poniedziałek, 24 lutego 2014

Ogłoszenie parafilne!

Takie małe ogłoszenie. Jest akcja!!! Jeśli ktoś jest z Inowroławia lub okolic. W dniu 02.03 (niedziela) w godzinach 9-13 jest organizowana zbiórka krwi przez HDK. Wystarczy spełnić kilka warunków, ale więcej dowiedzieć możecie się tutaj.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że może z kimś tam z was spotkam :)

wtorek, 4 lutego 2014

Epilog

Minął tydzień wygraliśmy po raz trzeci z Transferem i jesteśmy w półfinałach. Widzieć radość chłopaków bezcenne. Nawet Andrzej się cieszył chociaż sezon wcześniej grał w zespole Delecty teraźniejszego Transferu. Dopóki nie dowiedzieli się z kim gramy następne mecze. W półfinale gramy z Resovią. Trudny przeciwnik, ale my musimy z nimi wygrać. Pierwsze dwa mecze u nas. Pokażemy im gdzie jest ich miejsce.
Gramy pierwsze mecze z Resovią. Chyba bardziej denerwuje się od zawodników. Wiem, że mają szansę z nimi wygrać lecz drużyna z Rzeszowa tak łatwo skóry nie sprzeda. Trzymając w ręku bluzkę z numerem 9 od dobrych kilku minut patrzę jak rozgrzewają się chłopaki. Dlaczego ten mecz nie może się zacząć? Niedługo przez nich zejdę na zawał. Wychodzą szóstki i zaczynamy. Piłka dla nich. Widzę, że Falasca coś do nich pokrzykuje, mobilizuje ich. Pierwsza przerwa techniczna za nami. Przegrywamy 7:8. Jeśli ktoś myślał, że będzie szybkie 3:0 to się grubo pomylił. Wyczuwam pięcio setowy bój. Chłopaki jakby byli inni. Zawsze na treningach ataki im wychodziły, a teraz nawet porządnie nie potrafią trafić w piłkę. Kibice nie szczędzą gardeł. Pierwszy set wygrywamy do 23, ale wymęczone. W drugim od pierwszych piłek prowadzi Resovia. Niby ją staramy doganiać, ale przegrywamy tego jak i trzeciego seta do 20. Widzę w oczach chłopaków złość, sportową złość. Podrywamy się do walki i wygrywamy czwarty set. Nie mogę, nie potrafię już usiedzieć na miejscu. Najchętniej wkroczyłabym na boisku i sama pokazała Resoviakom gdzie jest ich miejsce. Jest tie-break. Meczowa piłka dla Skry. Maciek wchodzi na podwyższenie bloku za Niko. Nie chcę patrzeć na tą akcję. Zakrywam oczy i po chwili słyszę. Blok! Blok!. Patrzę na Maćka. Tak to on zablokował Lotmana. Zadowolona razem z Pauliną wchodzimy na boisko, gratulując wygranej. Chłopaki mają przed sobą konferencje, masaże i analizę meczu więc Paulina podwiezie mnie do domu, a jutro na mecz pójdę po Kubę i razem wylądujemy w Energii. Szóstki na boisku. Zaczynamy my. Wszystko wygląda wspaniale. Wygrywamy pierwsze dwa sety do 21 i 17. Czyżby Resovia nie pozbierała się po wczorajszej porażce. Trzeba umieć wygrywać, jak i przegrywać. Kto wygrywa trzeci set ten wygrywa cały mecz. Mam nadzieję, że chłopaków nie wybije z rytmu 10 minutowa przerwa przed trzecim setem. Wracamy na parkiet. Chwila dekoncentracji Skry zostaje od razu wykorzystana. Jednak się nie poddajemy i walczymy do końca. Jest po 23. Piłka jest nasza. Maciek wchodzi za Niko na podwyższenie bloku. Może i tym razem uda się kogoś zablokować. Mario wyrzuca piłkę. Leci, Ignaczak nie przyjmuje. Meczowa dla nas. Znowu to samo tylko, że Igła przyjmuje, Tichaczek rozgrywa i atakuje Kosok, my bronimy rozgrywa Karol i kończy atakiem z lewego skrzydła Conte. Wygraliśmy. Kibice szaleją. No to teraz trzecia wygrana w twierdzy i finał jest nasz.
Chłopaki wyjechali zdobyć twierdzę. Humory im dopisują. Nikt na nic nie narzeka, chyba tylko na to, że Karol znowu zrobił komuś żart. Jutro grają mecz. Już tęsknie za Maćkiem. Za bardzo się do niego przyzwyczaiłam.
Mury będą za nimi, ale my się nie poddajemy. Każdy jest skoncentrowany na grze, na przeciwniku. Nie mamy czasu na rozczulaniem się nad sobą. Najważniejsza jest wygrana. Pierwsze piłki mamy już za sobą na razie wygrywamy, ale Rzeszów tak łatwo się nie podda. Pierwszy set dla nas. Drugi dla Resovii. 10 minutowa przerwa dobrze nam zrobi. Odpoczniemy po wcześniejszych setach. Nie mam zbyt dużo szans na pojawienie się na boisko, ale jestem razem z chłopakami, a to się liczy. Trzeci set wygraliśmy, jeszcze jeden i możemy się pakować do domu. W finale drużyna zwycięska zagra z Zaksą, która wygrała z Politechniką Warszawską w swoim półfinale. Chciałbym, żeby to była Skra. Jednak musimy wygrać tego seta. Idziemy punkt za punkt. Resovia nie pomaga nam wygrywać. Kibice szaleją. Brakuje nam naszych kibiców. Niby mamy jeden cały sektor, ale to jest zbyt mało. 24:23 Resovia na zagrywce i setowa dla nich. Przyjmujemy, Niko rozgrywa, Mariusz atakuje. Mamy po 24. Kłos na zagrywce, trudny flot, mają kłopoty z przyjęciem. Piłka rzucona w siatkę. Nie dadzą tego przebić. Meczowa dla nas. Kłos znowu serwuje znowu tak samo trochę lepiej przyjmują. Tichaczek rozgrywa do Lotmana, a ten atakuje w aut. Weryfikacja. Nie było bloku, dotknięcia siatki. Jesteśmy w finale. Twierdza wreszcie zdobyta.
Była chyba bardziej szczęśliwa od chłopaków. Jesteśmy w finale. Pokonamy Zaksę i jesteśmy mistrzami. Jednak do tego długa droga. Zaksa to tak samo trudny i wymagający przeciwnik jak Resovia.
Jesteśmy w Kędzierzynie. Dwa pierwsze mecze rozpoczynamy w hali Azoty, następne dwa u nas, a piąty jakby trzeba było rozegrać to w Kędzierzynie. Będzie trudny bój, ale kto da radę jak nie my. Zatrzymamy Boćka na ataku i już mamy wygrany mecz.
Każdy jest zmobilizowany. Każdy daje z siebie tyle ile tylko może. Nikt nie skarży się na kontuzje. Mamy dwunastkę, która jest wstanie wygrać z każdym klubem w Pluslidze jak i z zagranicznym rywalem. Bardzo boję się o Justynę. Została sama w Bełchatowie. Niby gdy dzwoniłem do niej wszystko było ok., ale po tym wypadku jakoś nie potrafię panować nad emocjami. Chciałbym żeby tu była razem ze mną. Siedziała na trybunach i razem z KK dopingowała nas. Wygrywamy 3:2. Cieszymy się ze zwycięstwa. Trochę więcej pograłem, ale już dawno myślałem o zmianie klubu w następnym sezonie. Niby mam się od kogo uczyć, ale nic poza tym. Ostatni mecz w pełnym wymiarze nie pamiętam jaki grałem. Chyba jak Mariusz był chory. To było strasznie dawno. Wiem, że z moją decyzją wiąże się zdanie Justyny. Wiem, że ona by chciała dla mnie jak najlepiej, jednak ja nie chcę żeby rzucała wszystko bo Muzajowi zachciało się zmiany klubu. Na razie o tym nie myślę. Do końca sezonu jeszcze kilka meczy. Potem może reprezentacja. Kadra B bo o ten pierwszej mogę sobie pomarzyć. Rozłąka na dłużej. Czy my to wytrzymamy.
Drugi mecz z Zaksą nie przebiega po naszej myśli. Przegrywamy 2:0. Zaksa jest dzisiaj w lepszej dyspozycji niż wczoraj. Trudno nam zablokować Boćka, a jak już nam udaje to piłka ląduje w aucie. Musimy wziąć się w garść jeśli nie chcemy przegrać. Dwa następne sety są dla nas. Tie-break. My jak i przeciwnicy nie mamy już tyle siły co na początku spotkania. Mariuszowi ataki już tak nie wychodzą, a o każdy punkt musimy z nimi walczyć. Trener przygotował już tabliczkę do zmiany. Z numerem 2, chyba mu się pomyliło. Prosi mnie do siebie i ją podaje. Nie wierzę w to. Chciałem pomóc drużynie, jednak teraz mam wątpliwości czy mi się to uda. Pierwszy, drugi, trzeci atak skończony. Piłka meczowa dla nas. Wyrzucam piłkę i as. Wygraliśmy. Nie wierzę w to co się stało. Prowadzimy 2:0 w meczach. W piątek rewanż w Ulu. Wygramy.
Tydzień minął bardzo szybko. Z Maćkiem niemieliśmy za dużo czasu dla siebie, jednak po raz pierwszy nie przeszkadzało nam to. Najważniejsze jest teraz Mistrzostwo. Gdy przegrywaliśmy byłam razem z nim, gdy wygrywaliśmy cieszyłam się razem z nim. Siedzę z Kubą w hali. Chciałabym żeby już było po sezonie. Jeden mecz i już jesteśmy mistrzami po dwóch latach przerwy. Kibice dopisali. KK już szaleje jak to ma w zwyczaju. Nie wiem jak ludzie mają taką werwę. Pierwszy set dla nas Maciek tylko przez chwilę był na boisku na podwyższenie bloku. Drugi dla Zaksy. 10 minutowa przerwa nie powinna wyrwać ich z rytmu. Trzeci dla nas. Ostatni punkt. Już nikt nie siedzi na hali. Wszyscy wstali i krzyczą ostatni. Maćkowiak wchodzi za Conte. Jego zagrywka potrafi odrzucić rywala od siatki, ale też potrafi zaserwować asa. Nie patrzę. Cisza. Trochę mnie to martwi. Może coś się stało. Bociek się myli. Wygrywamy, jesteśmy Mistrzami. Mistrzem zostaje Skra, wicemistrzem Zaksa, a trzecie miejsce przypada Resovii po trzech zwycięskich meczach z Polibudą. Ceremonia wręczenia medali i najlepszych zawodników w finale już za nami. Niektóre są nasze niektóre przeciwników. Najważniejsze, że wygraliśmy i znowu powracamy na tron. Wszyscy oblani zostali szampanem. Przeczuwam, że ta noc tak szybko się nie skończy, a głowa na drugi dzień będzie bolała.
Tak jak przypuszczałam. Maciek został powołany do reprezentacji. Wszystko co jeszcze nie było załatwione ze ślubem Marleny zostało na mojej głowie. Maciek przyjedzie w dzień ślubu, a w poniedziałek rano już musi się stawić z powrotem do Spały. Taki ma zawód. Tęsknię za nim jednak cieszę się, że może robić to co tak naprawdę kocha.
Dzień ślubu. Marlena chodzi jak oszalała. Czasami zastanawiam się jak wytrzymuje z nią Tomek. Dodając jej otuchy, chociaż mi się tylko tak wydaje. Chodzi nadąsana jak osa. Boi się, że coś nie wyjdzie, a Tomek zostawi ją przed ołtarzem. Prędzej ona by mu to zrobiła. Tylko, że ze strachu. Myślałam, że może boi się nocy poślubnej. Zostałam zgromiona wzrokiem i dla mojego dobra nie odzywałam się już prawie wcale. Maciek dojechał z samego rana., tak jak obiecał Nawet tak praktycznie się nie widzieliśmy. Fryzjer, makijażystka, kosmetyczka, do tego uspakajanie histeryzującej Marleny. Tylko wpadłam do domu żeby się przebrać w moją żółtą sukienkę z czarną dużą kokardą na boku, założyć dodatki i tyle spędziliśmy ze sobą czasu. Maciek jak na niego wyglądał bardzo ładnie. Garnitur pięknie skrojony, do tego biała koszula i żółty krawat, który idealnie pasował do mojej sukienki. Nie żebym była jakaś niemiła, ale czasami jak się ubierze to strach się z nim pokazywać bo swoim ubraniem jak i fryzurą może doprowadzić do zawału. Dzisiaj wygląda wspaniale. Jestem szczęśliwa, że mogę z nim być. Wydaje mi się, że nawet będę o niego zazdrosna. Kuzynki, ciotki Marleny i Tomka znając życie będą się kręciły koło niego doprowadzając mnie do szaleństwa. Jednak wiem, że on mnie kocha i nie powinnam się przejmować innymi dziewczynami. Jednak taka jest nasza natura. Pakujemy się do auta taty. Będziemy mogli pić ile tylko dusza zapragnie bo nikt z nas nie będzie musiał robić za kierowcę. No powiedzmy bo dla Maćka dobra lepiej by było jakby trochę przystopował bo jak się trenerzy dowiedzą to mogą być problemy, a w poniedziałek musi wrócić do spalskiego lasu. Jesteśmy już w kościele, za chwilę będzie słychać Marsz Mendelssona. Już na sama myśl o tym w moich oczach pojawiają się łzy. Łzy szczęścia. Wszyscy zebrani rozsiedli się w ławkach czekając na Pannę Młodą. Obok nas siedziała Monia z Sebą. Pięknie wyglądali, a Monika widząc Maćka stwierdziła, że chyba ktoś go podmienił o zbyt ładnie wygląda. Na co wybuchliśmy śmiechem, aż ludzie siedzący za nami w ławce trochę mruczeli pod nosami, że tak nie wolno zachowywać się w kościele. Mieli rację jednak to było silniejsze od nas. Widziałam jak cos szeptali pomiędzy sobą. Mam nadzieję, że czegoś nie wykombinowali bo znając ich możliwości wszystkiego można się spodziewać, a to jest dzień Marleny i Tomka i nikt nie ma prawa zepsuć coś w ich dniu. Cała ceremonia minęła w miarę szybko, obyło się bez komplikacji, nikt nie usnął, a Marlena i Tomek wyglądali tak przepięknie, że nawet nie przeszkadzało mi jak fotograf i kamerzysta „upolował” sobie mnie do robienia zdjęć. Czyżbym była aż tak fotogeniczna. Wątpię. Wyszliśmy przed kościół czekając na rzucenie w państwa młodych grosikami oraz ryżem. Gdy już para młoda pozbierała wszystkie grosiki i wszyscy złożyli już życzenia udaliśmy się na salę. Była pięknie udekorowana. Sama gdy będę kiedyś w dalekiej przyszłości brała ślub chciałabym żeby podobnie wyglądała. Prosto, ale elegancko. Bez żadnych niepotrzebnych dodatków. Jedzenie musiało im wszystkim smakować bo na talerzach nie zostało prawie nic. Pierwszy toast. Pierwszy taniec. Kamerzysta z fotografem uwijali się za trzech żeby wszystko wyszło pięknie, a jedyny dzień w życiu był tak jak sobie zaplanowaliśmy. Trochę wypiliśmy, potańczyliśmy, ale tak jak przypuszczałam Maciek został obiektem kuzynek pary młodej, jednak szybko rezygnowały po zatańczeniu chociaż jednego utworu z Maćkiem. Udawał, że nie potrafi tańczyć. Za dużo to nie musiał bo do króla parkietu nie należy. Ja wiedziałam jak trzeba tańczyć z Maćkiem jednak one nie. Trochę techniki i człowiek się gubi. Było mi strasznie przykro z tego powodu, jednak w duchu śmiałam się z ich nieporadności. Ja nie narzekałam na wolny czas bo jak nie tańczyłam z panem młodym, to z Sebastianem, albo kuzynami, wujami czy tatą Marleny. Przyszła pora oczepin. Najlepsza część ślubu. Tylko dziwiło mnie zachowanie Marleny, Tomka, Moni, Maćka i Seby .Szeptali pomiędzy sobą. Trochę się dziwie przecież nigdy niemieliśmy przed sobą tajemnic. Jakby coś przede mną ukrywali. Chciałabym się ich spytać, ale żaden z nich nie przyzna się do niczego. Wszystko wyszło tak jak miało wyjść. No prawie. Monia złapała bukiet, ale muszkę niestety złapał Maciek. Już jej współczuje tańca z tym sierotą. Podeptana na 100 % chyba, że podglądała jak ja tańczę z nim. Lepiej dla nich by było jakby zatańczyli Harlem Shake bo w tym rodzaju tańca Maciek jest mistrzem, a Monika da radę to zatańczyć. Sebastian udawał, że płacze, ale to chyba przez ten alkohol. Ja na pewno mojego Maćka jej nie oddam więc może być spokojny o Monikę. Gdy już chcę usiąść do stołu. Słyszę z mikrofonu głos Maćka. Co on znowu kombinuje. Pewnie przez to zachowywali się dziwnie. Niech tylko ich dorwie. Tylko on nie robi tego co ja myślę. Proszę niech to będzie sen, a ja się obudzę i będzie tak jak dawniej.
 –czy mogę poprosić tu na środek moją dziewczynę Justynę.
Idę żeby czasem nie musiał tego powtarzać drugi raz. Nie jestem zadowolona z jego pomysłu jednak dla świętego spokoju wysłucham co ma mi do powiedzenia. Goście chyba niebyli zaskoczeni tym co się dzieje. Wszyscy wszystko wiedzieli tylko nie ja. Ja co powinnam o wszystkim wiedzieć.
-znamy się nie od dziś. Bo już kilka lat. Wiem o tobie wszystko. Ty o mnie też. Byłaś ze mną kiedy tak naprawdę cię potrzebowałem, a ja razem z tobą. Cieszyłaś się z każdego zdobytego przeze mnie punktu bardziej niż ja. Z mistrzostwa, które zdobyłem dla ciebie. Z każdego MVP spotkania, które zawsze w wywiadzie mówiłem, że to dla ciebie go zdobyłem. Kocham Cię jak nikogo w życiu nie kochałem. Nie będę przedłużał bo nigdy nie byłem romantykiem, a tak szczerze to już wszyscy zasypiają od mojej przemowy. Justyno czy zostaniesz moją żoną?
Nogi się pode mną ugięły nie wiedziałam co mam powiedzieć. Słyszałam jak Monia z Marleną szeptały mi do ucha „Zgódź się. Będziesz z nim szczęśliwa. Nie zmarnuj tego.” Gdy nie wiem jakim cudem doszłam do Maćka, przytuliłam go, a łzy które kapały mi po policzkach plamiły jego koszulę. Nie musiałam nic mówić bo on sam wiedział co chcę mu powiedzieć. Włożył mi na palec piękny pierścionek z małym diamencikiem. Wszyscy nam gratulowali.
Tańców nie było końca. Gdy patrzę na pierścionek nie mogę się nadziwić, że niedługo zostanę panią Muzaj.
 
 
***
 
To już jest koniec historii Justyny i Maćka. Coś się kończy coś się zaczyna. Dziękuje:
- wszystkim za przeczytanie chociaż jedno słowa
- za 1067 wyświetleń
- za każdy zostawiony komentarz
- dziękuje, dziękuje i jeszcze raz dziękuje
Nie potrafię tego wyrazić słowami jak jestem wam wdzięczna. Trudno się jest z wami rozstać, ale kiedyś musiał przyjść ten czas.
Do zobaczenia kiedyś tam :)
J.

środa, 4 grudnia 2013

Rozdział XVII

„Tak bardzo brakuje mi ciebie”
Loka – Prawdziwe Powietrze

Jesteśmy już po sezonie zasadniczym. Skra jest liderem, Zaksa vice, Resovia o dziwo piąta, przed nią jeszcze Politechnika i beniaminek z Radomia. O miejsce w półfinale gramy z dużo niżej notowanym Transferem. Niby przeciwnik wydaje się łatwy, wygraliśmy z nim dwa razy w sezonie 3:0, ale cicha woda brzegi rwie i nigdy nie można mówić, że to słaby przeciwnik i nie można go lekceważyć. Na nasze szczęście żaden z siatkarzy nie ma kontuzji, każdy jest zdolny do gry, na nic nie narzeka i chce pomóc drużynie nie z kwadratu tylko na boisku. Widać pomiędzy nimi rywalizację, ale tą zdrową. Widać dużo radości z gry co w poprzednim sezonie jakoś nie było widać. Widać, że to jest inna drużyna niż rok temu. Nie jest tą drużyną, która przepraszała kibiców za porażki, rozpamiętywała je, dla której piąte miejsce było szczytem marzeń. Mecze w Pucharze CEV wygrywamy jeden za drugim. Z Maćkiem widujemy się rzadziej niż wcześniej, ale wiedziałam, że życie siatkarza to nie tylko sława, duża ilość fanek lecz także częste wyjazdy, mecze na końcach Polski, wylanych hektolitrów potu na sali i dużo treningów. Boję się, że nasz związek tego nie przetrzyma. Niby mój ukochany mówi mi, że wszystkie nasze rozłąki odbijemy sobie po sezonie, pojedziemy na tydzień lub dwa nad morze, w góry albo za granicę. Gdzie tylko będę chciała, jednak ja od razu wybijam mu to z głowy, a decyzję o wakacjach podejmiemy wspólnie. Będziemy tylko we dwoje i nic ani nikt nam nie będzie przeszkadzał. Jednak ja nie jestem pewna czy dotrwamy do końca sezonu, będę próbowała z wszystkich walczyć o ten związek, bo kocham Maćka, ale to nie wszystko zależy ode mnie. To zależy od nas. Jeśli nawet po sezonie będziemy chcieli spędzić krótkie wakacje to jak powołają go do kadry to prosto pojedzie do Spały szlifować formę przed Mistrzostwami Świata w Polsce. Jesteśmy pomiędzy młotem, a kowadłem. Niby z jednej strony będę się cieszyć, że dostał powołanie i szansę żeby się pokazać, ale z drugiej będę za nim cholernie tęsknić bo jak zamkną go w tym Spalskim lesie to nie wypuszczą dopiero po mistrzostwach. Jestem bezradna. Dlaczego życie jest takie skomplikowane.
Ciągłe mecze nie pozwalają mi na regularne spotykanie się z Justyną. Wiem, że ją zaniedbuję. Czasami chciałbym żeby była blisko mnie. Nawet pomilczała, posiedziała przy mnie nie pytając o nic. Przez dalszą część rozgrywek więcej jestem na hali niż w domu. Niby przychodzę specjalnie wcześniej, wpada do marketingu, co już stało się tradycją, trochę gadamy przeważnie o błahych sprawach, o tym jak się czuję, czy wszystko jest w porządku, ale to nie to samo co w domu czy nawet na spacerze, razem bez osób trzecich. Niech już ten sezon się skończy. Czasami już brakuje mi siły, ale żeby wygrać mistrzostwo po dwóch latach przerwy trzeba zaciskać zęby i pracować za trzech. Może się powtarzam, ale wiem, że przez te wszystkie mecze, wyjazdy zaniedbuję Justynę. Pamiętam jak obiecałem jej jeszcze w szpitalu, że nie pozwolę żeby ktoś ją skrzywdził jednak teraz w tym momencie jak ja mogę ją ochronić jeśli nawet nie ma mnie w Bełchatowie tylko jestem w rozjazdach. Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio na spokojnie rozmawiałem z rodzicami i babcią. Boję się, że nasz związek tego nie udźwignie. Boję się, że ją stracę. Wiem, że nawet jeśli przyniosę jej kwiaty, jakąś bombonierkę to nie pomoże w poprawie relacji pomiędzy nami. Widzę, że Tyśka rozumie, że to nie zależy ode mnie, że ja najchętniej rzucił bym w cholerę siatkówkę i dla niej przekreśliłbym moją karierę siatkarską. Wiem, że nie pozwoliłaby na to. Jakby tylko mogła zaciągała by mnie siłą na halę ćwiczyć jeszcze bardziej niż chłopacy. Była by moim prywatnym trenerem nieopuszczającym mnie nawet na krok. Wie co to jest rezygnacja z marzeń. Wie bo sama rzuciła siatkówkę, coś co kochała, co dawało jej spokój. Coś co się tylko w tym momencie dla niej liczyło. Coś co dawało jej siłę przezwyciężać wszystko co działo się w domu. Siatkówka była dla niej czymś innym niż dla każdego sportowca, była czymś czego nawet nie da się opisać słowami.
Dni mijają, a ja już nie wiem co mam robić. Znajduję sobie byle jakie zajęcie tylko żeby czas mi szybciej minął, a karty w kalendarzu cały czas pokazują tą samą datę, a czas jakby się stał w miejscu, a nie płynął do przodu. To wpadnę do przedszkola po Kubusia, który jest szczęśliwy, że go odbieram z przedszkola i mogę spędzić z nim trochę czasu, a to do dziewczyn, wnerwiając przy tym Marlenę, która tak się denerwuje ślubem i weselem, że ciekawe jak będzie się zachowywała w dzień ślubu albo przed ołtarzem mówiąc słowa przysięgi małżeńskiej, a to na jakąś pizzę z Olą, Paulą i Arkiem, którzy próbują jakoś dotrzymać mi towarzystwa. Wiem, że to wszystko zasługa Maćka, ale on nawet nie ma zamiaru się do tego przyznawać. Chociaż ja i tak wiem swoje. Coraz bardziej tęsknię za tym moim wielkoludem. Niby dużo rozmawiamy przez telefon, na skype, piszemy smsy, ale to nie to samo. Rozmowy z panią Haliną i babcią Teresą jeszcze bardziej mnie dołują. Próbują mnie pocieszyć chociaż tak naprawdę to ja ich powinnam. Oni widzą swojego syna i wnuka tylko kilka razy do roku chyba, że przyjeżdżają do niego w odwiedziny, a ja go praktycznie widzę więcej w ciągu tygodnia niż one przez rok. Dziękuję, że go mam przy sobie, a nie jak inne dziewczyny kilka razy w roku, a połowa z tego to przyjazdy na święta. Nie wiem jakbym bez niego wytrzymała. Czasami mnie denerwuje wygłupiając się i łaskocząc mnie czego wie, że nie lubię, ale za chwilę mi przechodzi. Nie potrafię się na niego gniewać. Wystarczy tylko jego hollywoodzki uśmiech, a ja od razu wymiękam. Takie wielkie, stare dziecko. Chcę tylko, że już się ta plus liga skończyła. Chcę go mieć tylko dla siebie.
Jesteśmy już po meczach z Transferem, szybkie gładkie dwa mecze po 3:0. Wracamy do Bełchatowa w wyśmienitych nastrojach. W autokarze nikt nie jest cicho, każdy coś śpiewa. Nawet Nikiego, Faku, Samiego i Aleksa uczymy śpiewać „Hello”, średnio im to wychodzi, ale nie jest aż tak źle jak można by było się spodziewać. Oczywiście wszystko zostało nagrane i przez Mariusza albo Andrzeja zostanie dodane na fejsika co już jest tradycją i dziwne by było jeśli by się tak nie stało. Niestety nie miałem okazji za dużo pograć. Trener wpuszczał mnie za Niko na podwyższenie bloku albo na zagrywkę bo dzisiaj nam szwankowała. Mariusz jest w formie i to jemu bardziej ufa trener niż mi. Doświadczenie, umiejętności, wszystko wskazuje na to. Wiem, że jestem młody i wszystko przede mną, ale nikt z całej dwunastki nie chciałby oglądać mecz z kwadratu dla rezerwowych. Niby cieszę się, że wygraliśmy, ale dużej zasługi z mojej strony nie było. Rewanż u nas za tydzień. Dobrze, że nie kolejny wyjazd i kilkaset kilometrów poza domem. Już wszyscy mają dość sezonu oprócz Karola, który przeżywa, że jeśli Stefan go nie powoła do kadry to nie będzie miał co wstawiać na fan page na fejsa, a jego samojebki nie są już w modzie i nikt mu ich nie lajkuje. Czasami się dziwię jak ja z takimi osobami jak Karollo można przebywać, przecież niedługo to on by nam zrył psyche swoim nietuzinkowym poczuciem humoru. Jednak będę może nie tęsknił za nim, ale będzie mi go brakować. Za bardzo się do niego przywiązałem, a może nie zanim tylko za jego wygłupami znanymi na cały świat.
Chłopaki wygrali, cieszę się razem z nimi. Wiem, że coraz bardziej jest im wygrywać mecze bo sezon był dłuższy niż zwykle po powiększeniu ligi zagrali tylko 4 mecze więcej, a jak doszły mecze w Pucharze CEV to trochę się ich nazbierało, a kalendarz był prawie zapchany po brzegi przez to, że nie chcieliśmy przekładać meczy na inne terminy. Widać to po nich, a Falasca coraz bardziej musi przeprowadzać zmiany. Dobrze, że mamy równą dwunastkę i można z czego wybierać bo każdy gra na takim samym poziomie. Cieszę się, że w końcu spotkam się z Maćkiem. Niby to tylko kilka dni rozłąki, ale jakoś bez niego przy boku dziwnie się czuję. Tak wiem, że jestem egoistyczna, że zamiast dać chłopakowi odpocząć po podróży i meczach to ja go gdzieś ciągnę, ale naprawdę się za nim stęskniłam, a to jest silniejsze ode mnie. Niestety już taką mam naturę. Już kilka minut temu powinien być autokar przed halą, a tu ani go nie widać ani go nie słychać. Trochę się o nich martwię, żeby czasem się nic nie stało. Może mieli problem z wjazdem do miasta. Ja się nawet nie znam kiedy są korki, problemy z wjazdem i wyjazdem z miasta itp. Jestem zdenerwowana bo nikt nic nie wie. Dziwnie się czuję bo z min dziewczyn chyba tylko ja histeryzuję. Odetchnęłam z ulgą widząc w oddali zbliżający się w stronę hali autokar w żółto – czarne barwy z siatkarzami. Nie wiem co by było ze mną jeśli by w ciągu 5 minut nie przyjechali. Już nie tylko bałam się o Maćka, ale o resztę skrzatów też.
Gdy wysiadłem z autokaru zobaczyłem szczęśliwą Justynę. Cieszyła się jakby ducha zobaczyła, trochę się jej przyglądałem, ale może jestem przewrażliwiony. Nawet przez chwilę wydawało mi się, że płacze. To wszystko przez te podróże i notoryczny brak czasu dla siebie. Tą końcówkę dnia spędziliśmy razem tylko we dwoje. Porozmawialiśmy o meczach, o mojej grze, o podróży. Oglądaliśmy filmy, które wcześniej nawet by nie obejrzała. Nawet by nie spojrzała na opakowanie płyty. Wiem, że robiła to wszystko dla mnie. Wiem, że mnie spiera we wszystkim co robię. Jednak mi tylko wystarczał jej uśmiech. To, że była razem ze mną kiedy jej najbardziej potrzebowałem. Kiedy potrzebowałem żeby mnie przytuliła. Widać, że się za mną stęskniła, tak jak ja za nią. Tylko nie wiadomo, które bardziej. To nie było ważne w tej chwili.
 
***
 

czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział XVI

„Będzie! Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu noc będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.”
Piersi – Bałkanica

Święta jak i nowy rok minęły nam bardzo szybko. Święta spędziłam z Maćkiem, mimo, że miałam obawy przed spotkaniem z jego rodzicami i rodziną, wszyscy przyjęli mnie bardzo miło. To była spontaniczna decyzja. Nie wiem nawet ile się zastanawiałam. To był moment. Wiedziałam, że dla niego jest to bardzo ważne, że chciał je spędzić razem ze mną. Tyle dla mnie zrobił więc mimo tego, że to jest wbrew moim zasadom postanowiłam, że pojadę z nim do Wrocławia, poznam jego rodzinę, o której dużo mi opowiadał. Pani Halina okazała się wspaniałą kobietą. Mogłabym z nią rozmawiać całymi godzinami. Chociaż tak naprawdę najbardziej się jej bałam. Bałam się, że pomyśli sobie, że zależy mi na sławie Maćka, jego pieniądzach, chociaż nie była taka prawda. Kochałam go taki jaki jest, a nie jaki gruby ma portfel i w ilu czasopismach będę na okładce. Bałam się jej reakcji, że nie jest już jedyną kobietą, którą kocha jej syn i wszystko będzie chciała zrobić żebyśmy jak najszybciej się rozstali, a Maciek znalazł sobie inną dziewczynę w swoim wieku, bez przeszłości jaką ja miałam. Niby nie nalegała abym jej coś opowiedziała o sobie, praktycznie wszystko co wcześniej się działo w moim życiu jej powiedziałam. Nawet wydawało mi się, że jest lepszym psychologiem niż ten lekarz co do niego chodzę na sesje terapeutyczne płacąc co miesiąc niemałe kwoty. Czułam się jakbym znała ją kilka lat. Mogłam jej zaufać. Jakby była moją matką. Czasami nawet wydawało mi się, że bardziej się o mnie troszczy niż o swoich najbliższych. Nawet Maciek nie był dla niej ważny. Żałuję, że mieszkamy od siebie tak daleko. Jednak bardzo chcę żeby jak najczęściej tylko się da ją odwiedzać, nawet na jeden dzień, a ona nas w Bełchatowie.
W wigilię myślałam, że spędzę przy garach pomagając mamie i babci Maćka jednak nie dopuszczono mnie do nich twierdząc, że jestem gościem, a goście nie powinni pracować i się przemęczać. Nigdy nie lubiłam spędzać przy nich, ale tak bezczynnie siedzieć i patrzeć jak inni pracują nie było dla mnie. Jednak chciałam się do czegoś przydać zamiast czekać na wszystko gotowe. Jaki ja gość jeśli traktują mnie jak własną córkę. Nawet gdy chciałam wynieść śmieci dostałam niezły ochrzan, a Maciek wszystko za mnie robił. Chyba nie chciał abym się denerwowała, albo jego mama i babcia. Myślałam, że do końca świąt z nimi zwariuje. Jeszcze mój ukochany, dla którego w ostatniej chwili zmieniłam plany był przeciwko mnie. Dziękuje mu za wsparcie. Czułam się jak kobieta na ostatnich nogach w ciąży, której nic niewolno pod żadnym wypadkiem robić. Może jeszcze oddychać nie będę. Trochę głupio się czułam, ale nie chciałam się narażać przyszłej teściowej, bo babcię bym przekonała na swoją stronę. Nie wiem może ten mój niezapowiadany przyjazd zasugerował im, że zostaną dziadkami, że nie powinnam się przemęczać. Jestem zbyt młoda żeby zostać mamą. Jestem zbyt nie dojrzała. Jednak jakbym była to wszystko bym musiała zmienić. Świat by się obrócił o 360 stopni. Wszystko co zaplanowałam musiałabym zmienić, ale nie żałowałabym tej decyzji. Zapachy wydobywające się z kuchni tak bardzo przypominały mi święta w moim rodzinnym domu. Czasami zamiast skręcić w prawo to ja skręcałam w lewo. Te zapachy jednak nie dawały za wygraną. Jedyną atrakcją w tym dniu było lepienie bałwana z dzieciakami i podjadanie potraw, które były przygotowane przez mistrzynie kuchni. Zapomniałam o Maćku, przecież to też dziecko, trochę wyrośnięte, ale zawsze dziecko i to jeszcze najgorsze ze wszystkich. Dosyć, że wywyższał się swoim wzrostem to jeszcze buntował tych młodszych na mnie, przez co nie zostało na mnie nawet ani jednej suchej nitki. Zostałam obrzucona śnieżkami ze wszystkich stron. Nawet nie miałam siły się ratować sprzed kolejną porcją kulek. Maciek się ze mnie nabijał, ale nie było już mu do śmiechu jak sam dostał ode mnie jedną z kulek, które starałam się w niego rzucić od dłuższego czasu chociaż to niebyło łatwe jakby się to wszystkim mogło wydawać. Oczywiście nie obyło się o pytań babci Maćka kiedy planujemy ślub, a strasznie chciałaby dożyć tych chwil i straszyła swojego ulubionego wnuka, że musi się pospieszyć bo mu spod ołtarza dziewczynę ktoś zabierze. O wnukach nie wspominam. Jakie one by były piękne. Ciekawe tylko czy po mamusi czy po tatusiu. Byle żeby charakter odziedziczyły po Maćku, bo mój nikomu nie życzę żeby go miał. Po prostu lepiej tak by było dla wszystkich. Niekiedy Maciek sam się przekonuje. Najgorsze było śpiewnie kolęd i pastorałek. Najchętniej bym uciekła od Maćka jak najdalej się da jednak jego ręka nie pozwoliła mi na to jakby wiedział co mam w planach. Zresztą kto przy nim by wytrzymał. „Cicha Noc” to zdecydowanie nie jego kolęda. Inne jakoś dało się słuchać, ale tą już naprawdę nie dawałam radę. Powstrzymywałam się od śmiechu jednak po kilku pieśniach nie wytrzymałam. Przepraszałam za swoje zachowanie jednak nikt się nie dziwił. Nawet żartowali, że i tak długo wytrzymałam znając zdolności muzyczne Macieja i takim oto sposobem uwolniłam się od niego. Momentami zastanawiałam się czy czasem nie ogłuchnę i po kim odziedziczył takie fałszowanie bo rodzice i babcia może nie śpiewają rewelacyjnie, ale miło się ich słucha. Poszliśmy na pasterkę, a w drodze powrotnej o mały włos nie zostawili by mnie w samochodzie bo usnęłam w drodze powrotnej. Ogólnie 24 grudnia spędziłam w miłym towarzystwie i ciepłej przyjemnej atmosferze. Od kilku lat nie spędzałam takich świąt. Resztę świąt przebiegła tak samo na rozmowach do późnych godzin wieczornych. Bardzo dziwnie się czułam opuszczając rodzinny dom ukochanego. Wiedziałam, że będę tęsknic, chociaż starałam się to ukrywać jednak po żegnaniu się z przyszłymi teściami i babcią emocje dały o sobie znać. Najbardziej będę tęsknić za babcią Tereską. Pokrzyczy, powyzywa, a ja i tak ją kocham. Chyba nawet jak Maćka. Mimo, że ma tyle lat, chociaż kobietę nie powinno się pytać o wiek jest bardzo rozrywkowa i na czasie. Dziwiła się, że z tym wariatem wytrzymuje. Bo niejedna już po kilku dniach odpuściła znajomość z nim. Widać chodziło im tylko o sławę i popularność. Bardzo się zżyłam z domownikami. Otwarci, wspaniali ludzie. Jednak gdy nas odwozili na pociąg najchętniej by powrócili by z nimi z powrotem do domu.
Dni pomiędzy świętami a nowym rokiem spędziłam praktycznie w domu na halę do pracy przychodziłam tylko kiedy było potrzeba, a resztę czasu spędzałam u Kuby, taty i Anity. Młody nawet ucieszył się z prezentu lecz nie podobało mu się to, że zamiast spędzić święta z nim wolałam towarzystwo Maćka i jego rodziny. Udawał focha, ale jako ta dobra siostra, która rozpieszcza swojego jedynego brata dała mu paczkę żelków i wszystko wróciło do normy. Niby wraz z Anitą tłumaczyliśmy mu, że Maciek jest moim chłopakiem i chciałam poznać jego rodziców, rodzinę, ale jakoś go nie przekonało, a do Maćka powiedział, że nie będzie się odzywał bo mu jego ukochaną Justynkę zabiera i teraz przez niego nie ma nawet czasu dla niego. Nawet Maciek próbował go przekonać zapraszając do kina i na lody czy na treningi, a młody niby nie chcąc mu robić przykrości zgodził się na tą propozycję, ale jakoś czasami starał się mu docinać za co od razu został ode mnie pogadankę, że tak nie wolno mówić. Nie przejmował się tym tylko dalej robił tak jak wcześniej, a mi nie było głupio i wstydziłam się za niego tylko było mi cholernie smutno, że dwie osoby, które kocham nie mogą się porozumieć pomiędzy sobą. Dzień przed sylwestrem chyba podziałał na małego i kazał mi przyjść z Maćkiem bo chciał go przeprosić za swoje zachowanie, a mi od razu spadł wielki kamień z serca. Przydało by się jeszcze mnie przeprosić, ale ważne, że oni się pogodzili i nawet Kuba pokazał mu samochód jaki mu kupiłam. Nawet dał mu poprowadzić. Byłam w szoku bo mi powiedział, że jeszcze mu zepsuje jak wezmę w swoje ręce. Dużo przez telefon rozmawiałam z przyszłą teściową i babcią Tereską. Z tatą Maćka nie miałam takiego dobrego kontaktu. Fajnie się rozmawiało, ale nic poza tym. Oczywiście nie obyło się bez namawiania nas do przyjazdu. Niestety dopiero jak dobrze pójdzie przed świętami wielkiej nocy będziemy mieli trochę wolnego. Te święta jednak wolała bym spędzić z moją rodziną. Tu w Bełchatowie. Może nam się uda i razem spędzimy te święta.
Sylwester spędzony w gronie siatkarzy. Niesamowite przeżycie. Chłopaki trochę poszaleli, ale w końcu to jedyny dzień w roku, na który możemy sobie na więcej pozwolić. No oprócz zakończenia sezonu, ale to jest wiadome. Wódka lała się strumieniami. Nikt sobie nie żałował. Jednak ja sobie odpuściłam. Chciałam to wszystko sobie udokumentować i pokazać całemu światu dzięki portalom społecznościowych jak siatkarze Skry Bełchatów przywitali Nowy Rok. Lepsza bym była nawet od naszej małej blondyneczki. Chociaż blondi tak po północy nie wiedział co się dzieje bo troszeczkę tylko przesadził z alkoholem. Nawet Olka już nie miała z nim siły. Dobrze, że chociaż na początku imprezy sobie z nim potańczyła. Ja to jeszcze jako tako z Maćkiem dawałam sobie radę, chociaż jeszcze nie widziałam go w takim stanie. Jeśli można to jednym słowem ująć „było grubo”. Zdecydowanie za grubo. No dobra lekko mówiąc pod stołem bardzo dobrze się śpi, Andrzej Wrona jest najlepszym środkowym na świecie, a Zati wale nie jest taki grzeczny jak innym się wydaje. Zwierzenia Kłosa były najlepszym punktem imprezy, a dodatkowo były hitem wszystkich imprez, na których był środkowy Bełchatowskiej drużyny. Zdecydowanie. Dzięki mojej komórce z funkcją nagrywania wszystko zostało opublikowane, a Karol przez trzy dni marudził mi, że wykorzystałam jego chwilę słabości przeciwko niemu. Inni siatkarze mieli radość i wszyscy byli szczęśliwi. Chociaż raz udało mi się ponabijać się z Karola. Uczucie bezcenne. Czekałam na tą chwilę chyba od kiedy zaczęłam pracować w Skrze. Jaka ja niegrzeczna. Zresztą ja nie ciągnęłam go za język, bo on sam to wszystko powiedział. Zbyt dobry mam na niego wpływ, a kibice chociaż się ucieszyli. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Najlepiej nie było mnie wpuszczać na tą imprezę i nie było by problemu. Gorzej było następnego dnia. Kac morderca nie miał serca. Nawet ci co mało wypili łapali się za głowę i jęczeli gorzej niż kobiety na porodówce. Z nimi gorzej niż z dziećmi. Pamiętam minę Maćka jak przyszedł lecz bardziej doczłapał się do kuchni. Wody daj kobieto. Trochę się z niego pośmiałam, ale już nie byłam taka wredna i nawet wlałam mu ją do szklanki, która po kilku sekundach została już opróżniona. Po 3 lub 4 godzinach udało mu się zacząć funkcjonować bo następnego dnia z rana miał być trening. Tak właśnie spędziłam przerwę świąteczno-noworoczną. Każdy dzień był inny. Każda chwila jaką spędziłam we Wrocławiu nie żałuję i będę ją pamiętała do końca życia. Nie żałuje żadnej decyzji jaką podjęłam.

***
Z opóźnieniem, ale jakoś się udało. Pozdrawiam z pochmurnego, zimnego Inowrocławia :)

poniedziałek, 18 listopada 2013

Rozdział XV


„Dobrze wiesz i ja to wiem,
Że kochasz, kochasz, ale boisz się
Dobrze wiesz i ja to wiem,
Że kochasz, kochasz, ale boisz się”

Human – Polski

Dni praktycznie spędzam tak samo. Monotonia. Pobudka, praca, spotkania z Maćkiem, z dziewczynami, powrót do domu, łazienka, spanie. Czasami zastanawiam się jak takim trybem życia pozwolę sobie na niewylądowanie w szpitalu. Jestem jednak osobą zawziętą i nawet gdy już naprawdę nie mam na nic siły staram się wykrzesać z siebie resztki pokładów energii by być w pełni zadowolona ze swoich efektów pracy. Z każdym dniem uświadamiam sobie co by było jakby nie było Maćka. Może nikt nie jest ideałem, ale kocham go z każdym dniem coraz bardziej. Zastanawiam się dlaczego on wybrał właśnie mnie, chociaż mógłby mieć ładniejszą, zgrabniejszą. Dzięki niemu poznałam tą inną miłość, tą odwzajemnioną, którą wydaje mi się nigdy nie otrzymałam od drugiej połówki. Lubię patrzeć w jego oczy, lubię się do niego uśmiechać, lubię jak mnie tuli i swoimi szorstkimi rękoma dotyka mojej twarzy. Jestem szczęśliwa, że mogę być blisko niego. Chcę żeby mnie tulił kiedy tego najbardziej potrzebuję. Gdy przypomnę sobie o moich wahaniach czy mam z nim być i czy chcę z nim spędzić resztę życia zaraz mam uśmiech na twarzy ze swojej głupoty. Nigdy nie czułam się tak cudownie. Pomiędzy nami są lepsze i gorsze dni, ale zawsze staramy się dojść do kompromisów. Kłótnie się zdarzają jak w każdym związku bo przecież nie jest idealnie, ale staramy sobie nie dawać powodów do zazdrości czy też złości. Czasami dziwię się, że jest w stanie wytrzymać ze mną kilka godzin. Nawet gdy oglądam z nim mecze piłki nożnej nie przeszkadza mi to, że nie wiem co to jest spalony, czy dlaczego sędzia pokazał żółtą lub czerwoną kartkę. Chcę z nim spędzać jak najwięcej czasu. Sezon ligowy wre. Coraz bardziej trudniejsze mecze. Najpierw była Resowia, później Zaksa. Damy radę. My się nigdy nie poddajemy. Ze Skrą podpisałam umowę do końca sezonu. Jestem z tego zadowolona. Moja pierwsza upragniona praca, w której czuję się jak ryba w wodzie. W Ulu czuję się jakbym miała drugą rodzinę. Siatkarską rodzinę. Z rodzicami jak na moje wcześniejsze stosunki w miarę się dogadujemy. Z ojcem mam trochę opory, ale staram się zapomnieć o tych krzywdach co mi zrobił. Najbardziej pokrzywdzony jest Kuba. Niestety nie spędzam z nim tyle czasu ile bym chciała, ale on jednak rozumie, że musze zarabiać pieniążki aby kupić mu jakiś nowy super wypasiony zdalnie sterowany samochód. Wie, że jak będzie grzeczny to zabiorę go na mecz i spotka się z chłopakami, porzuca w nich piłkami, a później schowa się bystrzach za mnie i lepiej co się będzie działo nie mówmy. Cała bez szwanków z tego na pewno nie wyjdę. Jednak kocham tego dzieciaka i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogę się na niego gniewać. W końcu ja w jego wieku sama nie byłam lepsza, a o moich pomysłach wiedziała cała okolica. Kiedy pierwszy raz go spotkałam myślałam, że nigdy nie dam rady z nim pogadać, pobawić się czy nawet wyjść na mecz. Myślałam, że nigdy nie powiem do niego, że mam najcudowniejszego brata pod słońcem, że w ogóle mam brata z którym chcę przebywać. Wszystko się zmieniło. Najważniejsze, że na dobre. Z dziewczynami bardziej widzimy się na ekranie komputera, ale wtedy to potrafimy przegadać kilka godzin z przerwami na przyniesienie herbaty czy jakiś kanapek lub przekąsek. Często brakuje mi tych naszych rozmów w pokoju z kilkoma tabliczkami czekolady, hektolitrami herbaty praktycznie rozumieliśmy się bez słów. Przysięgliśmy sobie, że nic nas nie rozłączy i nasze obietnice chcemy dotrzymać chyba, że będą nas dzieliło kilkaset kilometrów. Już nie mamy takiego kontaktu jak wcześniej, ale to nie zmienia faktu, że nie łączy nas przyjaźń. Każdy ma swoje życie, zakładamy swoje rodziny, nie mamy praktycznie czasu na nic. Z Marleną widuję się częściej ze względu na studia. To znaczy przychodzi do mnie po notatki bo albo zaspała, albo musiała załatwiać wszystkie sprawy związane ze ślubem. Niby to jeszcze kilka miesięcy, ale salę, suknia ślubna, garnitur dla pana młodego trzeba już załatwiać dużo, dużo wcześniej.
Z Zaksą niestety przegraliśmy. Jestem zły na siebie, że nie mogłem pomóc drużynie. Niby już z kostką wszystko w porządku, ale jeszcze nie trenuje na 100 % swoich możliwości. Nie ma tej dynamiki, skoczności, ale to przyjdzie z czasem. Justyna zawsze pociesza mnie po każdej przegranej, wiem, że zawsze mogę na nią liczyć. Moi rodzice chcieli by się z nią spotkać kilka razy namawiali mnie żebyśmy do nich przyjechali jednak ze względu na sezon nawet nie ma co marzyc o chociaż jednym dniu wolnego. Nawet kiedy miałem mini kontuzję to chciałem być razem z chłopakami. Wspierać ich. Zobaczymy może na święta razem się wybierzemy. Chciałbym żeby poznała moich rodziców. Cała by drżała jakby było kilkadziesiąt stopni na minusie. Wiem, że bardzo by się denerwowała przed spotkaniem. Zbyt dobrze ją znam. Jednak gdy jest ze mną nie musi się o nic martwic. Wszystko bym oddał byle by była ze mną szczęśliwa. Ja ją traktuję bardziej niż zwykłą dziewczynę z którą wcześniej byłem. Ona jest wyjątkowa. Nigdy nikogo na swojej drodze nie spotkałem. Zawsze dziwiłem się chłopakom, że znajdują dziewczyny z którym będą do końca życia. Teraz się im nie dziwię bo ja właśnie ją znalazłem.
Kilka spotkań za nami, święta coraz bliżej nie wiem jak to teraz będzie. Maciek we Wrocławiu, ja w Bełchatowie. Chciałabym z nim spędzić te święta, ale boję się, że jego rodzice, znajomi mnie nie zaakceptują, że będę tam nie pasowała i czuła się jak piąte koło u wozu. Wiem, że dawno ich nie widział więc na pewno pojedzie do Wrocławia. Nie będą go zatrzymywała na siłę bo wiem, że rodzina jest dla niego najważniejsza. Będę tęskniła, ale  te 3 dni wytrzymamy, odpoczniemy od siebie. Zaraz po świętach mamy mecz więc długo nie nacieszy się czasem spędzonym z najbliższymi. Nawet nie mam dla niego prezentu. Gdy ostatnio byłam w Galerii nic nie rzuciło mi się w oczy. Chłopacy mają lepiej kupią jakiś wisiorek, kolczyki czy bransoletkę i problem z głowy, a my musimy się dużo namyśleć żeby trafić w ich gust. Jak się zdenerwuję to kupię mu płytę z jego ulubionym zespołem lub grę na PS3 i będzie po sprawie. Chciałabym, żeby to było coś innego, ale jeśli nie znajdę czegoś co moje oko zauważy posłużę się najlepszą metoda na zadowolenie osoby obdarowującej. Dla mnie najlepszym prezentem będzie sama jego obecność w moim życiu.
Za dwa dni wigilia. W domu pachnie już piernikami, które są pokryte lukrem i schowanymi przede mną żebym nie mogła ich znaleźć. Niektóre potrawy są już dawno przygotowane. Bigos w słoikach, ale to niestety dopiero w drugi dzień świąt. Karp kupiony, czeka na szybką tragiczną śmierć, zabijając go tłuczkiem do rozbijania mięsa. Ciasta dopiero będą jutro pieczone, niestety ja w tym czasie będę w pracy i obejdę się smakiem, za to Maciek na pewno pomyli drogę na halę i wstąpi do mojego domu na oblizywanie misek po kremach, ciastach i wszystkiego co słodkie. Ten to ma dobrze. Nawet jeśli pozwoli sobie na więcej to spali na treningu i nawet nie będzie widać tych zbędnych kilogramów, a ja przez miesiąc muszę się katować dietami, które i tak nic nie pomagają. Ostatnie prezenty kupiłam wczoraj. Najgorszym problemem był prezent dla Maćka. Znalezienie czegoś co by mu podpasowało graniczy z cudem. Ostatni sklep do którego miałam wejść i wyszłam uradowana. Dobrze, że słuchałam to co mówi mi rozum i ostatkami sił po maratonie sklepowym weszłam do niego. Mam nadzieję tylko, że mu się spodoba. Czerwona koszula w kratę, powinna być dobra, na wszelki wypadek będzie można ją zwrócić lub wymienić na inny fason czy też rozmiar. Młody dostanie srebrny kabriolet z pilotem oczywiście jak chociaż wytrzyma do sylwestra będzie cudem. Akurat to ma po mnie. Nic nie przetrwało dłużej niż tydzień, a jeśli tak się stało to albo miałam szlaban na zabawy albo byłam chora. Marzył o takim. Mama jakieś romansidło do czytania bo wiem uwielbia czytać takie książki, tacie jakąś wodę toaletowa, a Anicie książkę kucharską. Ostatnio coś na ten temat mówiła, tylko nie sprecyzowała się na jaki rodzaj kuchni. Wybrałam włoską mą nadzieję, że trafiłam, a jak nie to trudno. Bywa. Dziewczyną jak co roku kupiłam kolejną liczbę jako zawieszką. Tyle lat już się przyjaźnimy. Nawet nie pamiętam kiedy ten czas szybko minął.
Ostatni trening, ostatnie rozmowy z trenerem, ostatnie rozmowy w szatni, wygłupy. Muszę jeszcze pojechać do mieszkania, spakować się, pójść dać prezent Justynie i kierunek Wrocław. Te 3 dni będą się mi dłużyły. Już za nią tęsknię chociaż tak praktycznie widzieliśmy się wczoraj. Bardzo bym chciał żeby Justyna pojechała ze mną. Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tylko czy się zgodzi. Mógłbym ją nawet nosić na rękach, chociaż wiem, że by się na to nie zgodziła. Bała się, że coś mi jeszcze strzeli w kręgosłupie i następna przerwa w sezonie. Tego bym nawet i ja nie chciał. To będą nasze pierwsze święta, które jesteśmy razem. Dziwię się, że ze mną wytrzymuje, chociaż wiem, że od kiedy jesteśmy razem bardzo się zmieniłem. Jestem inny. Już nie zachowuje się tak jak wcześniej. Bardzo mi na niej zależy i nie chcę jej stracić z mojej głupoty. Jest już dość późno, ale mam nadzieję, że się zgodzi. Chciałbym żeby poznała moją najbliższą rodzinę. Wiem, że to dla niej nie jest łatwe. Rodzice byli by szczęśliwi, że mogą ją poznać bo tylko wiedzą o niej to co sam im wcześniej powiedziałem, a dużo im nie mówiłem. Lepiej niech spotkają się z Justyną i sama im o sobie opowie.

***
Dzisiaj wyjątkowo. Nie wiem czy nawet czas by mi pozwolił na dodanie w czwartek, a ostatnio jak kilka dni wcześniej dodałam publikację automatyczną to zrobił mi psikusa i sobie nie dodał kiedy miał. Ten tydzień wydaje się luźniejszy, ale jaki będzie do końca to sama nie wiem. W ten weekend przekonałam się co muszą czuć osoby wstające od poniedziału do piątku rychło rano. Łączę się z nimi w bólu. Moje oczy po kilku godzinach patrzenia na formularze ZUS musiały zrobić sobie krótką drzemkę więc obudziły się jak było coś o teleturniejach mówione :D Jak zasypiałam to mówiliśmy o Pingwinach z Madagaskaru więc tak 20 minut mi się kimło :) Najlepsze, że nikt niezauważył mojej nieobecności.
Do zobaczenia za tydzień :)

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział XIV


Miasto Lidera! Bełchatów Miasto Lidera!

Ten tydzień szybko nam minął. Nawet nie spostrzegłam się kiedy była sobota, a my graliśmy z Resowią. Niestety Maciek nie może grać więc razem z nami będzie siedział na trybunach i zagrzewał do walki z niewygodnym przeciwnikiem swoich kolegów. Bardzo by chciał być z nimi chociaż w kwadracie dla rezerwowych, ale będzie blokował tylko miejsce wiedząc, że na boisku dopiero pojawi się po ostatnim gwizdku sędziego. Kontuzja nie wybiera. Dobrze, że to tylko staw skokowy, a nie głowa czy coś podobniejszego co wykluczyło go by z gry na kilka tygodni. Wiem, że nie powinnam nabijać się ze swojego chłopaka, ale jak można na prostej drodze się przewrócić, a przy okazji zrobić coś w kostce. Myślałam, że tylko ja jestem taka niezdara i mi się przytrafiają takie rzeczy. Myliłam się. Jak się o tym dowiedziałam to aż ze śmiechu nie mogłam. Dobrze, że nie muszę się w tym czasie przeprowadzić do niego bo bym zwariowała. Z mamą umówiliśmy się, że będzie przynosiła mu obiady. Myślałam, że jak przyjdę z pracy chociaż na trochę zupy lub schabowego się załapię, ale dla mnie zawsze nie starcza bo ten głodomór czym więcej mama przyniesie tym więcej zje, a do mnie nic nie zostanie. O przepraszam pomyliłam się brudne talerze do umycia mi zostają. Wystarczy mi, że po każdym dniu pracy zaglądam do niego robiąc mu zakupy czy sprzątając mieszkanie. Szanowny Pan Muzaj przecież nawet talerza do zlewu nie może włożyć bo jest obłożnie chory. Nie wiem czy to robi specjalnie żebym do niego przychodziła czy tego sierotę naprawdę boli, że tylko wstaje z łóżka jak już naprawdę musi. Nie wiem, nie znam się, nigdy takiego czegoś niemiałam. Na szczęście dla niego sięgnięcie pilota nie jest problemem. Chociaż ma jakąś rozrywkę i nie dzwoni do mnie z byle pretekstem, a to, że się stęsknił, a to kiedy przyjdę, a to jaki dobry obiad mu moja mama zrobiła. Niekiedy mam ochotę wyrzucić telefon przez okno. Niedługo z nim zwariuje. Niech w końcu zacznie trenować, ja będę miała spokój i wszyscy będą szczęśliwi.
Na ulicach Bełchatowa już widać grupki osób ubrane w czarno-żółte barwy i pasiaki. Bilety poszły jak świeże bułeczki. O godzinie 14 nie było już 80% puli biletów do kupna w naszym sklepie. Nie ma ani jednego miejsca, że zgodnie stwierdziliśmy na ten mecz udostępnić do sprzedaży bilety na miejsca stojące. One też jeszcze porządnie nie doszły do sprzedaży, a w mgnieniu oka już ich niebyło. Cieszymy się, że po 5. Miejscu w poprzednim sezonie kibice się od nas odwrócą, a na hali będzie pełno miejsc wolnych. Przebudowany skład, nowy trener, wygrane. Kibice znów przychodzą na mecze, a chłopakom się wtedy lepiej gra. Dzisiaj cały Bełchatów żyje tylko meczem z Rzeszowem.
Z daleka już słychać odbijane piłki przez zawodników. Na ich twarzy nie było widać ani trochę uśmiechu, widać, że bardzo byli zmotywowani. Pierwsza piłka, pierwszy atak, pierwszy punkt zdobyty prze Skrę. Już widzę, że tego spotkania nie zapomnę nigdy. Nie chodzi tu o atmosferę na hali, widowisko czy też spotkanie. Komentujący Maciek po każdej akcji pozostanie zawsze w mej pamięci. Lepszy niż komentatorzy z telewizji Polsat. Po karierze sportowej to będzie dla niego praca. Jakby mógł to by wskoczył w strój i szybszy niż prędkość światła by był na boisku. Tak. Nie widzimy kto zaatakował, kogo zablokowali, a kto strzelił asa serwisowego. Jakby nie Maciek to po co byśmy byli na meczu. Wygraliśmy, byliśmy szczęśliwi i skakaliśmy tak samo jak zawodnicy. 3:2 dla nas chociaż wiem, że nawet byśmy dali wygrać 3:1, ale błędy w końcówce setów trochę pokrzyżowały nasze plany. Zawodnik MVP: Stefan. Szkoda, że nie Karol, ale może następnym razem mu się uda. Obiecał mi to. Dobrze, że w bitwach jest remis bo wygrywający we wszystkim Karol to szczęśliwy Karol. Sodówa mu odbije i jeszcze szkoda chłopaka. Współczuje Włodiemu, który musi to wszystko nagrywać ja bym z nimi niewytrzymała ze śmiechu. Mają takie pomysły, że głowa mała. No to zaczęło się. Autografy, wywiady, zdjęcia. Z dziewczynami szybko zwinęliśmy się z hali i udaliśmy się do pokoju marketingowców. Nie wiem jak ten mały pokoik pomieścił nas wszystkie, ale daliśmy radę. Jedna na drugiej siedziała. Była fajna atmosfera. Dopóki nie wkroczyli siatkarze. To co było miłe szybko się skończyło. Z Karolem i Olką zapakowaliśmy się do auta bo Maciek wątpię czy by dał radę dojść z tą nogą do swojego mieszkania. Niby tylko ma uważać na tą kostkę, ale lepiej dla jego dobra jakby nie szedł prostą drogą bo jeszcze mi się coś stanie, a dwóch kalekich to zdecydowanie za dużo.
Chciałam być jak najszybciej w domu. Cały dzień na nogach to zdecydowanie za dużo jak na mnie. Tylko miałam w planach zrobienie na szybko Maćkowi jakiejś kolacji i szybko wrócenie do domu do wanny z dużą ilością wody. Niestety tak łatwo w życiu nie ma. Maciek skutecznie mi to uniemożliwił. Wie, że jego oczy sprawią, że wymięknę i zgodzę się prawie na wszystko. Nie mylił się. To jest jedyny mój najsłabszy punkt. Całą resztę wieczoru spędziliśmy na oglądanie horrorów. Nie żebym się bała, ale nie lubię ich oglądać. Sceny są dla mnie zbyt drastyczne. Od czasu do czasu warto obejrzeć coś czego nigdy by się nie obejrzało. Jednak z miłości warto niekiedy się poświęcić. Po jednej z akcji grozy wtuliłam się w Maćka tak, że chyba wbiłam paznokcie w jego ciało. Następny uszczerbek na zdrowiu. Tym razem tego nie planowałam. Maciek tylko się uśmiechnął i nic nie powiedział. Dziękowałam Bogu, że mogłam spotkać go na swojej drodze. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz. Wiem, że z każdą nawet najmniejszą głupotą mogę do niego przyjść. Przy nim czuję się bezpieczna, a on z wrednej, złośliwej dziewczyny przemienił mnie w dość miłą, normalną dziewczynę. Gdy już skończył się seans chciałam udać się do domu było już w miarę ciemno wiedziałam, że Maciek tym razem mnie nie odprowadzi jak zawsze miał to w zwyczaju. Zawsze bałam się, że w powrotnej drodze coś mu się stanie. Złapałam za telefon, który leżał na stole wybierając w kontaktach numer korporacji taksówkarskiej. Niestety i tym razem moje starania przeszkodził Pan Siatkarz zabierając mój telefon i całując tak moje usta, że nie mogłam się powstrzymać i oderwać od siebie. Tak bardzo potrzebowałam jego bliskości. Zdążyłam tylko wysłać mamie smsa, że nie wracam na noc i żeby nie martwiła się o mnie.
 
***
Przepraszam za to na górze. Krótkie niemające ni składu ni ładu. Pomysły były, chęci też, czasu brak. Za bardzo jestem ambitna i jak sobie ubzduram w mojej głowie to nie ma zmiłuj. Napisać pracę kontrolną chociaż ma się na to jeszcze 16 dni. Tylko ja mogłam to zrobić. Na pewno później coś jeszcze dopisze :)
Następny post za tydzień : 21 listopad 2013 r.
Pozdrawiam :)

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział XIII

„Kiedy będziesz już gotowa – daj mi znać
Wiesz, że mogę czekać – dam Ci jeszcze czas
Razem być – znaczenie często inne ma
Chociaż o tym wiem, to widzę jednak nas!”
Rafał Brzozowski - Tak blisko

Po tym, że miałam wypadek i przebywała kilka tygodni w szpitalu nie ma już śladu. Jestem w coraz lepszej formie. Dni mijały, a ja coraz bardziej czułam się bezpieczniej. Coraz częściej wychodziłam na dwór. Z Maćkiem jesteśmy tak jakby parą, ale oficjalnie z mojej strony nie padło żadne „Kocham cię”, żadne wyznanie miłości. Nie wiem dlaczego, ale nie potrafię. Gdy chcę to powiedzieć nabieram wodę w usta i tyle z tego wychodzi. Boję się, chociaż wiem, że nie ma czego. Jakby mu nie zależało to by się tak o mnie nie martwił, nie przesiadywał by całe dnie w szpitalu gdy ja byłam w śpiączce, odwrócił się ode mnie plecami i nawet w pracy udawał by, że mnie nie zna. Wiem, że zawsze mogę na nim polegać, jak i na każdą osobę w Skrze. Mogę zadzwonić do nich w środku nocy z byle głupim pretekstem, a oni przyjadą nawet jeśli nie pozwolę im na to. Zaczęłam wreszcie praktyki. Czuje się tam jakbyśmy się znali kilka lat. Pan Prezes nie jest taki jaki przypuszczałam. Zawsze można do niego przyjść, pogadać. Bardzo byłam mu wdzięczna, że miejsce czekało na mnie, aż mój stan zdrowia pozwoli mi na rozpoczęcie stażu. Czasami moje pomysły są brane pod uwagę. Bardzo się z tego cieszę chociaż wiem, że nie są one wykorzystywane. Może kiedyś. Z Pauliną i Tomkiem praktycznie dogadujemy się bez słów i wcale nie chodzi o to, że trzeba coś gdzieś zanieść czy umyć szklanki. Skra jest moją drugą rodziną. Wygraliśmy wszystkie mecze kontrolne przed sezonem, chłopaki są w formie, kontuzje jakoś ominęły zespól szerokim łukiem więc czego chcieć więcej. Z dziewczynami widuję się rzadziej. Jednak nie ma dnia przegadanego chociaż godzinę na skype. Marlena wraz z Tomkiem planują ślub latem następnego roku i nawet nie mają kiedy wpaść na kawę. Przez te kilka miesięcy dużo się wydarzyło. Tomek poprosił Marlenę o rękę, a ta bez chwili namysłu zgodziła się. Pamiętam jak ostatnio przed tym wydarzeniem rozmawialiśmy, że się oświadczy jeszcze do końca tego roku i tak się stało. Monika wreszcie znalazła miłość swojego życia. Sebastiana bo tak ma na imię jej nowy chłopak znam od małego. Fajny, sympatyczny czasami nieogarnięty. Pamiętam jak jeszcze kilka lat temu bawiliśmy się w piaskownicy zabierając sobie łopatki. Mam nadzieję, że bycie razem będzie im pisane. Z ojcem nasze stosunki się polepszyły, może nie są jakieś mega fajne, ale od kilku lat potrafię powiedzieć do niego tato. Z Kubą spędzam trochę mniej czasu, ale jakoś mi jest to wstanie wybaczyć. W końcu dzięki mnie poznał wszystkich chłopaków ze Skry. Ma z nimi pamiątkowe zdjęcia, a o autografach nie wspomnę. Pamiętam jak podeszłam z młodym do nich i ujrzałam zdziwionego Facu. Chyba myślał, że to moje dziecko, ale Maciek z Karolem od razu mu wytłumaczyli, że Kubuś to mój przyrodni brat, którego zgubiłam na meczu w tamtym sezonie. Oczywiście nie obyło się bez nabijki ze mnie jaka ja jestem niezdara, że dziecko zgubiłam, ale jakoś to wytrzymałam burząc Karolowi jego fryzurę a’la Biber. Wiem, że nie powinnam mu tego robić, ale jakoś nie potrafiłam się powstrzymać. By mu się przydało wyjście do fryzjera, ale lepiej dla jego dobra jak nie skorzysta z usług Bełchatowskich fryzjerów bo będzie następnym kogo skrzywdzili. Sama wiem bo doznałam tego na własnej skórze. Pogodzenie się z ojcem było zasługą Maćka, ale on jest zbyt skromny żeby się do tego przyznać. Bardzo chciał żeby pomiędzy nami było wszystko w porządku. Widziałam jak dobrze dogaduje się z moją mamą. Nawet jej pozwala zburzyć swoją nienaganną fryzurę, którą układa przez kilka minut przed lustrem, nakładając tonę żelu czy nie wiadomo czego, a ja od razu dostała bym niezły okrzan. Jak ja mogłam mu to zrobić. Czy chce się jej przylizać? Czy chce polepszyć z nią stosunki. Wątpię. Po prostu mama wie czym mu to wynagrodzi. Szczególnie kilkoma kawałkami sernika zjedzonymi u mnie w domu, obiadkami na wynos i opróżnioną już do połowy spiżarki, a co nie będzie mu żałować. Niedługo jego koszulki, spodenki czy nawet inna garderoba będzie wisiała u nas na linkach w ogrodzie albo na strychu. Wcale bym się nie zdziwiła. Cieszę się, że mają dobry kontakt. Lubię patrzeć na ich uśmiechnięte twarze. Lubię patrzeć jak mistrz ataku próbuje z mizernym skutkiem zostać mistrzem gotowania. Dla jego dobra lepiej będzie jak zostanie tak jak wcześniej. Nikt na tym nie ucierpi. Ani on ani kuchnia. Lubię spędzać z nim czas.
Z Justyną widujemy się codziennie. Nie tylko w pracy, ale też i poza. Zmusiłem ją do rozmowy z ojcem. Wiem, że nie było to dla niej łatwe. Każdego dnia widzę uśmiechniętą, zwariowaną  dziewczynę, bez której nie potrafię żyć. Jest dla mnie jak tlen. Czasami denerwuje się na nią, ale jej słodka minka wynagradza mi to wszystko. Często wychodzimy na spacery, do kina czy nawet razem siedzimy i oglądamy filmy, które przeważnie któryś z nas nigdy by nie obejrzał bo nie są w jego guście. Czasami zastanawiam się dlaczego na mojej drodze spotkałem właśnie ją. Dziewczynę z przeszłością. Jej historię życia można by było opisać w książkę i nawet mógłby stać się bestsellerem.  Pamiętam gdy pierwszy raz ją zobaczyłem. Gdy pierwszy raz przytuliłem. To jest najlepszy okres w moim życiu. Nawet siatkówka, którą kocham nie jest tak samo ważna jak ona. Wiem, że Justyna czuje coś do mnie, ale wiem, że po tym wszystkim co ją spotkało boi się powiedzieć. Specjalnie dla niej biorę lekcje gotowania u jej mamy. Trochę z mizernym skutkiem, ale się staram. Na pewno nie ugotuję jej jak mama, ale od czegoś trzeba zacząć. Chcę jej zrobić niespodziankę. Zaprosić ją na kolację przy świecach. Chcę by było romantycznie. Chcę żeby wiedziała, że zależy mi na jej. Może to trochę banalne z mojej strony, ale romantykiem nie jestem i nie znam się na kobietach. Co one lubią, a czego nie. Pierwszy raz jestem tak potwornie zakochany. Dla żadnej innej dziewczyny nie posunął bym się do takiego czegoś.
Zdziwiłam się gdy Maciek poprosił mnie o przyjście do niego do mieszkania. Nie wiedziałam jak mam to odebrać. Nigdy tam nie byłam i nawet nie wiedziałam czego się tam spodziewać. Niby chciałam tam iść, a z drugiej strony bałam się co on znowu wymyśli. Jego pomysły czasami zwalają mnie z nóg. Myślałam, że Karol z Andrzejem są do tego zdolny jednak chyba każdy w Skrze ma trochę niepoukładane w głowie. Większym lub mniejszym stopniu. Teraz wymyślili sobie bitwy. Są konkurencje i któryś z nich wygrywa. Później cieszą się z wygranej jak małe dzieci. Najgorsze jest to, że nawet nie powiedział mi dlaczego i po co mam do niego przyjść. Wiem tylko tyle, że to ma być niespodzianka. Już się boję się jego niespodzianki. Przecież nie wiadomo co mu do łba przyjdzie. Mam tylko nadzieję, że nikomu nic się niestanie.
Wszystko było przygotowane na jej przyjście. Sztućce, talerze, świece. Dzisiaj postanowiłem, że zrobię dla niej kurczaka w ziołach, a na deser sernik na zimno. Bałem się, że zwykły taki jak robi mama Justyny mi nie wyjdzie i nie będę miał czasu na zrobienie czegoś innego bądź kupienia w osiedlowej cukierni. Strasznie bałem się jej reakcji na to co się będzie działo. Czekałem tylko, aż w progu mojego mieszkania zjawi się ona. Piękna, z uśmiechem na twarzy dziewczyna, dla której zrobił bym wszystko. Mimo, że widzieliśmy się ostatni raz 4 godziny i 33 minuty, a bardzo za nią tęsknie. Ktoś z boku powiedział, że jestem głupi bo jeszcze młody, ale ja wiem, jestem wręcz przekonany, że to jest ta jedyna, z którą chcę spędzić resztę życia. Wszystko bym zrobił żeby jej nie stracić. To zbyt dużo mnie kosztowało.
Ubrałam się w czarną sukienkę, którą ubieram tylko na wyjątkowe okazję. Nie wiem czy ta okazja jest wyjątkowa, ale jeśli zaprosił mnie do siebie to nie będzie zwykłe oglądanie meczów czy bądź filmów jak to mamy w zwyczaju. Założyłam kilka dodatków i już mogę wybrać się piechotą w stronę mieszkania Maćka. Niby po trochę ponad pół godziny drogi wiedziałam, że spacer w tej chwili dobrze mi zrobi. Strasznie się bałam co tam spotkam lecz wiedziałam, że nic mi nie zepsuje tego wieczoru.
Poprawiałem obrus gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Patrząc przez wizjer ujrzałem ją stała w czarnej sukience podkreślającej jej figurę. Wyglądała zjawiskowo. Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Zaprosiłem ją do środka. Pomogłem ściągnąć jej płaszcz uprzednio po wieszając go na wieszaku w przedpokoju. Ciągnąc ją za rękę doszliśmy do pokoju, w którym miała odbyć się kolacja. Nigdy nie widziałem ją w takim stanie. Po prostu rzuciła się na mnie, przytulając tak, że ledwie co mogłem oddychać. „Dziękuje” wypowiedziane przez nią oznaczało więcej niż zawsze. Chociaż to tylko jedno słowo, jednak dla niej pokazywanie uczuć było trudne. Jej oczy tak błyszczały i wyglądały jak pięciozłotówki. Byłem szczęśliwy, że niespodzianka, którą dla niej przygotowałem spodobała się, a jedzenie, które przygotowałem nadawało się do zjedzenia. Gdy sprzątałem naczynia ze stołu objęła mnie w pasie, tak mocno, że nawet jakbym chciał jej uciec wątpię czy bym dał radę.
-Już nigdy nie będę taka dla ciebie. Nie chcę cię już więcej stracić. Tak bardzo cię potrzebuje. Jesteś dla mnie zbyt ważny.
Czekałem na te słowa. Tak długo na nie czekałem, aż w końcu je usłyszałem. W tym momencie nic do mnie nie docierało. Byłem szczęśliwy i nikt nie zakłóci mi szczęścia z nią. Osobą, którą kocham i jestem w stanie skoczyć za nią w ogień. Wiedziałem, że to jest pierwszy krok. Najważniejszy. Czekałem tak długo to poczekam ile tylko się da. Resztę wieczoru spędziliśmy bardzo romantycznie. Trochę potańczyliśmy w rytm znanych nam dobrze piosenek. Trochę szybszych trochę wolniejszych. Po powrocie Tyśki ze szpitala poprosiłem Olkę, aby nauczyła mnie tańczyć. Zgodziła się bez wahania. Zresztą to samo ma z Karolem. Jak nie ma szybszych piosenek to jest cała podeptana więc wie co to jest tańczyć z beztalenciem. Witamy w klubie panie Kłos. Nie tańczyłem może jak mistrz świat, ale było o wiele lepiej niż na zakończeniu sezonu z Klubem Kibica i ze sponsorami. Następna niespodzianka. Limit niespodzianek chyba do końca roku wykorzystałem, ale czego nierobi się dla niej. Niemiejąc już prawie na nic siły usiedliśmy na kanapie. Rozmawialiśmy. Bardziej ja prowadziłem swój długi wyczerpujący monolog. Odwróciłem głowę i to co ujrzałem zaskoczyło mnie. Przytuleni do siebie nawet nie wiedziałem kiedy Justyna zasnęła przytrzymując swoją głowę na moim ramieniu. Lekko położyłem ją na kanapie. Spała jak zabita. Nawet jeśli bomba by przeleciała nie było by to w stanie ją obudzić. Na jej ustach widać było uśmiech. Ściągnąłem jej buty i poszedłem do pokoju, w którym śpię po koc. Przykryłem ją oraz ucałowałem ją w czoło na dobranoc.

***
Blogger ostatnio zrobił  mi psikusa i nie miał zamiaru dodać posta ani nawet nie zapisał komentarza odautorskiego. Dopiero dzisiaj to zauważyłam. Mistrz ja :/ Mam nadzieję, że tym razem takiej świni mi nie zrobi :) Skra przegrała z Radomiem. Arkas z Trentino, a Lokomotiw z Lube. 2 ostatnie oglądałam i powiem, że już w samej końcówce myślałam, że Lube nie wygra. Chcę, żądam żeby Skra wygrała z Rzeszowem :) Oczywiście na PSN nie pokazują takich meczy bo szkoda, zresztą i tak bym nie obejżała bo w tym czasie będę w szkole. Chciałam się dalej uczyć to teraz mam. Coś na poprawę humoru: Bitwa #2 Pianki :D Wrona wygrał, a ja jestem w rozsterce bo nie wiem komu kibicować :) Niech wygra lepszy :) Pozdrawiam prawie z podłogi bo po obejżeniu wojny nawet nie mam siły wstać :)
P.S. Ponad 700 wyświetleń :) Jestem w mega wielkim szoku *_*  Nigdy bym się tego nie spodziewała nawet w snach :) Za wszystkie komentarze :) One strasznie motywują, a ja wiem, że ktoś to czyta :) Dziękuje :)