizać? Czy chce polepszyć z nią stosunki. Wątpię. Po prostu mama
wie czym mu to wynagrodzi. Szczególnie kilkoma kawałkami sernika zjedzonymi u
mnie w domu, obiadkami na wynos i opróżnioną już do połowy spiżarki, a co nie
będzie mu żałować. Niedługo jego koszulki, spodenki czy nawet inna garderoba
będzie wisiała u nas na linkach w ogrodzie albo na strychu. Wcale bym się nie
zdziwiła. Cieszę się, że mają dobry kontakt. Lubię patrzeć na ich uśmiechnięte
twarze. Lubię patrzeć jak mistrz ataku próbuje z mizernym skutkiem zostać
mistrzem gotowania. Dla jego dobra lepiej będzie jak zostanie tak jak
wcześniej. Nikt na tym nie ucierpi. Ani on ani kuchnia. Lubię spędzać z nim
czas.
Z Justyną widujemy się codziennie. Nie tylko w pracy, ale
też i poza. Zmusiłem ją do rozmowy z ojcem. Wiem, że nie było to dla niej
łatwe. Każdego dnia widzę uśmiechniętą, zwariowaną dziewczynę, bez której nie potrafię żyć. Jest
dla mnie jak tlen. Czasami denerwuje się na nią, ale jej słodka minka
wynagradza mi to wszystko. Często wychodzimy na spacery, do kina czy nawet
razem siedzimy i oglądamy filmy, które przeważnie któryś z nas nigdy by nie
obejrzał bo nie są w jego guście. Czasami zastanawiam się dlaczego na mojej
drodze spotkałem właśnie ją. Dziewczynę z przeszłością. Jej historię życia
można by było opisać w książkę i nawet mógłby stać się bestsellerem. Pamiętam gdy pierwszy raz ją zobaczyłem. Gdy
pierwszy raz przytuliłem. To jest najlepszy okres w moim życiu. Nawet
siatkówka, którą kocham nie jest tak samo ważna jak ona. Wiem, że Justyna czuje
coś do mnie, ale wiem, że po tym wszystkim co ją spotkało boi się powiedzieć. Specjalnie
dla niej biorę lekcje gotowania u jej mamy. Trochę z mizernym skutkiem, ale się
staram. Na pewno nie ugotuję jej jak mama, ale od czegoś trzeba zacząć. Chcę
jej zrobić niespodziankę. Zaprosić ją na kolację przy świecach. Chcę by było
romantycznie. Chcę żeby wiedziała, że zależy mi na jej. Może to trochę banalne
z mojej strony, ale romantykiem nie jestem i nie znam się na kobietach. Co one
lubią, a czego nie. Pierwszy raz jestem tak potwornie zakochany. Dla żadnej
innej dziewczyny nie posunął bym się do takiego czegoś.
Zdziwiłam się gdy Maciek poprosił mnie o przyjście do niego
do mieszkania. Nie wiedziałam jak mam to odebrać. Nigdy tam nie byłam i nawet
nie wiedziałam czego się tam spodziewać. Niby chciałam tam iść, a z drugiej
strony bałam się co on znowu wymyśli. Jego pomysły czasami zwalają mnie z nóg. Myślałam,
że Karol z Andrzejem są do tego zdolny jednak chyba każdy w Skrze ma trochę
niepoukładane w głowie. Większym lub mniejszym stopniu. Teraz wymyślili sobie
bitwy. Są konkurencje i któryś z nich wygrywa. Później cieszą się z wygranej jak
małe dzieci. Najgorsze jest to, że nawet nie powiedział mi dlaczego i po co mam
do niego przyjść. Wiem tylko tyle, że to ma być niespodzianka. Już się boję się
jego niespodzianki. Przecież nie wiadomo co mu do łba przyjdzie. Mam tylko
nadzieję, że nikomu nic się niestanie.
Wszystko było przygotowane na jej przyjście. Sztućce, talerze,
świece. Dzisiaj postanowiłem, że zrobię dla niej kurczaka w ziołach, a na deser
sernik na zimno. Bałem się, że zwykły taki jak robi mama Justyny mi nie wyjdzie
i nie będę miał czasu na zrobienie czegoś innego bądź kupienia w osiedlowej
cukierni. Strasznie bałem się jej reakcji na to co się będzie działo. Czekałem tylko,
aż w progu mojego mieszkania zjawi się ona. Piękna, z uśmiechem na twarzy dziewczyna,
dla której zrobił bym wszystko. Mimo, że widzieliśmy się ostatni raz 4 godziny
i 33 minuty, a bardzo za nią tęsknie. Ktoś z boku powiedział, że jestem głupi
bo jeszcze młody, ale ja wiem, jestem wręcz przekonany, że to jest ta jedyna, z
którą chcę spędzić resztę życia. Wszystko bym zrobił żeby jej nie stracić. To
zbyt dużo mnie kosztowało.
Ubrałam się w czarną sukienkę, którą ubieram tylko na
wyjątkowe okazję. Nie wiem czy ta okazja jest wyjątkowa, ale jeśli zaprosił
mnie do siebie to nie będzie zwykłe oglądanie meczów czy bądź filmów jak to
mamy w zwyczaju. Założyłam kilka dodatków i już mogę wybrać się piechotą w
stronę mieszkania Maćka. Niby po trochę ponad pół godziny drogi wiedziałam, że
spacer w tej chwili dobrze mi zrobi. Strasznie się bałam co tam spotkam lecz
wiedziałam, że nic mi nie zepsuje tego wieczoru.
Poprawiałem obrus gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Patrząc
przez wizjer ujrzałem ją stała w czarnej sukience podkreślającej jej figurę. Wyglądała
zjawiskowo. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Zaprosiłem ją do środka.
Pomogłem ściągnąć jej płaszcz uprzednio po wieszając go na wieszaku w
przedpokoju. Ciągnąc ją za rękę doszliśmy do pokoju, w którym miała odbyć się
kolacja. Nigdy nie widziałem ją w takim stanie. Po prostu rzuciła się na mnie,
przytulając tak, że ledwie co mogłem oddychać. „Dziękuje” wypowiedziane przez
nią oznaczało więcej niż zawsze. Chociaż to tylko jedno słowo, jednak dla niej pokazywanie
uczuć było trudne. Jej oczy tak błyszczały i wyglądały jak pięciozłotówki. Byłem
szczęśliwy, że niespodzianka, którą dla niej przygotowałem spodobała się, a
jedzenie, które przygotowałem nadawało się do zjedzenia. Gdy sprzątałem naczynia
ze stołu objęła mnie w pasie, tak mocno, że nawet jakbym chciał jej uciec
wątpię czy bym dał radę.
-Już nigdy nie będę taka dla ciebie. Nie chcę cię już więcej
stracić. Tak bardzo cię potrzebuje. Jesteś dla mnie zbyt ważny.
Czekałem na te słowa. Tak długo na nie czekałem, aż w końcu
je usłyszałem. W tym momencie nic do mnie nie docierało. Byłem szczęśliwy i
nikt nie zakłóci mi szczęścia z nią. Osobą, którą kocham i jestem w stanie skoczyć
za nią w ogień. Wiedziałem, że to jest pierwszy krok. Najważniejszy. Czekałem tak
długo to poczekam ile tylko się da. Resztę wieczoru spędziliśmy bardzo romantycznie.
Trochę potańczyliśmy w rytm znanych nam dobrze piosenek. Trochę szybszych trochę
wolniejszych. Po powrocie Tyśki ze szpitala poprosiłem Olkę, aby nauczyła mnie tańczyć.
Zgodziła się bez wahania. Zresztą to samo ma z Karolem. Jak nie ma szybszych
piosenek to jest cała podeptana więc wie co to jest tańczyć z beztalenciem. Witamy
w klubie panie Kłos. Nie tańczyłem może jak mistrz świat, ale było o wiele
lepiej niż na zakończeniu sezonu z Klubem Kibica i ze sponsorami. Następna
niespodzianka. Limit niespodzianek chyba do końca roku wykorzystałem, ale czego
nierobi się dla niej. Niemiejąc już prawie na nic siły usiedliśmy na kanapie.
Rozmawialiśmy. Bardziej ja prowadziłem swój długi wyczerpujący monolog. Odwróciłem
głowę i to co ujrzałem zaskoczyło mnie. Przytuleni do siebie nawet nie
wiedziałem kiedy Justyna zasnęła przytrzymując swoją głowę na moim ramieniu. Lekko
położyłem ją na kanapie. Spała jak zabita. Nawet jeśli bomba by przeleciała nie
było by to w stanie ją obudzić. Na jej ustach widać było uśmiech. Ściągnąłem
jej buty i poszedłem do pokoju, w którym śpię po koc. Przykryłem ją oraz ucałowałem
ją w czoło na dobranoc.
P.S. Ponad 700 wyświetleń :) Jestem w mega wielkim szoku *_* Nigdy bym się tego nie spodziewała nawet w snach :) Za wszystkie komentarze :) One strasznie motywują, a ja wiem, że ktoś to czyta :) Dziękuje :)
***
Blogger ostatnio zrobił mi psikusa i nie miał zamiaru dodać posta ani nawet nie zapisał komentarza odautorskiego. Dopiero dzisiaj to zauważyłam. Mistrz ja :/ Mam nadzieję, że tym razem takiej świni mi nie zrobi :) Skra przegrała z Radomiem. Arkas z Trentino, a Lokomotiw z Lube. 2 ostatnie oglądałam i powiem, że już w samej końcówce myślałam, że Lube nie wygra. Chcę, żądam żeby Skra wygrała z Rzeszowem :) Oczywiście na PSN nie pokazują takich meczy bo szkoda, zresztą i tak bym nie obejżała bo w tym czasie będę w szkole. Chciałam się dalej uczyć to teraz mam. Coś na poprawę humoru: Bitwa #2 Pianki :D Wrona wygrał, a ja jestem w rozsterce bo nie wiem komu kibicować :) Niech wygra lepszy :) Pozdrawiam prawie z podłogi bo po obejżeniu wojny nawet nie mam siły wstać :)P.S. Ponad 700 wyświetleń :) Jestem w mega wielkim szoku *_* Nigdy bym się tego nie spodziewała nawet w snach :) Za wszystkie komentarze :) One strasznie motywują, a ja wiem, że ktoś to czyta :) Dziękuje :)
czwartek, 31 października 2013
Rozdział XII
Spróbuj
powiedzieć to,
Nim uwierzysz, że
Nie warto mówić kocham.
Spróbuj uczynić gest,
Nim uwierzysz, że
Nic nie warto robić.
Nim uwierzysz, że
Nie warto mówić kocham.
Spróbuj uczynić gest,
Nim uwierzysz, że
Nic nie warto robić.
Hey - Moja
i Twoja nadzieja
Lekarze odłączali ją od prawie wszystkich urządzeń. Wszyscy
zamartwiali się o nią. Najbardziej on. Mimo, że jest twardzielem nie potrafił
powstrzymywać odczuć, które kłębiły się w jego ciele. Zdarzało mu się płakać bo
był bezbronny. W jego oczach można było ujrzeć strach. Tak bardzo się o nią
bał. Dziękował bogu, że żyję jednak tak strasznie boi się reakcji na jego
widok. Nie wie czy będzie go pamiętać. Czy rozpozna kogoś z rodziny, znajomych
czy przyjaciół. Często słuchał opowieści mamy Justyny o tym jaka była w dzieciństwie,
a ona bała się o niego jak o własnego syna. Czasami nawet nie udawało się go
odciągnąć od łóżka Justyny. Przynosiła mu obiady, bo nawet nie miał czasu wyjść
do bufetu zjeść jakiś ciepły posiłek. Nawet wypytywała go o siatkówkę chociaż
tak naprawdę nie wiedziała o czym on do niej mówi. Chciała go bliżej poznać. Wiedziała,
że prędzej czy później wyląduje w szpitalu bo każdą wolną chwilę przebywa w
szpitalu siedząc przy łóżku jej jedynej córki. Przez te kilka dni zmieniła
sobie zdanie o nim. Myślała, że będzie z tych co porzucą i zostawią. Myliła
się. Widać było, że ją kocha, bo jakby mu na niej nie zależało to by nie
przesiadywał całe dnie w szpitalu. Była dla niego wszystkim. Siedział przy niej
jak najdłużej się dało. Gdyby nie treningi przesiadywał przy szpitalnym łóżku
24 godziny na dobę. Wszystko by dla niej zrobił. Nawet jakby mógł to by cofnął czas.
To była prawdziwa miłość. Taka jedna, która bywa w życiu.
Gdy lekarz wyszedł z sali powiedział, że wszystko jest w
porządku, a Justyna za kilka dni wróci do domu. Tak bardzo się cieszyłem z tego
powodu. Łzy. To były pierwsze łzy szczęścia od kilku dni. Przez te kilka dni
jeszcze bardziej uświadomiłem sobie, że bez niej moje życie nie ma sensu.
Chciałem z nią być, ale pierwsi do Sali weszli rodzice. To jest ich jedyna
córka. Ja będę musiał poczekać, ale jeśli tyle czekałem aż się obudzi to
poczekam jeszcze te kilka minut. Widziałem jak im ulżyło. Bardzo się o nią
martwili. Miałem tylko nadzieję, że mnie nie wyprosi z sali. Chciałem tylko być
przy niej. Nie dzwoniłem jeszcze do nikogo ze Skrzatów. Wiem, że są w stanie
nawet biegiem przyjść tu do niej. Wiem jak się polubili, a ci nowi zawodnicy
chętnie chcą ją poznać. Najpierw musi przyjść do siebie, a później dopiero ktoś
będzie mógł ją odwiedzić. Zresztą nie wiem czy w tym stanie będzie chciała
kogokolwiek widzieć. Wcale bym się nie zdziwił jakby nawet ze mną nie chciała
porozmawiać. Wiem, że teraz potrzebuje spokoju żeby organizm mógł się
zregenerować. To co lekarz mówi jest święte. Widzę przez szybę jak się uśmiecha
jak mówi coś do rodziców. To jest ta Justyna, którą spotkałem na hali i w
której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej
rodzice wyszli z sali i poprosili mnie żebym do niej wszedł bo chciała ze mną
porozmawiać. Bałem się wszystkiego. Bałem się, że mnie okrzyczy, wywali za
drzwi, a jej niewolno się denerwować. Tak cholernie bałem się jej reakcji. Bałem
się co powie. Bałem się, że mam zniknąć z jej życia, ale ja tak nie potrafię.
Za bardzo mi na niej zależy.
Gdy wszedłem do Sali nogi się pode mną ugięły. Nie potrafiłem
wykrztusić ani jednego słowa. Czekałem jak głupi kiedy to ona się do mnie
odezwie. Wiem, że nieracjonalnie myślałem, ale emocje dały nad sobą górę.
Siedzieliśmy w ciszy, trzymałem jej dłoń, a ona uśmiechała się do mnie. Uśmiechała
się do mnie jak najbardziej mogła. Od razu poczułem się lepiej. Serce biło mi
jak oszalałe. Chciałem ją przytulic, ale bałem się, że mogę ją skrzywdzić, że
mogę jej połamać żebra. Gdy chciałem wreszcie coś powiedzieć, ona nie pozwoliła
mi na to. Porozumiewaliśmy się bez słów, chociaż tak krótko się znaliśmy to
wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko. Wiedziałem kiedy jest smutna i chciałaby
coś powiedzieć, kiedy szczęśliwa i radosna. Jej oczy tak błyszczały. Tak się cieszyły.
Teraz już jestem pewien, że ten czas, który spędziliśmy osobno nie jest czasem
straconym. Oboje przemyśleliśmy to co się stało wtedy na zakończeniu sezonu. Ja
byłem jeszcze bardziej pewien swoich uczuć. Wiedziałem, że to nie jest zwykłe
zauroczenie. Przypuszczałem, że ona też mnie kocha lecz czekałem aż w końcu to
mi powie. Byłem szczęśliwy, że mogę być przy niej, że mogę ją dotknąć, nawet
posiedzieć w ciszy. Niestety lekarz wyprosił mnie z sali, a ja tak bardzo chciałem
przy niej zostać. Jednak nie chciałem mieć przerąbane u lekarza więc jak
kulturalny człowiek opuściłem salę jak tylko najszybciej się dało. Musiałem się
z nią pożegnać, ale obiecałem jej, że jutro zaraz po porannym treningu zjawię
się u niej. Przytuliłem się do niej, lekko żeby nie zrobić jej krzywdy, pocałowałem
ją w policzek i powiedziałem do niej zwykłe dwa słowa, które znaczą tak wiele.
"Kocham cię”.
Codziennie odwiedzałem ją w szpitalu. Z dnia na dzień wyglądała
coraz lepiej, ale nie wolno jej się przemęczać. Wyzywała mnie, że zamiast wyjść
z kumplami na piwo czy na obiad to ja tu siedzę i jej marudzę. Puściłem jednym
uchem jej uwagę, a drugim wypuściłem bo tak bardzo chciałem być blisko jej. Tak
bardzo mi jej brakowało. Bardzo chciała rozpocząć wreszcie ten staż bo tak jak
pan Prezes obiecał nie przyjął na miejsce Justyny żadnej osoby. Gdy tylko o tym
się dowiedziała bardzo się ucieszyła. Chciała jak najszybciej opuścić szpital i
pójść do pracy, która ją interesuje. Tak bardzo ucieszyła się gdy Skrzaty ją
odwiedziły. Ciasto, które było wykonane przez nich nie dawało się do jedzenia,
jednak Justyna próbowała je zjeść żeby nie zrobić im przykrości, a później gdy
opuścili salę próbowała we mnie wcisnąć jednak jej się nieudało. Tym razem
nieudało jej się mnie omamić. W końcu tak bardzo się starali, a że im nie wyszło
to niestety nie nasza wina. Cukiernikami to na pewno nie zostaną. Mogą zostać kimkolwiek
chcą, ale dla naszego dobra żeby ten zawód sobie odpuścili. Nie mogło obyć się
bez żartów Kłosa. Nie byłby sobą jakby nie ponabijał się z Zatiego. Opowiadał co
się dzieję w szatni, ale niektóre rzeczy mógłby sobie odpuścić dla jej dobra.
Mówił, że hotki już za nim nie piszczą jak tylko sprowadzili się Niko i Facu. Nawet
stawiennictwo Justyny żeby Zatiego już nie dręczył nie pomogło. Biedny Paweł. Cały
Karol. Z nowymi zawodnikami szybko się dogadała. Najgorsza była bariera
językowa, ale daliśmy radę. Widać, że się polubili bo cały czas pytali się co
tam u niej. Jak się czuje. Czy czasem czegoś nie potrzebuje. Czy może trzeba podwieźć
mnie do szpitala. Bardzo bym chciał żeby w końcu wyszła z tego szpitala. Kiedy ostatnio
rozmawiałem z lekarzem kiedy ją wypiszą powiedział, że jak nic nie będzie się
działo to pod koniec tygodnia. Byłem tak szczęśliwy, że wszystko jest w
porządku. Już od dawna wszystko było urządzone na jej przyjazd, ale kto to
zrobił lepiej nie mówmy dla jej dobra. Następne kilka dni spędziliśmy na
rozmowach. Opowiedział mi o swoim dzieciństwie chociaż wiem ile ją to kosztuje.
Udawała silną, ale tak naprawdę rzuciłaby mi się w ramiona. Przytuliłem ją i
kołysałem dopóki się nie uspokoiła. Byłem przy niej tak blisko, że najchętniej
nie wypuścił bym ją z ramion.
Gdy nadszedł dzień wypuszczenia Justyny ze szpitala zerwałem
się z treningu. Chciałem ją odebrać wraz z jej rodzicami. Pojechać z nią do
domu. Pobyć z nią. Te ostatnie tygodnie bardzo nas do siebie zbliżyły. Wiedziała,
że zawsze może na mnie liczyć. Wiedziałem, że wszystko zaczyna się układać. Gdy
z kwiatami wkroczyłem do sali, w której „mieszkała” Justyna zobaczyłem ją już
spakowaną czekającą na wypis i na rodziców, którzy mieli już być kilka minut
temu. Wyzwałem ją, a ona mnie, że urywam się z treningu, a ja, że pomógłbym jej
się spakować jednak ona tak bardzo chciała opuścić szpital, że nie zwracała
uwagi na moje słowa. Była szczęśliwa, że w końcu będzie w domu, w swoim łóżku,
bo na tym jak później się przyznała nie mogła spać. Tak praktycznie nie zwracała
na mnie uwagi. Nie dziwię się jej pewnie tak samo bym postępował wiedząc, że za
kilka minut opuszczę ten szpital. Zadzwoniłem do rodziców Justyny dowiedzieć się
dlaczego nie są jeszcze w szpitalu. Okazało się, że mieli jakąś stłuczkę i nie
dadzą radę przyjechać. Przepraszali, że zapomnieli powiedzieć, ale to wszystko
tak szybko się działo. Byliśmy zdani tylko na siebie. Pierwsza myśl zadzwonić do
Karola jednak Justyna szybko wybiła mi ten pomysł z głowy. Wolała spędzić ten
dzień tylko ze mną z rodzicami i z dziewczynami, a nie z połową Skrzatów, bo
znając Karola największą plotkarę ci co by mogli przyjechać to by przyjechali i
kłócili się przed szpitalem jak małe dzieci z kim pojedziemy samochodem. Zamówiliśmy
taksówkę. W holu czekaliśmy na jej przyjazd. Poczułem jak ktoś chwyta mnie za
rękę i z całej siły jaką ma ją obejmuje. Tak ciepło mi się zrobiło na sercu. Już
teraz wiedziałem, że kocha mnie tak samo jak ja ją. Nie musiała nic mówić. Po
prostu rozumieliśmy się bez słów. Byłem tak bardzo szczęśliwy, że nawet nie
zauważyłem kiedy przyjechała nasza taksówka. Oboje opuściliśmy szpital z uśmiechami
na ustach, zostawiając złe wspomnienia, wsiedliśmy do niej i tak bardzo
potrzebowaliśmy siebie.
wtorek, 8 października 2013
Przepraszam :(
Wiem, że każdy następny rozdział miał być dodawany w poniedziałek, ale jednak przeceniłam swoje możliwości. Jestem ambitna, ale nie zawsze to co chcę zrobić mi się udaje. Ten miesiąc jest dla mnie zdecydowanie za krótki, a doba powinna mieć 48 h albo i więcej. Wcale bym się nie obraziła. Od jutra mam taki nawał, że nie da się tego wyrazić słowami. Kontrolne wizyty, wyjazd, przyjazd, a w weekendy chodzę do szkoły. Zachciało mi sie dalej uczyć. Jedyny wolny weekend mam teraz to zachciało mi się ślubu na drugim końcu Polski. Nawet nie pamiętam kiedy na spokojnie buszowałam w internecie. Nie mam na nic czasu, a momentami nawet nie wiem jak się nazywam. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale taka jest prawda.
Mam nadzięję, że jak spróbuję dodać rozdziały jak najszybciej się da to ktoś zostanie i będzie czytał. Wiem, że to co pisze nie nadaje się do czytania, ale staram się żeby to wychodziło jak najlepiej jak tylko się da.
Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce :)
poniedziałek, 30 września 2013
Rozdział XI
„W Tobie wszystko jest tym, czego najbardziej chcę.
Kocham Cię, nie boję się mówić, że Kocham Cię.”
Kocham Cię, nie boję się mówić, że Kocham Cię.”
Ewa Jach –
Nie boję się
Aparatury piszczały jak oszalałe. Nie wiedziałem co się tam
dzieję. Ona budzi się, a może umiera. Nie wiem. Zostałem wyproszony z sali,
stoję obok rodziców Justyny i przyglądam się co tam się dzieje. Jestem
bezradny. W głowie mam tysiące myśli. Lekarze chodzą wokół niej, aż w końcu
zasłonili rolety pewnie dlatego żebyśmy nie widzieli co się tam dzieje. Boję
się, że ją stracę. To nie może się stać. Próbuje uspokoić jej rodziców, chociaż
sam jestem zdenerwowany. Mówię do nich, że wszystko jest w porządku, a Justyna
zaraz się obudzi i będzie mogła z nami porozmawiać, wytłumaczyć co tej nocy się
stało, ale bezskutecznie. Oboje przytuleni patrzą w szybę sali nie zwracając
uwagi na to co im mówię. Rozumiem ich. Mimo, że jestem młody i nie mam swoich
dzieci. Nie chcą jak ja stracić najważniejszej osoby. Jeśli ona umrze nie wiem
jak się po tym pozbieram. Tak trudno mi było pogodzić się z tym, że nie
odwzajemniła moich uczuć, a teraz gdy mogę ją stracić na zawsze nie mogę
przyjąć to do wiadomości. Życie nie jest proste jak nam się wydaje. Kilkanaście
nieodebranych połączeń od rodziców, kilkanaście smsów od znajomych gdzie jestem
bo szukają mnie wszyscy we Wrocławiu. Z tego wszystkiego zapomniałem
poinformować, że wyjeżdżam do Łodzi. Teraz nie miałem głowy do tłumaczenia się
przed wszystkimi, a w szczególności przed rodzicami. Wiem, że teraz martwią się
o mnie, że poparli by moją decyzję o przyjeździe do Łodzi, a nawet sami by mnie
zawieźli, ale nie mam na to ochoty. To nie był ten czas, ani miejsce na takie
rozmowy. Po chwili wychodzi do nas lekarz mówiąc, że pierwsza próba wybudzenia
się nie udała, ale mamy być dobrej myśli. Jej organizm jest silny, co pokazała próba
wybudzenia jednak to jeszcze nie ten czas. Poprosił nas żebyśmy jak najwięcej
przychodzili do niej, rozmawiali, a może za kilka dni Justyna jeszcze raz
spróbuje się wybudzić ze śpiączki. Musimy być dobrej myśli. Te słowa lekarza
bardzo mnie wstrząsnęły. Będę u niej 24 godziny na dobę. Muszę być przy niej to
może uda się. Będę spał w szpitalu na krześle, ale jej nie opuszczę. Nie mogę, nie
potrafię, nie chcę. Jestem zdeterminowany. Wiem, że to jest nierozsądne, ale
ona potrzebuje naszego wsparcia. Wiem, że kiedy się obudzi nie będzie zadowolona
z mojej decyzji. Gorzej będzie jak wznowimy treningi ze Skrą. Trener jak się
dowie, że spędzam tu całe dnie to nie pozwoli mi na takie rzeczy. Wiem, że
siatkówka była u mnie na pierwszym miejscu, ale Justyna teraz jest
najważniejsze. Tylko jest problem bo ja nie chcę rezygnować z siatkówki, która
była i jest pierwszą miłością mojego życia, ale spróbuję to wszystko pogodzić
tak żeby nie opuszczać treningów i przebywać jak najwięcej z Justyną. Będzie to
trudne, ale od czego ma się przyjaciół. Trochę to jest skomplikowane, ale
musimy dać radę. Bardzo chcę żeby wszystko było jak dawniej. Najważniejsze żeby
się wybudziła, zaczęła normalnie żyć nie tak jak teraz przypięta do kilkunastu
kabelków, różnych aparatur, które tak praktycznie żyją za nią. Chcę żeby była
tą Justyną, którą poznałem. Tą uśmiechniętą, kibicką skry, nie udającą kogoś
dziewczyną.
Z szpitala wychodziłem tylko aby się przebrać i odświeżyć.
Rodzice Justyny kilka razy prosili mnie żebym odpoczął. Pojechał do domu
przespał się kilka godzin, a oni będą tu przy niej, a jak coś będzie się działo
to zadzwonią do mnie. Nie zgodziłem się na to. Obiecałem sobie, że już nigdy
jej nie opuszczę i nie pozwolę by ktoś ją skrzywdził. To co oni mówili nie
docierało do mnie. Jednak dla mnie najważniejsza jest Justyna. Chłopaki ze Skry
często do niej zaglądali pytali się czy jest jakaś poprawa, ale jednak od
poprzedniej próby wybudzenia nic się nie
zmieniło. Przynosili kwiaty, mówili, że cały sztab oraz biurowi czekają na nią
i ma nie udawać, że śpi bo oni i tak musi się stawić za kilka dni do pracy bo
inaczej przez tydzień nie będzie mogła usiąść na swoich zgrabnych czterech
literach po treningu z nami. Całe dnie i noce praktycznie przebywałam w
szpitalu. Trzymałem ją za rękę i opowiadałem wszystkim co się dzieje w
Bełchatowie, o tym, że jej rodzice wyzywają mnie, że nic o siebie nie dbam. O
treningach. O nowych zawodnikach, których musi poznać. O głupotach, które
dzieją się w szatni i na treningach. O tym, że strasznie brakuje mi jej i jak
najszybciej ma powrócić do zdrowia bo inaczej bez niej oszaleje. Nic się teraz
nie liczy tylko to żeby wybudziła się i wyzdrowiała. Z każdym dniem chciałem z
nią porozmawiać, przytulic ją, pocałować nawet jeśli ona by tego nie chciała.
Od sierpnia powinna zacząć praktyki u nas w Skrze. Miejsce i biurko w dziale
Marketingu na nią czeka. Zarząd nie wyznaczył na jej miejsce inną osobę. Wszyscy
czekają na Justynę. Nowi zawodnicy nawet chcą przyjść do szpitala tylko muszą załatwić
wszystkie sprawy dotyczące ich pobytu w Bełchatowie. Pamiętam, że zamiast
święta spędzać we Wrocławiu z rodzicami to chodziłem od urzędu do urzędu, a
najważniejsze jest to, że w tych urzędach siedzą babcie, które już dawno
powinny być na emeryturze, którym potrzeba po pięć razy tłumaczyć co chcesz załatwić.
Od rodziców dowiedziałem się kilka rzeczy o Justynie. Co ją interesuje, jakie
kwiaty lubi, jaka była jak była mała. Trochę zdziwił mnie fakt, że była nie
znośna. Biła się z chłopakami, a nawet kiedyś grała w siatkówkę. Miała szanse zostać
dobrą siatkarką, ale dzięki swojemu charakterze i kłótni z nauczycielką w-fu
zrezygnowała z SKSów, a później całkowicie zrezygnowała z grania w siatkówkę na
lekcji. Ognista Justyna tego bym się nawet w snach nie spodziewał. Zawsze cicha,
skromna, a tu takie odkrycie. Dużo rozmawiałem z Panią Basią. Fajna z niej
kobieta, ale niestety tak samo dba o mnie jak moja mama. Opowiadała o dzieciństwie
Justyny. Już teraz wiem dlaczego nic nie mówiła o sobie. Zawsze słuchała mnie
nie dodając od siebie nic. Dziwię się, że Justyna i jej matka chcą mieć kontakt
z tym tyranem. Wiem, że ludzie się zmieniają, ale nie potrafiłbym mu wybaczyć tych
krzywd, które mi wyrządził przez te kilka lat. Kilka lat, które bym chciał wymazać
z pamięci. Mogę się jej zawsze wyżalić czy nawet wypłakać się w rękaw. Widzi,
że jest mi strasznie trudno, że to wszystko co się stało jest dla mnie trudne
do zaakceptowania. Chciałbym cofnąć czas, ale nie potrafię. Chciałbym żeby to
nigdy się nie stało. Wypadek Justynki bardzo mną wstrząsnął. Widzi, że bardzo
mi na niej zależy. Przynosi mi nawet obiady do szpitala i cały czas wyzywa
mnie, że nie powinienem spędzać tu każdą wolną chwilę, powinienem wypocząć w
końcu mam treningi i pierwsze mecze kontrolne przed sezonem. Teraz gdy już wiem
trochę więcej o Justynie to tym bardziej muszę być przy niej. Bałem się o nią.
Leżąc tam na tym łóżku była taka bezsilna. Z sali wychodziłem tylko po kawę do
maszyny. Trzymałem ją za rękę. Prosiłem ją żeby już się nie wygłupiała bo to wcale
nie jest śmieszne i w końcu się obudziła. Kochałem ją. Chciałem zacząć wszystko
od nowa. Chciałem żeby mi dała jeszcze jedną szanse. Ścisnęła moją dłoń czy
tylko mi się tak wydaje. Poprosiłem pielęgniarkę. Powiedziałem jej o tym.
Zawołała lekarza. Gdy wychodziłem z sali usłyszałem tylko doktorze ona się
budzi.
***
No to następny. Coś się kończy, coś się zaczyna. Przeżyłam weekend w szkole. Sukces. Słuchać 14 godzin o prawie pracy i nie zasnąć nawet na 5 minut. Nie wiem jak to zrobiłam, ale jestem mistrzem. W październiku rozdziały będą dodawane raz w tygodniu w poniedziałek. Sama jestem z tego powodu niezadowolona, ale nic z tego nie poradzę. Od 9 do 21 października mam takie urwanie głowy, że masakra. Każdy dzień zaplanowany. Jak nie wizyty kontrolne, rezonans, następne wyzyty kontrolne, do tego dwa śluby po tygodniu jeszcze ten pierwszy na drugim końcu Polski, że ja się z nim zgodziłam iść zanim mi powiedział gdzie. Głupia ja :D Tyle przegrać :/ Wrocław nadchodzę :) Spróbuję nie odwalić tam nic, ale jak coś się stało to nie ja :D Jeszcze do tego 3 weekendy w szkole. Jedna wielka masakra ;/ Pod koniec października nie będę wiedziała jak się nazywam :) Ale o swoich urodzinach nigdy nie zapomnę :) Prezent już dawno sobie zażyczyłam więc nie powinnam być z nich niezadowolona.
Next 07.10.2013
Pozdrawiam :)
P. S. justberrry ładną masz profilówkę na fb :)
P. S. justberrry ładną masz profilówkę na fb :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)