czwartek, 31 października 2013

Rozdział XII

Spróbuj powiedzieć to,
Nim uwierzysz, że
Nie warto mówić kocham.
Spróbuj uczynić gest,
Nim uwierzysz, że
Nic nie warto robić.
Hey - Moja i Twoja nadzieja

 Budzę się jakbym przez kilka dni nie potrafiła się obudzić. Każdy kawałek ciała mnie boli. Nie mogę się poruszyć. Tak bardzo bym chciała coś powiedzieć. Nie mogę, nie potrafię. Wszystko wokół mnie jest bardzo dziwne. Nie pamiętam, nie znam tych osób, które stoją nade mną. Białe ściany, wszystko sterylne, jakieś pikanie. Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Słyszę jakieś szepty. Dość niewyraźnie. Czy coś mi się stało. Nie pamiętam. Ostatnie co pamiętam to szaleńczy bieg, pisk opon i uderzenie. Może mi się nic nie stało tylko komuś innemu. Nie wiem. Zadręczam się myślami, które kotłują się w mojej głowie. Kto to mógł być. Przez głowę przechodziło mi tysiące myśli. Błagam, proszę tylko nie Maciek.
Leży tam, a ja nie mogę ją dotknąć, uściskać jej dłoń, przytulić. Nie mogę nawet wejść do sali, w której leży. Lekarz krążą wokół niej. Odpinają od różnych urządzeń. Rozmawiają z nią. Cały świat nabrał wreszcie barw. Dzięki niej. Byłem zły na siebie, że ją nie uchroniłem, że wtedy kiedy najbardziej mnie potrzebowała nie byłem przy niej. Ona teraz leżała tam taka bezbronna. Na samą myśl, że mogłoby się jej coś stać, nogi mi się uginają. W oczach powstają łzy. Obiecałem sobie, że już nigdy jej nikt nie skrzywdzi. Nie pozwolę na to. Jest dla mnie zbyt ważna, a ja nie chcę, nie mogę jej stracić. Kocham ją. W życiu nigdy się tak nie zakochałem. Wcześniejsze dziewczyny w porównaniu do Justyny nie dorastają jej do pięt. Może kiedyś myślałem, że każda z nich jest tą, którą kocham. Myliłem się. Teraz przy Justynie wiem dopiero co to jest miłość. Chciałbym żeby została tą Justyną, którą spotkałem i którą pokochałem.
Lekarze odłączali ją od prawie wszystkich urządzeń. Wszyscy zamartwiali się o nią. Najbardziej on. Mimo, że jest twardzielem nie potrafił powstrzymywać odczuć, które kłębiły się w jego ciele. Zdarzało mu się płakać bo był bezbronny. W jego oczach można było ujrzeć strach. Tak bardzo się o nią bał. Dziękował bogu, że żyję jednak tak strasznie boi się reakcji na jego widok. Nie wie czy będzie go pamiętać. Czy rozpozna kogoś z rodziny, znajomych czy przyjaciół. Często słuchał opowieści mamy Justyny o tym jaka była w dzieciństwie, a ona bała się o niego jak o własnego syna. Czasami nawet nie udawało się go odciągnąć od łóżka Justyny. Przynosiła mu obiady, bo nawet nie miał czasu wyjść do bufetu zjeść jakiś ciepły posiłek. Nawet wypytywała go o siatkówkę chociaż tak naprawdę nie wiedziała o czym on do niej mówi. Chciała go bliżej poznać. Wiedziała, że prędzej czy później wyląduje w szpitalu bo każdą wolną chwilę przebywa w szpitalu siedząc przy łóżku jej jedynej córki. Przez te kilka dni zmieniła sobie zdanie o nim. Myślała, że będzie z tych co porzucą i zostawią. Myliła się. Widać było, że ją kocha, bo jakby mu na niej nie zależało to by nie przesiadywał całe dnie w szpitalu. Była dla niego wszystkim. Siedział przy niej jak najdłużej się dało. Gdyby nie treningi przesiadywał przy szpitalnym łóżku 24 godziny na dobę. Wszystko by dla niej zrobił. Nawet jakby mógł to by cofnął czas. To była prawdziwa miłość. Taka jedna, która bywa w życiu.
Gdy lekarz wyszedł z sali powiedział, że wszystko jest w porządku, a Justyna za kilka dni wróci do domu. Tak bardzo się cieszyłem z tego powodu. Łzy. To były pierwsze łzy szczęścia od kilku dni. Przez te kilka dni jeszcze bardziej uświadomiłem sobie, że bez niej moje życie nie ma sensu. Chciałem z nią być, ale pierwsi do Sali weszli rodzice. To jest ich jedyna córka. Ja będę musiał poczekać, ale jeśli tyle czekałem aż się obudzi to poczekam jeszcze te kilka minut. Widziałem jak im ulżyło. Bardzo się o nią martwili. Miałem tylko nadzieję, że mnie nie wyprosi z sali. Chciałem tylko być przy niej. Nie dzwoniłem jeszcze do nikogo ze Skrzatów. Wiem, że są w stanie nawet biegiem przyjść tu do niej. Wiem jak się polubili, a ci nowi zawodnicy chętnie chcą ją poznać. Najpierw musi przyjść do siebie, a później dopiero ktoś będzie mógł ją odwiedzić. Zresztą nie wiem czy w tym stanie będzie chciała kogokolwiek widzieć. Wcale bym się nie zdziwił jakby nawet ze mną nie chciała porozmawiać. Wiem, że teraz potrzebuje spokoju żeby organizm mógł się zregenerować. To co lekarz mówi jest święte. Widzę przez szybę jak się uśmiecha jak mówi coś do rodziców. To jest ta Justyna, którą spotkałem na hali i w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Tak bardzo mi jej brakowało. Jej rodzice wyszli z sali i poprosili mnie żebym do niej wszedł bo chciała ze mną porozmawiać. Bałem się wszystkiego. Bałem się, że mnie okrzyczy, wywali za drzwi, a jej niewolno się denerwować. Tak cholernie bałem się jej reakcji. Bałem się co powie. Bałem się, że mam zniknąć z jej życia, ale ja tak nie potrafię. Za bardzo mi na niej zależy.
Gdy wszedłem do Sali nogi się pode mną ugięły. Nie potrafiłem wykrztusić ani jednego słowa. Czekałem jak głupi kiedy to ona się do mnie odezwie. Wiem, że nieracjonalnie myślałem, ale emocje dały nad sobą górę. Siedzieliśmy w ciszy, trzymałem jej dłoń, a ona uśmiechała się do mnie. Uśmiechała się do mnie jak najbardziej mogła. Od razu poczułem się lepiej. Serce biło mi jak oszalałe. Chciałem ją przytulic, ale bałem się, że mogę ją skrzywdzić, że mogę jej połamać żebra. Gdy chciałem wreszcie coś powiedzieć, ona nie pozwoliła mi na to. Porozumiewaliśmy się bez słów, chociaż tak krótko się znaliśmy to wiedzieliśmy o sobie prawie wszystko. Wiedziałem kiedy jest smutna i chciałaby coś powiedzieć, kiedy szczęśliwa i radosna. Jej oczy tak błyszczały. Tak się cieszyły. Teraz już jestem pewien, że ten czas, który spędziliśmy osobno nie jest czasem straconym. Oboje przemyśleliśmy to co się stało wtedy na zakończeniu sezonu. Ja byłem jeszcze bardziej pewien swoich uczuć. Wiedziałem, że to nie jest zwykłe zauroczenie. Przypuszczałem, że ona też mnie kocha lecz czekałem aż w końcu to mi powie. Byłem szczęśliwy, że mogę być przy niej, że mogę ją dotknąć, nawet posiedzieć w ciszy. Niestety lekarz wyprosił mnie z sali, a ja tak bardzo chciałem przy niej zostać. Jednak nie chciałem mieć przerąbane u lekarza więc jak kulturalny człowiek opuściłem salę jak tylko najszybciej się dało. Musiałem się z nią pożegnać, ale obiecałem jej, że jutro zaraz po porannym treningu zjawię się u niej. Przytuliłem się do niej, lekko żeby nie zrobić jej krzywdy, pocałowałem ją w policzek i powiedziałem do niej zwykłe dwa słowa, które znaczą tak wiele. "Kocham cię”.
Codziennie odwiedzałem ją w szpitalu. Z dnia na dzień wyglądała coraz lepiej, ale nie wolno jej się przemęczać. Wyzywała mnie, że zamiast wyjść z kumplami na piwo czy na obiad to ja tu siedzę i jej marudzę. Puściłem jednym uchem jej uwagę, a drugim wypuściłem bo tak bardzo chciałem być blisko jej. Tak bardzo mi jej brakowało. Bardzo chciała rozpocząć wreszcie ten staż bo tak jak pan Prezes obiecał nie przyjął na miejsce Justyny żadnej osoby. Gdy tylko o tym się dowiedziała bardzo się ucieszyła. Chciała jak najszybciej opuścić szpital i pójść do pracy, która ją interesuje. Tak bardzo ucieszyła się gdy Skrzaty ją odwiedziły. Ciasto, które było wykonane przez nich nie dawało się do jedzenia, jednak Justyna próbowała je zjeść żeby nie zrobić im przykrości, a później gdy opuścili salę próbowała we mnie wcisnąć jednak jej się nieudało. Tym razem nieudało jej się mnie omamić. W końcu tak bardzo się starali, a że im nie wyszło to niestety nie nasza wina. Cukiernikami to na pewno nie zostaną. Mogą zostać kimkolwiek chcą, ale dla naszego dobra żeby ten zawód sobie odpuścili. Nie mogło obyć się bez żartów Kłosa. Nie byłby sobą jakby nie ponabijał się z Zatiego. Opowiadał co się dzieję w szatni, ale niektóre rzeczy mógłby sobie odpuścić dla jej dobra. Mówił, że hotki już za nim nie piszczą jak tylko sprowadzili się Niko i Facu. Nawet stawiennictwo Justyny żeby Zatiego już nie dręczył nie pomogło. Biedny Paweł. Cały Karol. Z nowymi zawodnikami szybko się dogadała. Najgorsza była bariera językowa, ale daliśmy radę. Widać, że się polubili bo cały czas pytali się co tam u niej. Jak się czuje. Czy czasem czegoś nie potrzebuje. Czy może trzeba podwieźć mnie do szpitala. Bardzo bym chciał żeby w końcu wyszła z tego szpitala. Kiedy ostatnio rozmawiałem z lekarzem kiedy ją wypiszą powiedział, że jak nic nie będzie się działo to pod koniec tygodnia. Byłem tak szczęśliwy, że wszystko jest w porządku. Już od dawna wszystko było urządzone na jej przyjazd, ale kto to zrobił lepiej nie mówmy dla jej dobra. Następne kilka dni spędziliśmy na rozmowach. Opowiedział mi o swoim dzieciństwie chociaż wiem ile ją to kosztuje. Udawała silną, ale tak naprawdę rzuciłaby mi się w ramiona. Przytuliłem ją i kołysałem dopóki się nie uspokoiła. Byłem przy niej tak blisko, że najchętniej nie wypuścił bym ją z ramion.
Gdy nadszedł dzień wypuszczenia Justyny ze szpitala zerwałem się z treningu. Chciałem ją odebrać wraz z jej rodzicami. Pojechać z nią do domu. Pobyć z nią. Te ostatnie tygodnie bardzo nas do siebie zbliżyły. Wiedziała, że zawsze może na mnie liczyć. Wiedziałem, że wszystko zaczyna się układać. Gdy z kwiatami wkroczyłem do sali, w której „mieszkała” Justyna zobaczyłem ją już spakowaną czekającą na wypis i na rodziców, którzy mieli już być kilka minut temu. Wyzwałem ją, a ona mnie, że urywam się z treningu, a ja, że pomógłbym jej się spakować jednak ona tak bardzo chciała opuścić szpital, że nie zwracała uwagi na moje słowa. Była szczęśliwa, że w końcu będzie w domu, w swoim łóżku, bo na tym jak później się przyznała nie mogła spać. Tak praktycznie nie zwracała na mnie uwagi. Nie dziwię się jej pewnie tak samo bym postępował wiedząc, że za kilka minut opuszczę ten szpital. Zadzwoniłem do rodziców Justyny dowiedzieć się dlaczego nie są jeszcze w szpitalu. Okazało się, że mieli jakąś stłuczkę i nie dadzą radę przyjechać. Przepraszali, że zapomnieli powiedzieć, ale to wszystko tak szybko się działo. Byliśmy zdani tylko na siebie. Pierwsza myśl zadzwonić do Karola jednak Justyna szybko wybiła mi ten pomysł z głowy. Wolała spędzić ten dzień tylko ze mną z rodzicami i z dziewczynami, a nie z połową Skrzatów, bo znając Karola największą plotkarę ci co by mogli przyjechać to by przyjechali i kłócili się przed szpitalem jak małe dzieci z kim pojedziemy samochodem. Zamówiliśmy taksówkę. W holu czekaliśmy na jej przyjazd. Poczułem jak ktoś chwyta mnie za rękę i z całej siły jaką ma ją obejmuje. Tak ciepło mi się zrobiło na sercu. Już teraz wiedziałem, że kocha mnie tak samo jak ja ją. Nie musiała nic mówić. Po prostu rozumieliśmy się bez słów. Byłem tak bardzo szczęśliwy, że nawet nie zauważyłem kiedy przyjechała nasza taksówka. Oboje opuściliśmy szpital z uśmiechami na ustach, zostawiając złe wspomnienia, wsiedliśmy do niej i tak bardzo potrzebowaliśmy siebie.

wtorek, 8 października 2013

Przepraszam :(

Wiem, że każdy następny rozdział miał być dodawany w poniedziałek, ale jednak przeceniłam swoje możliwości. Jestem ambitna, ale nie zawsze to co chcę zrobić mi się udaje. Ten miesiąc jest dla mnie zdecydowanie za krótki, a doba powinna mieć 48 h albo i więcej. Wcale bym się nie obraziła. Od jutra mam taki nawał, że nie da się tego wyrazić słowami. Kontrolne wizyty, wyjazd, przyjazd, a w weekendy chodzę do szkoły. Zachciało mi sie dalej uczyć. Jedyny wolny weekend mam teraz to zachciało mi się ślubu na drugim końcu Polski. Nawet nie pamiętam kiedy na spokojnie buszowałam w internecie. Nie mam na nic czasu, a momentami nawet nie wiem jak się nazywam. Wiem, że to dziwnie brzmi, ale taka jest prawda.
Mam nadzięję, że jak spróbuję dodać rozdziały jak najszybciej się da to ktoś zostanie i będzie czytał. Wiem, że to co pisze nie nadaje się do czytania, ale staram się żeby to wychodziło jak najlepiej jak tylko się da.
Pozdrawiam i do zobaczenia wkrótce :)

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział XI

„W Tobie wszystko jest tym, czego najbardziej chcę.
Kocham Cię, nie boję się mówić, że Kocham Cię.”
Ewa Jach – Nie boję się

Aparatury piszczały jak oszalałe. Nie wiedziałem co się tam dzieję. Ona budzi się, a może umiera. Nie wiem. Zostałem wyproszony z sali, stoję obok rodziców Justyny i przyglądam się co tam się dzieje. Jestem bezradny. W głowie mam tysiące myśli. Lekarze chodzą wokół niej, aż w końcu zasłonili rolety pewnie dlatego żebyśmy nie widzieli co się tam dzieje. Boję się, że ją stracę. To nie może się stać. Próbuje uspokoić jej rodziców, chociaż sam jestem zdenerwowany. Mówię do nich, że wszystko jest w porządku, a Justyna zaraz się obudzi i będzie mogła z nami porozmawiać, wytłumaczyć co tej nocy się stało, ale bezskutecznie. Oboje przytuleni patrzą w szybę sali nie zwracając uwagi na to co im mówię. Rozumiem ich. Mimo, że jestem młody i nie mam swoich dzieci. Nie chcą jak ja stracić najważniejszej osoby. Jeśli ona umrze nie wiem jak się po tym pozbieram. Tak trudno mi było pogodzić się z tym, że nie odwzajemniła moich uczuć, a teraz gdy mogę ją stracić na zawsze nie mogę przyjąć to do wiadomości. Życie nie jest proste jak nam się wydaje. Kilkanaście nieodebranych połączeń od rodziców, kilkanaście smsów od znajomych gdzie jestem bo szukają mnie wszyscy we Wrocławiu. Z tego wszystkiego zapomniałem poinformować, że wyjeżdżam do Łodzi. Teraz nie miałem głowy do tłumaczenia się przed wszystkimi, a w szczególności przed rodzicami. Wiem, że teraz martwią się o mnie, że poparli by moją decyzję o przyjeździe do Łodzi, a nawet sami by mnie zawieźli, ale nie mam na to ochoty. To nie był ten czas, ani miejsce na takie rozmowy. Po chwili wychodzi do nas lekarz mówiąc, że pierwsza próba wybudzenia się nie udała, ale mamy być dobrej myśli. Jej organizm jest silny, co pokazała próba wybudzenia jednak to jeszcze nie ten czas. Poprosił nas żebyśmy jak najwięcej przychodzili do niej, rozmawiali, a może za kilka dni Justyna jeszcze raz spróbuje się wybudzić ze śpiączki. Musimy być dobrej myśli. Te słowa lekarza bardzo mnie wstrząsnęły. Będę u niej 24 godziny na dobę. Muszę być przy niej to może uda się. Będę spał w szpitalu na krześle, ale jej nie opuszczę. Nie mogę, nie potrafię, nie chcę. Jestem zdeterminowany. Wiem, że to jest nierozsądne, ale ona potrzebuje naszego wsparcia. Wiem, że kiedy się obudzi nie będzie zadowolona z mojej decyzji. Gorzej będzie jak wznowimy treningi ze Skrą. Trener jak się dowie, że spędzam tu całe dnie to nie pozwoli mi na takie rzeczy. Wiem, że siatkówka była u mnie na pierwszym miejscu, ale Justyna teraz jest najważniejsze. Tylko jest problem bo ja nie chcę rezygnować z siatkówki, która była i jest pierwszą miłością mojego życia, ale spróbuję to wszystko pogodzić tak żeby nie opuszczać treningów i przebywać jak najwięcej z Justyną. Będzie to trudne, ale od czego ma się przyjaciół. Trochę to jest skomplikowane, ale musimy dać radę. Bardzo chcę żeby wszystko było jak dawniej. Najważniejsze żeby się wybudziła, zaczęła normalnie żyć nie tak jak teraz przypięta do kilkunastu kabelków, różnych aparatur, które tak praktycznie żyją za nią. Chcę żeby była tą Justyną, którą poznałem. Tą uśmiechniętą, kibicką skry, nie udającą kogoś dziewczyną.
Z szpitala wychodziłem tylko aby się przebrać i odświeżyć. Rodzice Justyny kilka razy prosili mnie żebym odpoczął. Pojechał do domu przespał się kilka godzin, a oni będą tu przy niej, a jak coś będzie się działo to zadzwonią do mnie. Nie zgodziłem się na to. Obiecałem sobie, że już nigdy jej nie opuszczę i nie pozwolę by ktoś ją skrzywdził. To co oni mówili nie docierało do mnie. Jednak dla mnie najważniejsza jest Justyna. Chłopaki ze Skry często do niej zaglądali pytali się czy jest jakaś poprawa, ale jednak od poprzedniej próby wybudzenia  nic się nie zmieniło. Przynosili kwiaty, mówili, że cały sztab oraz biurowi czekają na nią i ma nie udawać, że śpi bo oni i tak musi się stawić za kilka dni do pracy bo inaczej przez tydzień nie będzie mogła usiąść na swoich zgrabnych czterech literach po treningu z nami. Całe dnie i noce praktycznie przebywałam w szpitalu. Trzymałem ją za rękę i opowiadałem wszystkim co się dzieje w Bełchatowie, o tym, że jej rodzice wyzywają mnie, że nic o siebie nie dbam. O treningach. O nowych zawodnikach, których musi poznać. O głupotach, które dzieją się w szatni i na treningach. O tym, że strasznie brakuje mi jej i jak najszybciej ma powrócić do zdrowia bo inaczej bez niej oszaleje. Nic się teraz nie liczy tylko to żeby wybudziła się i wyzdrowiała. Z każdym dniem chciałem z nią porozmawiać, przytulic ją, pocałować nawet jeśli ona by tego nie chciała. Od sierpnia powinna zacząć praktyki u nas w Skrze. Miejsce i biurko w dziale Marketingu na nią czeka. Zarząd nie wyznaczył na jej miejsce inną osobę. Wszyscy czekają na Justynę. Nowi zawodnicy nawet chcą przyjść do szpitala tylko muszą załatwić wszystkie sprawy dotyczące ich pobytu w Bełchatowie. Pamiętam, że zamiast święta spędzać we Wrocławiu z rodzicami to chodziłem od urzędu do urzędu, a najważniejsze jest to, że w tych urzędach siedzą babcie, które już dawno powinny być na emeryturze, którym potrzeba po pięć razy tłumaczyć co chcesz załatwić. Od rodziców dowiedziałem się kilka rzeczy o Justynie. Co ją interesuje, jakie kwiaty lubi, jaka była jak była mała. Trochę zdziwił mnie fakt, że była nie znośna. Biła się z chłopakami, a nawet kiedyś grała w siatkówkę. Miała szanse zostać dobrą siatkarką, ale dzięki swojemu charakterze i kłótni z nauczycielką w-fu zrezygnowała z SKSów, a później całkowicie zrezygnowała z grania w siatkówkę na lekcji. Ognista Justyna tego bym się nawet w snach nie spodziewał. Zawsze cicha, skromna, a tu takie odkrycie. Dużo rozmawiałem z Panią Basią. Fajna z niej kobieta, ale niestety tak samo dba o mnie jak moja mama. Opowiadała o dzieciństwie Justyny. Już teraz wiem dlaczego nic nie mówiła o sobie. Zawsze słuchała mnie nie dodając od siebie nic. Dziwię się, że Justyna i jej matka chcą mieć kontakt z tym tyranem. Wiem, że ludzie się zmieniają, ale nie potrafiłbym mu wybaczyć tych krzywd, które mi wyrządził przez te kilka lat. Kilka lat, które bym chciał wymazać z pamięci. Mogę się jej zawsze wyżalić czy nawet wypłakać się w rękaw. Widzi, że jest mi strasznie trudno, że to wszystko co się stało jest dla mnie trudne do zaakceptowania. Chciałbym cofnąć czas, ale nie potrafię. Chciałbym żeby to nigdy się nie stało. Wypadek Justynki bardzo mną wstrząsnął. Widzi, że bardzo mi na niej zależy. Przynosi mi nawet obiady do szpitala i cały czas wyzywa mnie, że nie powinienem spędzać tu każdą wolną chwilę, powinienem wypocząć w końcu mam treningi i pierwsze mecze kontrolne przed sezonem. Teraz gdy już wiem trochę więcej o Justynie to tym bardziej muszę być przy niej. Bałem się o nią. Leżąc tam na tym łóżku była taka bezsilna. Z sali wychodziłem tylko po kawę do maszyny. Trzymałem ją za rękę. Prosiłem ją żeby już się nie wygłupiała bo to wcale nie jest śmieszne i w końcu się obudziła. Kochałem ją. Chciałem zacząć wszystko od nowa. Chciałem żeby mi dała jeszcze jedną szanse. Ścisnęła moją dłoń czy tylko mi się tak wydaje. Poprosiłem pielęgniarkę. Powiedziałem jej o tym. Zawołała lekarza. Gdy wychodziłem z sali usłyszałem tylko doktorze ona się budzi.

***
No to następny. Coś się kończy, coś się zaczyna. Przeżyłam weekend w szkole. Sukces. Słuchać 14 godzin o prawie pracy i nie zasnąć nawet na 5 minut. Nie wiem jak to zrobiłam, ale jestem mistrzem. W październiku rozdziały będą dodawane raz w tygodniu w poniedziałek. Sama jestem z tego powodu niezadowolona, ale nic z tego nie poradzę. Od 9 do 21 października mam takie urwanie głowy, że masakra. Każdy dzień zaplanowany. Jak nie wizyty kontrolne, rezonans, następne wyzyty kontrolne, do tego dwa śluby po tygodniu jeszcze ten pierwszy na drugim końcu Polski, że ja się z nim zgodziłam iść zanim mi powiedział gdzie. Głupia ja :D Tyle przegrać :/ Wrocław nadchodzę :) Spróbuję nie odwalić tam nic, ale jak coś się stało to nie ja :D Jeszcze do tego 3 weekendy w szkole. Jedna wielka masakra ;/ Pod koniec października nie będę wiedziała jak się nazywam :) Ale o swoich urodzinach nigdy nie zapomnę :) Prezent już dawno sobie zażyczyłam więc nie powinnam być z nich niezadowolona.
Next 07.10.2013
Pozdrawiam :)
P. S. justberrry ładną masz profilówkę na fb :)

piątek, 27 września 2013

Rozdział X


„Ta miłość była, jest i będzie”

Nie mogę otworzyć oczu. Oślepia mnie coś. Lampy. Gdzie ja jestem? Co się stało? Dlaczego tu jestem? Słyszę jakieś szmery. Jakieś końcówki słów, których nie potrafię złożyć w sens. Znajome mi głosy. Jest ich kilka. Nawzajem się przekrzykują czy tylko mi się wydaje. Każdy udaje, że ma racje. Udają inteligentnych, a zachowują się jak dzieci. Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że ktoś płacze i trzyma mnie za rękę. Tak bardzo ściska moją dłoń. Chciałabym to odwzajemnić, ale nie mogę tego zrobić. Tak bardzo bym chciała otworzyć oczy i powiedzieć kilka słów, ale nie mogę. Słyszę jakieś piski, krzyki i błagania. Może ja śnię, za chwilę się obudzę i wszystko to okaże się złym snem. Nic nie widzę. Ciemność, widzę ciemność.
Miała wypadek. Kierowca samochodu potrącił ją gdy w ostatniej chwili wbiegła na ulicę. Przeleciała przez maskę samochodu, który nie jechał z taką prędkością jak powinien tylko o wiele więcej, ale nawet jeśli by zdążył zahamować to i tak by w nią uderzył. Wylądowała kilka metrów dalej. Czy wbiegając pod samochód zrobiła to umyślnie? Nie wiadomo. Po złożeniu przez kierowcę zeznań wszystko zaczynało się układać w całość. Z jego opowiadań wynikało, że jakby przed kimś uciekała, ale czy to prawda. Przecież on mógł kłamać żeby uniknąć odpowiedzialności. Dlaczego miałaby to zrobić. Rzucić się pod samochód to nie było w jej stylu. Przecież jest jeszcze młoda i wszystko przed nią. Studia, praca, rodzina, znajomi na którą zawsze mogła liczyć. Nie dowiemy się prędzej niż jak się obudzi. Tak długo jest w śpiączce. Lekarze mówią, że to normalne po takim wypadku, po tylu operacjach. Organizm się teraz regeneruje. Musimy czekać. Wszyscy są dobrej myśli, lekarz mówił nam, że wyzdrowieje, niestety nie potrafią nam dokładnie powiedzieć kiedy ona się wybudzi. To wszystko zależy od niej. Mówią, że jest młoda. Jej organizm walczy. Tylko dlaczego to tak długo trwa.
Gdy tylko dowiedziałem się od Oli o wypadku spakowałem najpotrzebniejsze mi rzeczy i sprawdziłem, o której mam najbliższy pociąg do Łodzi. Ola nie za wiele przez telefon mi powiedziała bo tak naprawdę sama nic nie wiedziała. Wiem tylko, że ktoś ją potrącił jak szła nocą po Bełchatowie i, że jest w szpitalu. Nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Bałem się, że umrze, że nigdy jej nie spotkam, że nie będziemy razem pomilczeć. Modliłem się tylko żeby nic się jej niestało. Nie mogę ją stracić. Jest dla mnie zbyt ważna. Dopiero teraz to sobie uświadomiłem. Nikt inny jej nie zastąpi. Mimo, że we Wrocławiu spotkałem moją byłą dziewczynę ona nie dorównywała jej do pięt. Chciała abyśmy jeszcze raz spróbowali. Odmówiłem. Nie potrafię o niej zapomnieć. Byłą inna niż poprzednie. Nie zależało jej na pieniądzach, sławie, drogich prezentach. Byłą sobą. Nie zachowywała się jakby chciała komuś coś udowodnić. Chciałem ją jak najszybciej zobaczyć. Nie mam pojęcia w jakim jest stanie. Przez całą drogę do Łodzi płakałem. Nie zwracałem uwagi na to, że ludzie się na mnie patrzą. Nie obchodziło mnie to. Przecież każdy może mieć chwile słabości. Chciałem być jak najszybciej koło niej. Trzymać ją za rękę. Być blisko niej. Karol powiedział, że odbierze mnie z dworca i prosto zawiezie do szpitala, w którym jest Justyna. Niewiedziałem w jakim stanie ją zastanę. Byłem wściekły na siebie, że ją nie ochroniłem. Zostawiłem ją samą sobie. Może gdybym był tu to nic się tu niestało. Jeśli coś się jej stanie to nie daruję sobie. Otwierając drzwi od wagonu zobaczyłem Karola z Olą w ciszy doszliśmy do samochodu. Nikt z nas nie potrafił powiedzieć żadnego słowa. Dla mnie było to na rękę. Nie musieliśmy nic do siebie mówić. W samochodzie tylko Ola się odzywała. Wyzywała Karola, że na pierwszym lepszym zakręcie wpadniemy w poślizg albo nie wyhamujemy i trafimy w drzewo lub w inne samochody. Nie zwracałem na to większej uwagi. Patrzyłem się w szybę, mijaliśmy ulice, a szpitala nie było widać. Wiem, że Karol chciał dobrze, ale Ola miała rację. Zachowywał się jak pirat drogowy. Każdy z nas chciał się dowiedzieć co z Justyną, ale lepiej dojechać pięć minut później niż wcale. Dojechaliśmy szczęśliwie, chociaż w przypadku kierującego Kłosa można powiedzieć, że odnieśliśmy sukces nie rozbijając się na pierwszym lepszym drzewie. Wsiedliśmy w trójkę do windy. Czekaliśmy aż dojedzie na drugie piętro. Jakoś chodzenie po schodach niebyło dla nas. W gardle miałem gulę, ledwie co mogłem przełknąć ślinę. Bałem się, że Justyna wszystko powiedziała rodzicom i naskoczą na mnie, że to wszystko była moja wina, że to przeze mnie szlajała się nocą po Bełchatowie. Wiedziałem, że Ola z Karolem wszystkiego się domyślają jednak nie powiedziałem im o wszystkim co się stało na zakończeniu sezonu ze sponsorami. Nie dopytywali się, a to dla mnie było najważniejsze. Nie miałem siły na rozmowy. Nawet nie chciałem z nimi rozmawiać bo nie był to czas ani miejsce na takie rozmowy. Najważniejsza dla mnie była Justyna. W tym momencie tylko ona się liczyła. Doszliśmy do rodziców stali z dwoma dziewczynami. Pamiętam jak Justyna mówiła mi, że ma dwie przyjaciółki. To pewnie one. Widać było po nich zmęczenie. Podpuchnięte oczy, na pewno płakali. Nie dziwię się im. Bo sam kilka godzin temu płakałem w pociągu. Mogli stracić najważniejszą osobę w swoim życiu. Bardzo chciałbym im pomóc, ale nie wiem jak. Zaproponować żeby odpoczęli. Banalne. Nie ruszą się stąd dopóki nie wrócą z nią do domu. W końcu to ich jedyna córka. Nic nie powiedziałem. Patrzyłem się w szybę OIOM-u. To nie była ta Justyna, którą ostatni raz widziałem. Była blada, wręcz przezroczysta. Jej włosy jak zwykle były nienagannie ułożone. Na jej ustach nie było tego uśmiechu, na który mógłbym patrzeć całymi godzinami. Wyglądała jakby ktoś ją przeżuł i wypluł. Poprzypinana była do przeróżnych kabelków. Słyszałem i widziałem jak maszyny za nią pracowały. Walczyła bo miała dla kogo. Dla rodziców, dla samej siebie. Myślałem, że śpi za chwilę się obudzi, że porozmawiamy tak jak wcześniej. Jednak gdy dotarło do mnie, że ona jest w śpiączce wszystko się zmieniło. Rodzice Justyny zaczęli opowiadać jak to się stało. Najchętniej jakbym dorwał tego skurwisyna to nie wiem co bym mu zrobił. Byłem wściekły. Nie potrafiłem powstrzymać łez, które coraz bardziej spływały mi po policzkach. Już nie udawałem, że jestem silny, że radzę sobie z emocjami. Mimo, że z Justyną nie byliśmy w jakiś rewelacyjnych stosunkach to tak bardzo się bałem, że ona nigdy się nie obudzi. Chciałem do niej wejść, ale lekarz nie pozwolił mi. Powiedział, że tylko rodzina może do niej wejść. Byłem wrakiem człowieka nie docierało do mnie, że to nie jest sen. Słyszałem jak rodzice Justyny rozmawiali z doktorem. Niemiałem pojęcia o czym. W tym czasie wszystko się zatrzymało. Wiedziałem, że siedzenie w szpitalu bez możliwości wejścia na salę nie miało sensu, ale musiałem przy niej być. Potrzebowałem tego jeszcze bardziej niż ona. Po wyjściu rodziców Justyny z sali lekarz poprosił mnie do siebie, nie wiedziałem o co mu chodzi. Kazał mi założyć zielony fartuch i powiedział, że mogę u niej nie zostać dłużej niż dziesięć minut. Byłem szczęśliwy. Podziękowałem rodzicom Justyny i jak najszybciej się dało byłem już w Sali. Dla mnie każda sekunda była cenna. Usiadłem koło niej i z nią rozmawiałem, wiedziałem o lekarza, że trzeba do niej dużo mówić bo nam może się wydawać, że ona nas nie słyszy jednak nie jest to prawdą. Powstrzymałem się od płaczu. Wiedziałem, że jej to nie pomoże. Przysięgłem jej, że dopóki nie wyjdzie ze szpitala nie opuszczę jej na krok. Będę za drzwiami, ale będę z nią. Opowiadałem o tym co się działo na zgrupowaniu. O żartach Karola, szczególnie jak chodził z aparatem próbując zrobić sobie samojebkę z Zatim, a biedaczek nie chciał i tak się gonili po całym cosie, wszyscy się z nich śmiali, nie dziwię się im bo sam ledwie co mogłem wytrzymać ze śmiechu, mimo, że w Skrze takie obrazki były na porządku dziennym, o tym, że chce sprzedać swoją Renkę. Już nie będzie chlapał nikogo. Jeśli ktoś ją kupi to po kilku dniach pożałuje tej decyzji. Po jazdach Karola można się podziewać, że długo ten samochód nie pociągnie. Zostaję na następne kilka sezonów w Skrze, a od Prezesa przypadkowo dowiedziałem się, że będziesz odbywała u nas praktyki. Nawet się nie pochwaliłaś. Zawsze byłaś skromna. Zawsze to ja mówiłem, a ty słuchałaś nie odzywając się ani słowem. Teraz już wiem dlaczego. Za to cię pokochałem. Jesteś tą osobą z którą chcę spędzić resztę życia. Najlepsza studentka na wydziale Marketingu i Zarządzania na jednym z Łódzkich uczelni. Zobaczysz nie dam ci spokoju będziesz musiała mi wszystko powiedzieć o sobie jak na spowiedzi. Nawet nie myśl, że ci tak łatwo odpuszczę. Twoje niedowierzanie. Chociaż będę miał cię na oku i nic ci się już niestanie. Żadna głupota ci nie przyjdzie na myśl żeby chodzić nocami po Bełchatowie. Nie pozwolę ci na to. Nawet nie próbuj się ze mną kłócić bo i tak ci to nic nie da. Trzymałem ją za rękę. Nie miałem ochoty jej puścić. Jednak widziałem te błagalne spojrzenie lekarza. Nachyliłem się nad nią pocałowałem ją w policzek. Kocham cię. Następnym razem żeby ci żadna głupota do tego twojego ślicznego łba nie przyszła rozumiesz. Pamiętaj, że już cię nie opuszczę. Lekarz coraz bardziej mnie ponaglał. Puściłem jej dłoń. Gdy dochodziłem do drzwi usłyszałem pisk maszyn, do których była poprzypinana Justyna. Bałem się, że ją stracę. Jej mama płakała. Prosiła by ją ratowali. Ona nie może umrzeć. Jest zbyt młoda na śmierć.

***
Powróciłam. Kiedy następny? Nie mam zielonego pojęcia. No to powiedzmy, że ten rozdział średnio mi się podoba. Zresztą jak każdy. Niedługo z nich powstanie telenowela. Polska przegrała z Bułgarami :/ No dobra już nie piszę więcej na ten temat bo się rozkleje :(  Od dzisiaj nie nawidzę lekarzy, którzy wystawiają recepty na wykupienie pół aptek. Spoko kupisz 3 rzeczy zapłacisz ponad 100 złotych, a miałam sobie kupić następne buty na koturnie. Marzenia...
Pozdrawiam z deszczowych kujaw, a rano było tak pięknie :)

niedziela, 22 września 2013

...

No tak miał być kolejny rodział, ale nie będzie :( Przepraszam. Przez moją głupotę (czytaj zapomniała, że siatkówka nie jest pokazywana na otwartym Polsacie ani na Polsat Sport News) i roztrzepanie nie zdążyłam go napisać bo nawet nie miałam kiedy, a moje zapasy wogóle nie pasują do tego co jest we wcześniejszych rozdziałach. Trochę lubie sobie utrudnić życie :) Ba to już się stało tradycją :) Cała ja :D Postaram się w tym tygodniu coś nabazgrać, ale nie obiecuje :) Od piątku w domu jestem gościem. Dziękuje Monice, że mnie przygarnęła i pozwala mi u siebie oglądać mecze dzięki temu czemuś co się nazywa telewizorem z dekoderem Cyfrowego Polsatu. Muszę namówić mamę na kablówkę. Nie wiem jak długo ze mną wytrzymasz, ale do finałów gdzie będą grali Polacy nie opuszczę Cię. Wiem, że się z tego powodu cieszysz :D W ramach rekonpensaty zaiwanie z lodówki kawałek ciasta, nie wiem czy dobry, ale na pewno się nie otrujesz bo ja nie piekłam. Z twojego pokoju tak szybko mnie nie wypędzisz. Nawet jakbyś mnie wkurzała ile tylko by się dało :) Na tym kończę mój monolog.
Do zobaczenia wkrótce :)
Pozdrawiam :)

piątek, 20 września 2013

Rozdział IX


Czerwiec. Za dwa miesiące będę odbywała staż w Skrze. Kiedyś cieszyłam się z tego powodu, poznam chłopaków. Teraz już ich znam oprócz tych nowych. Wiem tylko tyle, że zmienił się trener, duża część zawodników rozwiązała kontrakty za porozumieniem stron lub ich nie przedłużono, po dziękując im za wcześniejszą współprace. Czas szybko minie, a ja nawet nie obejrzę się kiedy nadejdzie ten moment. Czym bliżej tym bardziej nie chcę mieć tego stażu. Może to dziwne, ale ta sytuacja mnie przeraża. Nikt nic nie wie na ten temat oprócz dziewczyn, Pauliny i Olki. Chciałabym zobaczyć ich miny kiedy pan prezes przedstawia swoich nowych stażystów. Zdziwienie. Na pewno. Nie wiem jak po tym wszystkim spojrzę Maćkowi w twarz. Raczej będziemy się unikać, to i tak nie miało przyszłości. Wiedziałam, że prędzej czy później się spotkamy i tym razem nie będę miała gdzie uciec. Od tego feralnego wieczoru nie kontaktowaliśmy się. Nie potrafiłam z nim rozmawiać. Jest mi z tym potwornie ciężko na sercu, źle się z tym czułam, ale nie potrafię jako pierwsza zrobić ten pierwszy krok. Zawsze byłam uparta i ambicja mi na to nie pozwalała. Chciałabym się z nim spotkać, pogadać o wszystkim i o niczym jak wcześniej, być blisko niego, bo w jego ramionach zawsze czułam się bezpiecznie. Czekałam jak głupia, że zadzwoni. Nie odbierałam od niego telefonów, nie wychodziłam gdy przychodził i stał przez kilka godzin przed domem, nie zwracając uwagi czy pada deszcz czy świeci słońce, a teraz chcę aby do mnie zadzwonił. Justyna czy ty czasem nie przesadzasz? Teraz, ale ty masz refleks dziewczyno. Po dwóch miesiącach chcesz żeby się odezwał. A może jeszcze rzuci ci się w ramiona i powie, że wszystko będzie dobrze. Myślisz, że na takie jak ty będzie tracił czas. A może się w nim zakochałaś? Tęskniłam za nim. Bardzo. Mimo, że spotykałam się z dziewczynami to nie było to co wcześniej. Dzięki niemu zaczęłam się uśmiechać, przestawałam się zamartwiać, mogłam mu zaufać, co w moim przypadku było trudne. Żyłam. Nie przejmowałam się niczym. Był takim moim prywatną definicją szczęścia. Zawsze mogłam na niego liczyć, a teraz wszystko się zmieniło. Trudno mi się przed sobą przyznać, ale tak bardzo go potrzebuję. Nie wiem co bym zrobiła gdy zobaczyłabym go. Przytuliła się bym do niego i wąchała jego perfum. Uwielbiałam je. Pokazywały jaki Maciek naprawdę jest. Czuły, romantyczny, inny niż wszyscy z którymi wcześniej byłam. Wiem tylko tyle, że po zdanej maturze wyjechał do Wrocławia. Karol jak na plotkarę przystało wszystko opowiadał co się działo w Spale. Lepiej jakby mówił bez szczegółów. Szczególnie co on tam robi Zatiemu, dziwię się mu, że z nim tym psychopatą wytrzymuje. Pewnie nie ma wyjścia bo nikt nie chce mieć za lokatora. Nie dziwię się im, sama też bym nie chciała nawet za sąsiada. Moja psychika nie zniosła tego. Pozostawiła traumę do końca życia. Po sezonie ligowym i reprezentacyjnym należy mu się odpoczynek. Mimo, że nie wywalczyli awansu do mistrzostw byłam z niego cholernie dumna, że wystąpił. Że te wszystkie spędzone chwile na Sali i te poty wylewane na treningach dały jakiś skutek. Patrzyłam na wszystkie mecze. To nie był Maciek, którego poznałam. To była kompletnie nie znana mi osoba. Wiem, że nie zagrał na miarę swoich możliwości, ale cieszyłam się, że spełnia swoje marzenia tylko fakt, że mu nie poszło trochę mnie dziwiło. Bałam się, że to moja wina, że to wszystko przeze mnie. Mogłam z nim porozmawiać. Wyjaśnić wszystko. Pogadać na spokojnie. Dziwnie się z tym czułam. Tyle rzeczy chciałam zrobić, ale serce i rozum podpowiadało mi inaczej. Burza była w moim ciele. Czasami zastanawiałam się jak jest to możliwe. Jednak taka jest rzeczywistość. Gdy rano wstaje pierwsza moja myśl zawsze związana jest z Maćkiem. Oszukuje samą siebie. Zaczęłam znowu być taka sama jak zanim poznałam Maćka. Zamykam się w sobie, mało przebywam ze znajomymi, nie chodzę na terapię. Czuję, że znowu jestem na dnie, ale tym razem się nie pozbieram. Boję się tego. Nic mi nie pomoże. Wiem, że mam przy sobie kochających rodziców, Anitę, Kubę i dziewczyny, ale to jest silniejsze ode mnie. Wiem, że wszystko by oddali byle tylko byłabym zdrowa. By to wszystko co się kiedyś wydarzyło nie powtórzyło się. Mama nie  coraz częściej mnie pilnuje albo wymyśla wypady do ojca. Myśli, że to pomoże. Jedyny plus z tego, że młody jest zadowolony gdy jego ukochana siostra przychodzi się pobawić. Niekiedy mam dość tych ich troski. Wiem, że od tego są rodzice, ale niech nie przesadzają. Sesja się kończy, muszę się uczyć, a oni może zamkną mnie ubezwłasnowolnią i na oddział zamknięty mnie wsadzą. Teraz najważniejsza jest uczelnia. Chcę wszystko zaliczyć w pierwszym terminie i mieć wszystko z głowy. Odpocząć przed pracą. Nie wiem co mnie tam będzie czekać. Wyjechać gdzieś gdzie mnie nie znają i nie ma zasięgu, mieć wszystko w czterech literach i przemyśleć kilka spraw, które powinnam już dawno zrobić. Staż może to i nie jest praca, ale trzeba będzie wstawać rychło rano jeszcze przed zapianiem koguta jak ja nie jestem przyzwyczajona do tego. Zawsze byłam śpiochem i mam to do dziś. Pierwsze dni będą najgorsze. Później człowiek się do wszystkiego przyzwyczai. Zawsze lubiłam wieczorem przechodzić się po uliczkach Bełchatowa przypominając sobie gdzie byłam z Maćkiem. Tak też zrobiłam to dzisiaj. Hala, w której po raz pierwszy się spotkaliśmy gdy młody zrobił sobie przechadzkę po płycie boiska grając z Oliwierem i Arkiem coś podobnego trochę z siatkówki i trochę z nożnej, a ja nie miałam pomysłu jak go stamtąd zabrać, a on wraz z Karolem mi pomogli. Oczywiście nie bezinteresownie. Za numer telefonu, a później mądry Kłos dzwonił do mnie o trzeciej w nocy robiąc żarty udając prowadzącego jakiś program typu „Dziewczyny z fortuną”. Lubiłam przechodzić koło kawiarenki niedaleko hali gdzie po raz pierwszy się umówiliśmy na kawę i ciacho. Pamiętam jak zjadł mój kawałek ciasta, nawet jakbym chciała to bym nie zaprotestowałam bo nie miałam ochoty go zjeść i bez pytania popijał moją wystygniętą kawą. Nie krępował się. Był naturalny. Takiego go zapamiętałam. Lubiłam wpatrywać się w jego brązowe oczy. Były hipnotyzujące. Działały na mnie jak narkotyk. Może to dziwne, ale tak naprawdę było. Czasami zachowywał się jak wariat. Nigdy mi to nie przeszkadzało wręcz przeciwnie razem z nim wygłupiałam się mimo, że jestem od niego starsza o dwa lata. Przecież każdy ma coś w sobie z dziecka. Przy nim byłam inna. Zmieniłam się. Bałam się, że jak opowiem mu o chorobie, o wszystkim to się odwróci ode mnie. Nie chciałam tego. Ufałam mu, ale to nie było takie łatwe jak się wydaje. Szłam coraz dalej i dalej, aż w końcu chciałam wrócić do domu, ale ja nie wiem gdzie jestem. Pamiętam te osiedle. Te domy. Budynki. Jednak jak mam się dostać do domu nie mam pojęcia. Cofam się chce spojrzeć na budynki może znajdę tam nazwę ulicy i numer. Beczskutecznie. Wśród tych ciemności nic nie widzę. Boję się, że z krzaków wyleci jakiś wariat i coś mi zrobi. Udaję przed sobą twardzielkę, a nogi mam jak z waty. Słyszę kroki, czuję na ciele oddechy tego co jest za mną. Modlę się żeby nic mi nie zrobił. Przyspieszam. Rozglądam się na boki, ale nic nie widzę. Wiem, że jest już grubo po północy mimo, że nie mam zegarka na ręce. Nie wiem kim jest ta osobą, która idzie za mną. Łudzę się żeby nic mi się nie stało. Słyszę, że tak jak ja zaczyna przyspieszać. Coraz bardziej się boje. Wbiegam na ulicę nic już nie widzę coś jasnego oślepia mi oczy, tylko słyszę huk i pisk opon, a potem sygnał podobny do karetki i w tej chwili przed oczami mam całe moje życie.

***
 
Pewnie teraz już śpicie, a ja się męcze na komentarzem odautorskim. Wiem, że jak obiecałam to staram się dotzrymywać słowa. Jakoś tym razem mi się udało. Jutro od 20 mam nadzieję, że tak jak ja będziecie kibicować naszym :) Gorzej będzie w sobotę, ale damy radę. No niech wygrają już. Czekam, czekam na pierwszy gwizdek. No na tym kończę mój wywód :) Do zobaczenia wkrótce :)
Pozdrawiam :)
Następny post niedziela 22.09.2013 r. p godzinie 16. chyba, że mi się dni pomyliły :)

środa, 18 września 2013

Rozdział VIII

„Możesz podpowiadać mi
Może jeszcze nie wiem nic
Po prostu to czuje
Pasujesz
Dziś mogę to powiedzieć!”
Kamila – Pasujesz

Od tego wydarzenia minęło kilka dni. Maciek ciągle do mnie dzwonił, pisał, stał przed moim domem w wielkimi bukietami róż. Mama zaczęła się wszystkiego domyślać. Może to i dobrze, że nie będę musiała jej to powiedzieć. Nie chciałam się z nim widzieć. Niemiałam ochoty. Niemiałam na to siły. Zamiast siedzieć z rodzicami i znajomymi we Wrocławiu, odpoczywać przed zgrupowaniem, uczyć się do matury to on ostatnie dni przed Spałą siedzi tu zamiast z bliskimi, których widzi tylko kilka razy w roku. Zależy mu na mnie i to bardzo, ale ja nie jestem tą, którą powinien pokochać. Co ja mogę mu zaoferować? Niech sobie znajdzie w swoim wieku, inteligentną, ładną dziewczynę. Każda będzie lepsza ode mnie i każda by go chciałaby mieć go za chłopaka. Dlaczego on się we mnie zakochał? Dałam mu jakieś sygnały. Mogłam w ogóle nie przychodzić na te pożegnania sezonu. Mogłam się z nim nie spotykać. Mogłam nie przyjść na ten cholerny mecz. Nic by się niestało, a tak. Wybiegłam z łzami w oczach, prawie potykając się o nierówny chodnik przed restauracją, a za mną połowa siatkarzy i ich połówek. Co im miałam powiedzieć? Wiecie co? Maciek się we mnie zakochał. Powiedział mi to. Skłamałam. Powiedziałam, że zadzwoniła mama, że złamała nogę i jest w szpitalu. Musiałam ich dość dobrze wkręcić bo sami zadzwonili po taksówkę, która niby miała mnie odwieźć do szpitala. Tylko nie Olce. Jakoś tak nie zachowywała się jak tamci. Może przez to, że najmniej wypiła. Chyba mnie wyczuła. Czasami warto udawać. Miałam tylko nadzieję, że Maciek nie powie im prawdy. Zaczęłoby się dalsze swatanie. Nieważne chciałam być jak najszybciej w domu. Taksówka przyjechała pożegnałam się z wszystkimi, kazali mi napisać jak się cos więcej dowiem i odjechałam. Teraz mogę się wypłakać. Kierowca jakby wiedział, że poszło o chłopaka. Pocieszał mnie, że nie warto płakać przez jakiegoś dupka. Tym razem było inaczej. To ja go skrzywdziłam. Justyna co ty tak namotałaś. Teraz musisz to odkręcić. Naważyłaś piwa to teraz musisz je wypić. Tylko to nie będzie takie łatwe jak się wszystkim wydaje. Z płaczu wyrwał mnie dźwięk telefonu. To była Olka.
„Nie wiem co się pomiędzy wami stało, ale Maciek pije jednego za drugim. Chłopacy nawet na niego krzyczą bo ledwie co stoi na nogach. Zaczyna coś majaczyć, że gdy jest pięknie musi wszystko zjebać. Musimy poważnie porozmawiać. Ja tak szybko jak reszta nie odpuszczę. Olka. P.S. Mam nadzieję, że wygrałam zakład J
Ta tylko o zakładzie. Nie wygrała go. Nie mogę być z Maćkiem. Ten związek nie ma przyszłości. To chyba za szybko się dzieje. Nie odpisałam bo nawet nie wiedziałam co jej napisać. Powiedzieć jej prawdę. Wiem, że nikomu nie powie, ale z drugiej strony to co się wydarzyło nie powinno się zdarzyć. Tak bardzo wszyscy mnie ostrzegali, a ja głupia ciągnęłam to dalej. Rozkochać, rozczulić, a potem zostawić. Nigdy to niebyło w moim stylu. Dlaczego zawsze ja muszę mieć takie problemy. Wiedziałam, że Olka nie odpuści. Lepiej to mieć za sobą. Umówiliśmy się w kawiarni koło hali, w tej samej co po raz pierwszy umówiłam się na kawę z Maćkiem. Przyszłam trochę wcześniej, chciałam przemyśleć kilka spraw, wiedziałam, że chłopacy są w Spale więc nikt nie będzie nam przeszkadzał, że nikogo przypadkiem nie spotkam. Mogłam wreszcie powiedzieć wszystko co mi leży na sercu. Nie czekając na Olę zamówiłam po dwie duże kawy i po kawałku szarlotki. To były najgorsze chwile w moim życiu, musiałam przyznać się przed sobą. Denerwowałam się. Powinna już być. Pełna obaw zadzwoniłam do niej. Jak się później okazało miała pewien mały problem z Renką Karola. Tak o tej samej mówimy. Ochlapywacz ludzi. Dobrze, że Karol nie wie jak ja o niej mówię bo by się do mnie nie odezwał do końca życia i z kim bym sobie robiła focie z rąsi z samojebką. Po kilku minutach dotarła cała zdyszana do kawiarni. Przywitałam się z Olą. Wiedziałam, że to niej jest łatwe, prosiłam ją żeby mnie wysłuchała, a dopiero potem zadawała pytania. Opowiedziałam jej o wszystkim. O dzieciństwie, o tym jak kochałam siatkówkę.  o Michale, o depresji, o praktykach, które mam rozpocząć od sierpnia w Skrze. Wiedziałam, że mogę na nią liczyć. Mimo, że znaliśmy się tak krótko. Myślałam, że najgorsze mam już za sobą. Myliłam się. Z Maćkiem myślałam, że nic nas nie łączy. Pomyliłam się. Zaangażował się, a ja nie potrafiłam odwzajemnić uczuć. Dziwnie się z tym czułam. Lubiłam z nim przebywać, ale nie kochałam go, zresztą tak mi się wydawało. Czy to prawda? Sama nie wiem. Trochę tęsknie za nim. Brakuje mi go. Pamiętam, że zawsze mogłam na niego liczyć. Przy nim częściej się uśmiechałam. Traktowałam go jako kumpla, a on mnie tak nie traktował.
W kawiarni rozmawiałam z Justyną. Zanim doszłam minęło trochę czasu. Ostatni raz wsiadłam do auta Karola. Ten rzęch nawet nie potrafi współpracować. Zawsze tak robi jak się człowiek spieszy. Nie mam zielonego pojęcia jak Karol może jeździć takim gratem. Wypiliśmy kawę po czym zaczęłam się dobierać do kawałka szarlotki. Justyna zaczęła opowiadać historię swojego życia. Tego co się dowiedziałam zwaliło mnie z nóg. Wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego. Gdy zaczęła mówić o swoim dzieciństwie, o tym co jej ojciec zrobił, jak wyzywał ją od najgorszych jakich tylko można, o tym ile przez niego przeszła, o chorobie miałam łzy w oczach. Próbowałam żeby tego nie zobaczyła. Nie dziwię się jej, że tak postąpiła gdy Maciek wyznał jej miłość, ja na jej miejscu zrobiłabym to samo. Taka młoda istotka, a tak już w życiu wycierpiała. Gdy szłam na spotkanie chciałam żeby na spokojnie pogadała z Maćkiem, wszystko sobie wyjaśnili, a teraz sama nie wiem co mam zrobić. Nie wiem co mam jej powiedzieć. Bardzo bym chciała jej pomóc. Lecz nie potrafię. Jestem zła na samą siebie. Nawet najbardziej mocny przytulasek nie zmieni tego co się wydarzyło. Czekała na to. aż coś powiem, jednak ja nie wiedziałam co mam powiedzieć. Emocje jednak dały o sobie znak. Obydwie razem płakaliśmy. Zamówiliśmy po serniku praktycznie nie odzywając się do siebie. Będzie dobrze, nie martw się. Tak na pewno. Zapłaciliśmy rachunek po czym odprowadziłam ją do domu, a sama później zamówiłam taksówkę. Milczeliśmy. Każda z nas nie wiedziała co powiedzieć. Miałam normalne dzieciństwo, wiadomo były lepsze i gorsze dni, nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak z Karolem więc co ja miałam jej powiedzieć. W związku są lepsze i gorsze chwile, ale daliśmy radę. Byłam z tym wariatem szczęśliwa. Jak coś zaczyna się burzyć, to zaraz cały świat. Wszystko co siebie ubudujesz. Nie chciałam rozmawiać z Maćkiem. Oni sami powinni to sobie wytłumaczyć. Cieszyłam się, że będzie miała praktyki w Skrze. Należą się jej, bardzo się starała. Tylko jest problem o jak szczerze nie porozmawia z Maćkiem będzie kłopotliwa sytuacja. Obiecałam, że nie powiem nic chłopakom bo by nie dali spokoju, ani Justynie ani Maćkowi. To jest ich życie są dorośli i wiedzą co robią.
Jestem od kilku dni w Spale. Nic mi nie wychodzi. Gdy atakuje to albo mnie blokują albo trafiam w siatkę, antenkę lub aut. Trener Nawrocki się na mnie wydziera i ma racje. Jeśli nie zacznę normalnie grać to o pierwszej szóstce mogę tylko pomarzyć. Pracowałem na to całe życie, a teraz wszystko mogę zmarnować. Cały czas myślę o Justynie. Bardzo za nią tęsknie. Jest inna niż każda dziewczyna. Lubiłem gdy się uśmiechała. Gdy była blisko mnie. Lubiłem z nią przebywać. Ma piękne zielone oczy, w które mógłbym patrzeć całe dnie. Kochałem ją i kocham mimo, że ona nie odwzajemnia moich uczuć. Dała mi kosza, a ja będę się dalej o nią starał. Za bardzo mi na niej zależy. Koledzy się ze mnie nabijają, że jakaś lalunia zawróciła mi w głowie. Ona była inna niż wszystkie. Była sobą. Dla ludzi nie zmieniała się, nie jak inne z którymi wcześniej byłem. Im tylko zależało na sławie i o tym, że będą na pudelku czy tego typu stronach internetowych. Nie zwracałem uwagi na ich docinki. Czasami się dziwię, że mają po dziewiętnaście lat, a zachowują się jak dzieci. Jeszcze walk na poduszek by zabrakło. Często przebywam z Karolem i Pawłem. Może oni coś wiedzą co się dzieje u Justyny. Wprost nie pytam się ich, czekam aż może oni sami powiedzą. Chcą się dowiedzieć co się wtedy stało. Dlaczego tak szybko wybiegła z imprezy bo jakoś nie przekonała ich gadka o złamanej nodze. Jest to moja sprawa i Justyny. Wiem, że nawet jakbym do niej napisał to i tak by nic do mnie nie napisała. Za dobrze ją znam. Chciałbym z nią porozmawiać, pobyć trochę z nią, pomilczeć. Nigdy w życiu się tak nie zakochałem.
 
***
Przepraszam, że mnie tak długo tu nie było. Niestety choroba nie wybiera. Bardziej cieknący nos. Chusteczki poproszę. Tak bywa. Jak się jest głupim i młodym. Jedyny plus jest taki, że mogę oglądać siatkówkę ile tylko chce. W końcu najmłodsza córka jest chora. Po raz pierwszy w życiu ciesze się, że jestem tą najmłodszą w rodzinie. Mój mózg przez te kilka dni niebył wstanie napisać choćby jednego sensownego zdania. Dzisiaj jakoś zebrałam w sobie siłę i napisałam to coś na górze. Ponoć postem się nazywa. Przepraszam za powtórzenia wyrazów, wątków w tym samym zdaniu jeśli są takie. Dziękuje za ponad 400 wyświetleń, za każdy komentarz bo on naprawdę motywuje. Komentujesz = Motywujesz. Do zobaczenia wkrótce. Prawdopodobnie za 2 dni o godzinie 16. Jakby była zmiana planów to was poinformuje przez twittera :) Pozdrawiam J.