poniedziałek, 16 czerwca 2014
Zapraszam!
Zakończyłam opowiadanie o Państwie Wrona więc ruszam z kolejnym blogiem. Teraz tutaj możecie mnie znaleźć. Pozdrawiam :>
piątek, 21 marca 2014
Next!
Nowy blog, nowe sprawy, nowa akcja! Coś innego od poprzednich :) ---> Zapraszam :)
Edit: Epilog już jest :) Zapraszam :>
Edit: Epilog już jest :) Zapraszam :>
sobota, 8 marca 2014
Ogłoszenie
Zaginęła! https://www.facebook.com/photo.php?fbid=368515226623437&set=a.142716515869977.42172.100003948889548&type=1
Byłabym wdzięczna za każdy podany link, za każde podane dalej.
Pozdrawiam
J.
Byłabym wdzięczna za każdy podany link, za każde podane dalej.
Pozdrawiam
J.
poniedziałek, 24 lutego 2014
Ogłoszenie parafilne!
Takie małe ogłoszenie. Jest akcja!!! Jeśli ktoś jest z Inowroławia lub okolic. W dniu 02.03 (niedziela) w godzinach 9-13 jest organizowana zbiórka krwi przez HDK. Wystarczy spełnić kilka warunków, ale więcej dowiedzieć możecie się tutaj.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że może z kimś tam z was spotkam :)
Pozdrawiam i mam nadzieję, że może z kimś tam z was spotkam :)
wtorek, 4 lutego 2014
Epilog
Minął tydzień wygraliśmy po raz trzeci
z Transferem i jesteśmy w półfinałach. Widzieć radość chłopaków bezcenne. Nawet
Andrzej się cieszył chociaż sezon wcześniej grał w zespole Delecty
teraźniejszego Transferu. Dopóki nie dowiedzieli się z kim gramy następne
mecze. W półfinale gramy z Resovią. Trudny przeciwnik, ale my musimy z nimi
wygrać. Pierwsze dwa mecze u nas. Pokażemy im gdzie jest ich miejsce.
Gramy pierwsze mecze z Resovią. Chyba
bardziej denerwuje się od zawodników. Wiem, że mają szansę z nimi wygrać lecz
drużyna z Rzeszowa tak łatwo skóry nie sprzeda. Trzymając w ręku bluzkę z
numerem 9 od dobrych kilku minut patrzę jak rozgrzewają się chłopaki. Dlaczego
ten mecz nie może się zacząć? Niedługo przez nich zejdę na zawał. Wychodzą
szóstki i zaczynamy. Piłka dla nich. Widzę, że Falasca coś do nich pokrzykuje,
mobilizuje ich. Pierwsza przerwa techniczna za nami. Przegrywamy 7:8. Jeśli
ktoś myślał, że będzie szybkie 3:0 to się grubo pomylił. Wyczuwam pięcio setowy
bój. Chłopaki jakby byli inni. Zawsze na treningach ataki im wychodziły, a
teraz nawet porządnie nie potrafią trafić w piłkę. Kibice nie szczędzą gardeł. Pierwszy
set wygrywamy do 23, ale wymęczone. W drugim od pierwszych piłek prowadzi
Resovia. Niby ją staramy doganiać, ale przegrywamy tego jak i trzeciego seta do
20. Widzę w oczach chłopaków złość, sportową złość. Podrywamy się do walki i
wygrywamy czwarty set. Nie mogę, nie potrafię już usiedzieć na miejscu. Najchętniej
wkroczyłabym na boisku i sama pokazała Resoviakom gdzie jest ich miejsce. Jest
tie-break. Meczowa piłka dla Skry. Maciek wchodzi na podwyższenie bloku za
Niko. Nie chcę patrzeć na tą akcję. Zakrywam oczy i po chwili słyszę. Blok!
Blok!. Patrzę na Maćka. Tak to on zablokował Lotmana. Zadowolona razem z
Pauliną wchodzimy na boisko, gratulując wygranej. Chłopaki mają przed sobą
konferencje, masaże i analizę meczu więc Paulina podwiezie mnie do domu, a
jutro na mecz pójdę po Kubę i razem wylądujemy w Energii. Szóstki na boisku. Zaczynamy
my. Wszystko wygląda wspaniale. Wygrywamy pierwsze dwa sety do 21 i 17. Czyżby
Resovia nie pozbierała się po wczorajszej porażce. Trzeba umieć wygrywać, jak i
przegrywać. Kto wygrywa trzeci set ten wygrywa cały mecz. Mam nadzieję, że chłopaków
nie wybije z rytmu 10 minutowa przerwa przed trzecim setem. Wracamy na parkiet.
Chwila dekoncentracji Skry zostaje od razu wykorzystana. Jednak się nie
poddajemy i walczymy do końca. Jest po 23. Piłka jest nasza. Maciek wchodzi za
Niko na podwyższenie bloku. Może i tym razem uda się kogoś zablokować. Mario
wyrzuca piłkę. Leci, Ignaczak nie przyjmuje. Meczowa dla nas. Znowu to samo
tylko, że Igła przyjmuje, Tichaczek rozgrywa i atakuje Kosok, my bronimy
rozgrywa Karol i kończy atakiem z lewego skrzydła Conte. Wygraliśmy. Kibice
szaleją. No to teraz trzecia wygrana w twierdzy i finał jest nasz.
Chłopaki wyjechali zdobyć twierdzę.
Humory im dopisują. Nikt na nic nie narzeka, chyba tylko na to, że Karol znowu
zrobił komuś żart. Jutro grają mecz. Już tęsknie za Maćkiem. Za bardzo się do
niego przyzwyczaiłam.
Mury będą za nimi, ale my się nie
poddajemy. Każdy jest skoncentrowany na grze, na przeciwniku. Nie mamy czasu na
rozczulaniem się nad sobą. Najważniejsza jest wygrana. Pierwsze piłki mamy już
za sobą na razie wygrywamy, ale Rzeszów tak łatwo się nie podda. Pierwszy set
dla nas. Drugi dla Resovii. 10 minutowa przerwa dobrze nam zrobi. Odpoczniemy
po wcześniejszych setach. Nie mam zbyt dużo szans na pojawienie się na boisko,
ale jestem razem z chłopakami, a to się liczy. Trzeci set wygraliśmy, jeszcze
jeden i możemy się pakować do domu. W finale drużyna zwycięska zagra z Zaksą,
która wygrała z Politechniką Warszawską w swoim półfinale. Chciałbym, żeby to
była Skra. Jednak musimy wygrać tego seta. Idziemy punkt za punkt. Resovia nie
pomaga nam wygrywać. Kibice szaleją. Brakuje nam naszych kibiców. Niby mamy
jeden cały sektor, ale to jest zbyt mało. 24:23 Resovia na zagrywce i setowa
dla nich. Przyjmujemy, Niko rozgrywa, Mariusz atakuje. Mamy po 24. Kłos na
zagrywce, trudny flot, mają kłopoty z przyjęciem. Piłka rzucona w siatkę. Nie
dadzą tego przebić. Meczowa dla nas. Kłos znowu serwuje znowu tak samo trochę
lepiej przyjmują. Tichaczek rozgrywa do Lotmana, a ten atakuje w aut.
Weryfikacja. Nie było bloku, dotknięcia siatki. Jesteśmy w finale. Twierdza wreszcie
zdobyta.
Była chyba bardziej szczęśliwa od
chłopaków. Jesteśmy w finale. Pokonamy Zaksę i jesteśmy mistrzami. Jednak do
tego długa droga. Zaksa to tak samo trudny i wymagający przeciwnik jak Resovia.
Jesteśmy w Kędzierzynie. Dwa pierwsze
mecze rozpoczynamy w hali Azoty, następne dwa u nas, a piąty jakby trzeba było
rozegrać to w Kędzierzynie. Będzie trudny bój, ale kto da radę jak nie my.
Zatrzymamy Boćka na ataku i już mamy wygrany mecz.
Każdy jest zmobilizowany. Każdy daje z
siebie tyle ile tylko może. Nikt nie skarży się na kontuzje. Mamy dwunastkę,
która jest wstanie wygrać z każdym klubem w Pluslidze jak i z zagranicznym
rywalem. Bardzo boję się o Justynę. Została sama w Bełchatowie. Niby gdy
dzwoniłem do niej wszystko było ok., ale po tym wypadku jakoś nie potrafię panować
nad emocjami. Chciałbym żeby tu była razem ze mną. Siedziała na trybunach i
razem z KK dopingowała nas. Wygrywamy 3:2. Cieszymy się ze zwycięstwa. Trochę
więcej pograłem, ale już dawno myślałem o zmianie klubu w następnym sezonie.
Niby mam się od kogo uczyć, ale nic poza tym. Ostatni mecz w pełnym wymiarze nie
pamiętam jaki grałem. Chyba jak Mariusz był chory. To było strasznie dawno.
Wiem, że z moją decyzją wiąże się zdanie Justyny. Wiem, że ona by chciała dla
mnie jak najlepiej, jednak ja nie chcę żeby rzucała wszystko bo Muzajowi zachciało
się zmiany klubu. Na razie o tym nie myślę. Do końca sezonu jeszcze kilka meczy.
Potem może reprezentacja. Kadra B bo o ten pierwszej mogę sobie pomarzyć.
Rozłąka na dłużej. Czy my to wytrzymamy.
Drugi mecz z Zaksą nie przebiega po
naszej myśli. Przegrywamy 2:0. Zaksa jest dzisiaj w lepszej dyspozycji niż wczoraj.
Trudno nam zablokować Boćka, a jak już nam udaje to piłka ląduje w aucie. Musimy
wziąć się w garść jeśli nie chcemy przegrać. Dwa następne sety są dla nas.
Tie-break. My jak i przeciwnicy nie mamy już tyle siły co na początku
spotkania. Mariuszowi ataki już tak nie wychodzą, a o każdy punkt musimy z nimi
walczyć. Trener przygotował już tabliczkę do zmiany. Z numerem 2, chyba mu się
pomyliło. Prosi mnie do siebie i ją podaje. Nie wierzę w to. Chciałem pomóc
drużynie, jednak teraz mam wątpliwości czy mi się to uda. Pierwszy, drugi, trzeci
atak skończony. Piłka meczowa dla nas. Wyrzucam piłkę i as. Wygraliśmy. Nie
wierzę w to co się stało. Prowadzimy 2:0 w meczach. W piątek rewanż w Ulu.
Wygramy.
Tydzień minął bardzo szybko. Z Maćkiem
niemieliśmy za dużo czasu dla siebie, jednak po raz pierwszy nie przeszkadzało nam
to. Najważniejsze jest teraz Mistrzostwo. Gdy przegrywaliśmy byłam razem z nim,
gdy wygrywaliśmy cieszyłam się razem z nim. Siedzę z Kubą w hali. Chciałabym żeby
już było po sezonie. Jeden mecz i już jesteśmy mistrzami po dwóch latach
przerwy. Kibice dopisali. KK już szaleje jak to ma w zwyczaju. Nie wiem jak
ludzie mają taką werwę. Pierwszy set dla nas Maciek tylko przez chwilę był na
boisku na podwyższenie bloku. Drugi dla Zaksy. 10 minutowa przerwa nie powinna wyrwać
ich z rytmu. Trzeci dla nas. Ostatni punkt. Już nikt nie siedzi na hali. Wszyscy
wstali i krzyczą ostatni. Maćkowiak wchodzi za Conte. Jego zagrywka potrafi odrzucić
rywala od siatki, ale też potrafi zaserwować asa. Nie patrzę. Cisza. Trochę
mnie to martwi. Może coś się stało. Bociek się myli. Wygrywamy, jesteśmy
Mistrzami. Mistrzem zostaje Skra, wicemistrzem Zaksa, a trzecie miejsce
przypada Resovii po trzech zwycięskich meczach z Polibudą. Ceremonia wręczenia
medali i najlepszych zawodników w finale już za nami. Niektóre są nasze
niektóre przeciwników. Najważniejsze, że wygraliśmy i znowu powracamy na tron. Wszyscy
oblani zostali szampanem. Przeczuwam, że ta noc tak szybko się nie skończy, a głowa
na drugi dzień będzie bolała.
Tak jak przypuszczałam. Maciek został
powołany do reprezentacji. Wszystko co jeszcze nie było załatwione ze ślubem
Marleny zostało na mojej głowie. Maciek przyjedzie w dzień ślubu, a w
poniedziałek rano już musi się stawić z powrotem do Spały. Taki ma zawód.
Tęsknię za nim jednak cieszę się, że może robić to co tak naprawdę kocha.
Dzień ślubu. Marlena chodzi jak
oszalała. Czasami zastanawiam się jak wytrzymuje z nią Tomek. Dodając jej otuchy,
chociaż mi się tylko tak wydaje. Chodzi nadąsana jak osa. Boi się, że coś nie
wyjdzie, a Tomek zostawi ją przed ołtarzem. Prędzej ona by mu to zrobiła.
Tylko, że ze strachu. Myślałam, że może boi się nocy poślubnej. Zostałam
zgromiona wzrokiem i dla mojego dobra nie odzywałam się już prawie wcale. Maciek
dojechał z samego rana., tak jak obiecał Nawet tak praktycznie się nie widzieliśmy.
Fryzjer, makijażystka, kosmetyczka, do tego uspakajanie histeryzującej Marleny.
Tylko wpadłam do domu żeby się przebrać w moją żółtą sukienkę z czarną dużą
kokardą na boku, założyć dodatki i tyle spędziliśmy ze sobą czasu. Maciek jak
na niego wyglądał bardzo ładnie. Garnitur pięknie skrojony, do tego biała
koszula i żółty krawat, który idealnie pasował do mojej sukienki. Nie żebym
była jakaś niemiła, ale czasami jak się ubierze to strach się z nim pokazywać bo
swoim ubraniem jak i fryzurą może doprowadzić do zawału. Dzisiaj wygląda
wspaniale. Jestem szczęśliwa, że mogę z nim być. Wydaje mi się, że nawet będę o
niego zazdrosna. Kuzynki, ciotki Marleny i Tomka znając życie będą się kręciły
koło niego doprowadzając mnie do szaleństwa. Jednak wiem, że on mnie kocha i
nie powinnam się przejmować innymi dziewczynami. Jednak taka jest nasza natura.
Pakujemy się do auta taty. Będziemy mogli pić ile tylko dusza zapragnie bo nikt
z nas nie będzie musiał robić za kierowcę. No powiedzmy bo dla Maćka dobra
lepiej by było jakby trochę przystopował bo jak się trenerzy dowiedzą to mogą być
problemy, a w poniedziałek musi wrócić do spalskiego lasu. Jesteśmy już w kościele,
za chwilę będzie słychać Marsz Mendelssona. Już na sama myśl o tym w moich oczach
pojawiają się łzy. Łzy szczęścia. Wszyscy zebrani rozsiedli się w ławkach czekając
na Pannę Młodą. Obok nas siedziała Monia z Sebą. Pięknie wyglądali, a Monika
widząc Maćka stwierdziła, że chyba ktoś go podmienił o zbyt ładnie wygląda. Na co
wybuchliśmy śmiechem, aż ludzie siedzący za nami w ławce trochę mruczeli pod
nosami, że tak nie wolno zachowywać się w kościele. Mieli rację jednak to było
silniejsze od nas. Widziałam jak cos szeptali pomiędzy sobą. Mam nadzieję, że czegoś
nie wykombinowali bo znając ich możliwości wszystkiego można się spodziewać, a
to jest dzień Marleny i Tomka i nikt nie ma prawa zepsuć coś w ich dniu. Cała ceremonia
minęła w miarę szybko, obyło się bez komplikacji, nikt nie usnął, a Marlena i
Tomek wyglądali tak przepięknie, że nawet nie przeszkadzało mi jak fotograf i
kamerzysta „upolował” sobie mnie do robienia zdjęć. Czyżbym była aż tak
fotogeniczna. Wątpię. Wyszliśmy przed kościół czekając na rzucenie w państwa
młodych grosikami oraz ryżem. Gdy już para młoda pozbierała wszystkie grosiki i
wszyscy złożyli już życzenia udaliśmy się na salę. Była pięknie udekorowana.
Sama gdy będę kiedyś w dalekiej przyszłości brała ślub chciałabym żeby podobnie
wyglądała. Prosto, ale elegancko. Bez żadnych niepotrzebnych dodatków. Jedzenie
musiało im wszystkim smakować bo na talerzach nie zostało prawie nic. Pierwszy
toast. Pierwszy taniec. Kamerzysta z fotografem uwijali się za trzech żeby
wszystko wyszło pięknie, a jedyny dzień w życiu był tak jak sobie
zaplanowaliśmy. Trochę wypiliśmy, potańczyliśmy, ale tak jak przypuszczałam Maciek
został obiektem kuzynek pary młodej, jednak szybko rezygnowały po zatańczeniu chociaż
jednego utworu z Maćkiem. Udawał, że nie potrafi tańczyć. Za dużo to nie musiał
bo do króla parkietu nie należy. Ja wiedziałam jak trzeba tańczyć z Maćkiem
jednak one nie. Trochę techniki i człowiek się gubi. Było mi strasznie przykro
z tego powodu, jednak w duchu śmiałam się z ich nieporadności. Ja nie
narzekałam na wolny czas bo jak nie tańczyłam z panem młodym, to z Sebastianem,
albo kuzynami, wujami czy tatą Marleny. Przyszła pora oczepin. Najlepsza część ślubu.
Tylko dziwiło mnie zachowanie Marleny, Tomka, Moni, Maćka i Seby .Szeptali
pomiędzy sobą. Trochę się dziwie przecież nigdy niemieliśmy przed sobą
tajemnic. Jakby coś przede mną ukrywali. Chciałabym się ich spytać, ale żaden z
nich nie przyzna się do niczego. Wszystko wyszło tak jak miało wyjść. No
prawie. Monia złapała bukiet, ale muszkę niestety złapał Maciek. Już jej współczuje
tańca z tym sierotą. Podeptana na 100 % chyba, że podglądała jak ja tańczę z
nim. Lepiej dla nich by było jakby zatańczyli Harlem Shake bo w tym rodzaju tańca
Maciek jest mistrzem, a Monika da radę to zatańczyć. Sebastian udawał, że płacze,
ale to chyba przez ten alkohol. Ja na pewno mojego Maćka jej nie oddam więc
może być spokojny o Monikę. Gdy już chcę usiąść do stołu. Słyszę z mikrofonu
głos Maćka. Co on znowu kombinuje. Pewnie przez to zachowywali się dziwnie. Niech
tylko ich dorwie. Tylko on nie robi tego co ja myślę. Proszę niech to będzie
sen, a ja się obudzę i będzie tak jak dawniej.
–czy mogę poprosić tu na środek moją dziewczynę
Justynę.
Idę żeby czasem nie musiał tego powtarzać
drugi raz. Nie jestem zadowolona z jego pomysłu jednak dla świętego spokoju
wysłucham co ma mi do powiedzenia. Goście chyba niebyli zaskoczeni tym co się
dzieje. Wszyscy wszystko wiedzieli tylko nie ja. Ja co powinnam o wszystkim
wiedzieć.
-znamy się nie od dziś. Bo już kilka
lat. Wiem o tobie wszystko. Ty o mnie też. Byłaś ze mną kiedy tak naprawdę cię
potrzebowałem, a ja razem z tobą. Cieszyłaś się z każdego zdobytego przeze mnie
punktu bardziej niż ja. Z mistrzostwa, które zdobyłem dla ciebie. Z każdego MVP
spotkania, które zawsze w wywiadzie mówiłem, że to dla ciebie go zdobyłem. Kocham
Cię jak nikogo w życiu nie kochałem. Nie będę przedłużał bo nigdy nie byłem
romantykiem, a tak szczerze to już wszyscy zasypiają od mojej przemowy. Justyno
czy zostaniesz moją żoną?
Nogi się pode mną ugięły nie
wiedziałam co mam powiedzieć. Słyszałam jak Monia z Marleną szeptały mi do ucha
„Zgódź się. Będziesz z nim szczęśliwa. Nie zmarnuj tego.” Gdy nie wiem jakim
cudem doszłam do Maćka, przytuliłam go, a łzy które kapały mi po policzkach
plamiły jego koszulę. Nie musiałam nic mówić bo on sam wiedział co chcę mu
powiedzieć. Włożył mi na palec piękny pierścionek z małym diamencikiem. Wszyscy
nam gratulowali.
Tańców nie było końca. Gdy patrzę na
pierścionek nie mogę się nadziwić, że niedługo zostanę panią Muzaj.
***
To już jest koniec historii Justyny i Maćka. Coś się kończy coś się zaczyna. Dziękuje:
- wszystkim za przeczytanie chociaż jedno słowa
- za 1067 wyświetleń
- za każdy zostawiony komentarz
- dziękuje, dziękuje i jeszcze raz dziękuje
Nie potrafię tego wyrazić słowami jak jestem wam wdzięczna. Trudno się jest z wami rozstać, ale kiedyś musiał przyjść ten czas.
Do zobaczenia kiedyś tam :)
J.
środa, 4 grudnia 2013
Rozdział XVII
„Tak bardzo brakuje mi ciebie”
Loka – Prawdziwe Powietrze
Jesteśmy już po sezonie zasadniczym. Skra
jest liderem, Zaksa vice, Resovia o dziwo piąta, przed nią jeszcze Politechnika
i beniaminek z Radomia. O miejsce w półfinale gramy z dużo niżej notowanym Transferem.
Niby przeciwnik wydaje się łatwy, wygraliśmy z nim dwa razy w sezonie 3:0, ale cicha
woda brzegi rwie i nigdy nie można mówić, że to słaby przeciwnik i nie można go
lekceważyć. Na nasze szczęście żaden z siatkarzy nie ma kontuzji, każdy jest
zdolny do gry, na nic nie narzeka i chce pomóc drużynie nie z kwadratu tylko na
boisku. Widać pomiędzy nimi rywalizację, ale tą zdrową. Widać dużo radości z
gry co w poprzednim sezonie jakoś nie było widać. Widać, że to jest inna
drużyna niż rok temu. Nie jest tą drużyną, która przepraszała kibiców za
porażki, rozpamiętywała je, dla której piąte miejsce było szczytem marzeń.
Mecze w Pucharze CEV wygrywamy jeden za drugim. Z Maćkiem widujemy się rzadziej
niż wcześniej, ale wiedziałam, że życie siatkarza to nie tylko sława, duża ilość
fanek lecz także częste wyjazdy, mecze na końcach Polski, wylanych hektolitrów
potu na sali i dużo treningów. Boję się, że nasz związek tego nie przetrzyma. Niby
mój ukochany mówi mi, że wszystkie nasze rozłąki odbijemy sobie po sezonie, pojedziemy
na tydzień lub dwa nad morze, w góry albo za granicę. Gdzie tylko będę chciała,
jednak ja od razu wybijam mu to z głowy, a decyzję o wakacjach podejmiemy
wspólnie. Będziemy tylko we dwoje i nic ani nikt nam nie będzie przeszkadzał. Jednak
ja nie jestem pewna czy dotrwamy do końca sezonu, będę próbowała z wszystkich
walczyć o ten związek, bo kocham Maćka, ale to nie wszystko zależy ode mnie. To
zależy od nas. Jeśli nawet po sezonie będziemy chcieli spędzić krótkie wakacje to
jak powołają go do kadry to prosto pojedzie do Spały szlifować formę przed
Mistrzostwami Świata w Polsce. Jesteśmy pomiędzy młotem, a kowadłem. Niby z
jednej strony będę się cieszyć, że dostał powołanie i szansę żeby się pokazać,
ale z drugiej będę za nim cholernie tęsknić bo jak zamkną go w tym Spalskim
lesie to nie wypuszczą dopiero po mistrzostwach. Jestem bezradna. Dlaczego życie
jest takie skomplikowane.
Ciągłe mecze nie pozwalają mi na
regularne spotykanie się z Justyną. Wiem, że ją zaniedbuję. Czasami chciałbym
żeby była blisko mnie. Nawet pomilczała, posiedziała przy mnie nie pytając o nic.
Przez dalszą część rozgrywek więcej jestem na hali niż w domu. Niby przychodzę
specjalnie wcześniej, wpada do marketingu, co już stało się tradycją, trochę
gadamy przeważnie o błahych sprawach, o tym jak się czuję, czy wszystko jest w
porządku, ale to nie to samo co w domu czy nawet na spacerze, razem bez osób
trzecich. Niech już ten sezon się skończy. Czasami już brakuje mi siły, ale
żeby wygrać mistrzostwo po dwóch latach przerwy trzeba zaciskać zęby i pracować
za trzech. Może się powtarzam, ale wiem, że przez te wszystkie mecze, wyjazdy
zaniedbuję Justynę. Pamiętam jak obiecałem jej jeszcze w szpitalu, że nie
pozwolę żeby ktoś ją skrzywdził jednak teraz w tym momencie jak ja mogę ją ochronić
jeśli nawet nie ma mnie w Bełchatowie tylko jestem w rozjazdach. Nawet nie
pamiętam kiedy ostatnio na spokojnie rozmawiałem z rodzicami i babcią. Boję
się, że nasz związek tego nie udźwignie. Boję się, że ją stracę. Wiem, że nawet
jeśli przyniosę jej kwiaty, jakąś bombonierkę to nie pomoże w poprawie relacji
pomiędzy nami. Widzę, że Tyśka rozumie, że to nie zależy ode mnie, że ja najchętniej
rzucił bym w cholerę siatkówkę i dla niej przekreśliłbym moją karierę
siatkarską. Wiem, że nie pozwoliłaby na to. Jakby tylko mogła zaciągała by mnie
siłą na halę ćwiczyć jeszcze bardziej niż chłopacy. Była by moim prywatnym
trenerem nieopuszczającym mnie nawet na krok. Wie co to jest rezygnacja z
marzeń. Wie bo sama rzuciła siatkówkę, coś co kochała, co dawało jej spokój. Coś
co się tylko w tym momencie dla niej liczyło. Coś co dawało jej siłę przezwyciężać
wszystko co działo się w domu. Siatkówka była dla niej czymś innym niż dla
każdego sportowca, była czymś czego nawet nie da się opisać słowami.
Dni mijają, a ja już nie wiem co mam robić.
Znajduję sobie byle jakie zajęcie tylko żeby czas mi szybciej minął, a karty w
kalendarzu cały czas pokazują tą samą datę, a czas jakby się stał w miejscu, a
nie płynął do przodu. To wpadnę do przedszkola po Kubusia, który jest
szczęśliwy, że go odbieram z przedszkola i mogę spędzić z nim trochę czasu, a
to do dziewczyn, wnerwiając przy tym Marlenę, która tak się denerwuje ślubem i
weselem, że ciekawe jak będzie się zachowywała w dzień ślubu albo przed ołtarzem
mówiąc słowa przysięgi małżeńskiej, a to na jakąś pizzę z Olą, Paulą i Arkiem,
którzy próbują jakoś dotrzymać mi towarzystwa. Wiem, że to wszystko zasługa
Maćka, ale on nawet nie ma zamiaru się do tego przyznawać. Chociaż ja i tak
wiem swoje. Coraz bardziej tęsknię za tym moim wielkoludem. Niby dużo
rozmawiamy przez telefon, na skype, piszemy smsy, ale to nie to samo. Rozmowy z
panią Haliną i babcią Teresą jeszcze bardziej mnie dołują. Próbują mnie pocieszyć
chociaż tak naprawdę to ja ich powinnam. Oni widzą swojego syna i wnuka tylko
kilka razy do roku chyba, że przyjeżdżają do niego w odwiedziny, a ja go
praktycznie widzę więcej w ciągu tygodnia niż one przez rok. Dziękuję, że go
mam przy sobie, a nie jak inne dziewczyny kilka razy w roku, a połowa z tego to
przyjazdy na święta. Nie wiem jakbym bez niego wytrzymała. Czasami mnie
denerwuje wygłupiając się i łaskocząc mnie czego wie, że nie lubię, ale za chwilę
mi przechodzi. Nie potrafię się na niego gniewać. Wystarczy tylko jego hollywoodzki
uśmiech, a ja od razu wymiękam. Takie wielkie, stare dziecko. Chcę tylko, że
już się ta plus liga skończyła. Chcę go mieć tylko dla siebie.
Jesteśmy już po meczach z Transferem,
szybkie gładkie dwa mecze po 3:0. Wracamy do Bełchatowa w wyśmienitych nastrojach.
W autokarze nikt nie jest cicho, każdy coś śpiewa. Nawet Nikiego, Faku, Samiego
i Aleksa uczymy śpiewać „Hello”, średnio im to wychodzi, ale nie jest aż tak
źle jak można by było się spodziewać. Oczywiście wszystko zostało nagrane i
przez Mariusza albo Andrzeja zostanie dodane na fejsika co już jest tradycją i
dziwne by było jeśli by się tak nie stało. Niestety nie miałem okazji za dużo pograć.
Trener wpuszczał mnie za Niko na podwyższenie bloku albo na zagrywkę bo dzisiaj
nam szwankowała. Mariusz jest w formie i to jemu bardziej ufa trener niż mi.
Doświadczenie, umiejętności, wszystko wskazuje na to. Wiem, że jestem młody i wszystko
przede mną, ale nikt z całej dwunastki nie chciałby oglądać mecz z kwadratu dla
rezerwowych. Niby cieszę się, że wygraliśmy, ale dużej zasługi z mojej strony
nie było. Rewanż u nas za tydzień. Dobrze, że nie kolejny wyjazd i kilkaset
kilometrów poza domem. Już wszyscy mają dość sezonu oprócz Karola, który przeżywa,
że jeśli Stefan go nie powoła do kadry to nie będzie miał co wstawiać na fan
page na fejsa, a jego samojebki nie są już w modzie i nikt mu ich nie lajkuje. Czasami
się dziwię jak ja z takimi osobami jak Karollo można przebywać, przecież
niedługo to on by nam zrył psyche swoim nietuzinkowym poczuciem humoru. Jednak
będę może nie tęsknił za nim, ale będzie mi go brakować. Za bardzo się do niego
przywiązałem, a może nie zanim tylko za jego wygłupami znanymi na cały świat.
Chłopaki wygrali, cieszę się razem z
nimi. Wiem, że coraz bardziej jest im wygrywać mecze bo sezon był dłuższy niż
zwykle po powiększeniu ligi zagrali tylko 4 mecze więcej, a jak doszły mecze w
Pucharze CEV to trochę się ich nazbierało, a kalendarz był prawie zapchany po
brzegi przez to, że nie chcieliśmy przekładać meczy na inne terminy. Widać to
po nich, a Falasca coraz bardziej musi przeprowadzać zmiany. Dobrze, że mamy
równą dwunastkę i można z czego wybierać bo każdy gra na takim samym poziomie. Cieszę
się, że w końcu spotkam się z Maćkiem. Niby to tylko kilka dni rozłąki, ale
jakoś bez niego przy boku dziwnie się czuję. Tak wiem, że jestem egoistyczna,
że zamiast dać chłopakowi odpocząć po podróży i meczach to ja go gdzieś ciągnę,
ale naprawdę się za nim stęskniłam, a to jest silniejsze ode mnie. Niestety już
taką mam naturę. Już kilka minut temu powinien być autokar przed halą, a tu ani
go nie widać ani go nie słychać. Trochę się o nich martwię, żeby czasem się nic
nie stało. Może mieli problem z wjazdem do miasta. Ja się nawet nie znam kiedy
są korki, problemy z wjazdem i wyjazdem z miasta itp. Jestem zdenerwowana bo
nikt nic nie wie. Dziwnie się czuję bo z min dziewczyn chyba tylko ja
histeryzuję. Odetchnęłam z ulgą widząc w oddali zbliżający się w stronę hali
autokar w żółto – czarne barwy z siatkarzami. Nie wiem co by było ze mną jeśli
by w ciągu 5 minut nie przyjechali. Już nie tylko bałam się o Maćka, ale o
resztę skrzatów też.
Gdy wysiadłem z autokaru zobaczyłem szczęśliwą
Justynę. Cieszyła się jakby ducha zobaczyła, trochę się jej przyglądałem, ale
może jestem przewrażliwiony. Nawet przez chwilę wydawało mi się, że płacze. To
wszystko przez te podróże i notoryczny brak czasu dla siebie. Tą końcówkę dnia
spędziliśmy razem tylko we dwoje. Porozmawialiśmy o meczach, o mojej grze, o podróży.
Oglądaliśmy filmy, które wcześniej nawet by nie obejrzała. Nawet by nie spojrzała
na opakowanie płyty. Wiem, że robiła to wszystko dla mnie. Wiem, że mnie spiera
we wszystkim co robię. Jednak mi tylko wystarczał jej uśmiech. To, że była
razem ze mną kiedy jej najbardziej potrzebowałem. Kiedy potrzebowałem żeby mnie
przytuliła. Widać, że się za mną stęskniła, tak jak ja za nią. Tylko nie
wiadomo, które bardziej. To nie było ważne w tej chwili.
***
czwartek, 28 listopada 2013
Rozdział XVI
„Będzie!
Będzie zabawa!
Będzie się działo!
I znowu noc będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.”
Będzie się działo!
I znowu noc będzie mało.
Będzie głośno, będzie radośnie
Znów przetańczymy razem całą noc.”
Piersi – Bałkanica
Święta jak i nowy rok minęły nam bardzo
szybko. Święta spędziłam z Maćkiem, mimo, że miałam obawy przed spotkaniem z
jego rodzicami i rodziną, wszyscy przyjęli mnie bardzo miło. To była
spontaniczna decyzja. Nie wiem nawet ile się zastanawiałam. To był moment. Wiedziałam,
że dla niego jest to bardzo ważne, że chciał je spędzić razem ze mną. Tyle dla
mnie zrobił więc mimo tego, że to jest wbrew moim zasadom postanowiłam, że
pojadę z nim do Wrocławia, poznam jego rodzinę, o której dużo mi opowiadał. Pani
Halina okazała się wspaniałą kobietą. Mogłabym z nią rozmawiać całymi
godzinami. Chociaż tak naprawdę najbardziej się jej bałam. Bałam się, że
pomyśli sobie, że zależy mi na sławie Maćka, jego pieniądzach, chociaż nie była
taka prawda. Kochałam go taki jaki jest, a nie jaki gruby ma portfel i w ilu
czasopismach będę na okładce. Bałam się jej reakcji, że nie jest już jedyną
kobietą, którą kocha jej syn i wszystko będzie chciała zrobić żebyśmy jak
najszybciej się rozstali, a Maciek znalazł sobie inną dziewczynę w swoim wieku,
bez przeszłości jaką ja miałam. Niby nie nalegała abym jej coś opowiedziała o
sobie, praktycznie wszystko co wcześniej się działo w moim życiu jej
powiedziałam. Nawet wydawało mi się, że jest lepszym psychologiem niż ten
lekarz co do niego chodzę na sesje terapeutyczne płacąc co miesiąc niemałe
kwoty. Czułam się jakbym znała ją kilka lat. Mogłam jej zaufać. Jakby była moją
matką. Czasami nawet wydawało mi się, że bardziej się o mnie troszczy niż o
swoich najbliższych. Nawet Maciek nie był dla niej ważny. Żałuję, że mieszkamy
od siebie tak daleko. Jednak bardzo chcę żeby jak najczęściej tylko się da ją
odwiedzać, nawet na jeden dzień, a ona nas w Bełchatowie.
W wigilię myślałam, że spędzę przy
garach pomagając mamie i babci Maćka jednak nie dopuszczono mnie do nich
twierdząc, że jestem gościem, a goście nie powinni pracować i się przemęczać.
Nigdy nie lubiłam spędzać przy nich, ale tak bezczynnie siedzieć i patrzeć jak
inni pracują nie było dla mnie. Jednak chciałam się do czegoś przydać zamiast
czekać na wszystko gotowe. Jaki ja gość jeśli traktują mnie jak własną córkę. Nawet
gdy chciałam wynieść śmieci dostałam niezły ochrzan, a Maciek wszystko za mnie
robił. Chyba nie chciał abym się denerwowała, albo jego mama i babcia.
Myślałam, że do końca świąt z nimi zwariuje. Jeszcze mój ukochany, dla którego
w ostatniej chwili zmieniłam plany był przeciwko mnie. Dziękuje mu za wsparcie.
Czułam się jak kobieta na ostatnich nogach w ciąży, której nic niewolno pod
żadnym wypadkiem robić. Może jeszcze oddychać nie będę. Trochę głupio się czułam,
ale nie chciałam się narażać przyszłej teściowej, bo babcię bym przekonała na
swoją stronę. Nie wiem może ten mój niezapowiadany przyjazd zasugerował im, że
zostaną dziadkami, że nie powinnam się przemęczać. Jestem zbyt młoda żeby zostać
mamą. Jestem zbyt nie dojrzała. Jednak jakbym była to wszystko bym musiała
zmienić. Świat by się obrócił o 360 stopni. Wszystko co zaplanowałam musiałabym
zmienić, ale nie żałowałabym tej decyzji. Zapachy wydobywające się z kuchni tak
bardzo przypominały mi święta w moim rodzinnym domu. Czasami zamiast skręcić w
prawo to ja skręcałam w lewo. Te zapachy jednak nie dawały za wygraną. Jedyną
atrakcją w tym dniu było lepienie bałwana z dzieciakami i podjadanie potraw,
które były przygotowane przez mistrzynie kuchni. Zapomniałam o Maćku, przecież
to też dziecko, trochę wyrośnięte, ale zawsze dziecko i to jeszcze najgorsze ze
wszystkich. Dosyć, że wywyższał się swoim wzrostem to jeszcze buntował tych
młodszych na mnie, przez co nie zostało na mnie nawet ani jednej suchej nitki.
Zostałam obrzucona śnieżkami ze wszystkich stron. Nawet nie miałam siły się
ratować sprzed kolejną porcją kulek. Maciek się ze mnie nabijał, ale nie było
już mu do śmiechu jak sam dostał ode mnie jedną z kulek, które starałam się w
niego rzucić od dłuższego czasu chociaż to niebyło łatwe jakby się to wszystkim
mogło wydawać. Oczywiście nie obyło się o pytań babci Maćka kiedy planujemy
ślub, a strasznie chciałaby dożyć tych chwil i straszyła swojego ulubionego wnuka,
że musi się pospieszyć bo mu spod ołtarza dziewczynę ktoś zabierze. O wnukach
nie wspominam. Jakie one by były piękne. Ciekawe tylko czy po mamusi czy po
tatusiu. Byle żeby charakter odziedziczyły po Maćku, bo mój nikomu nie życzę
żeby go miał. Po prostu lepiej tak by było dla wszystkich. Niekiedy Maciek sam
się przekonuje. Najgorsze było śpiewnie kolęd i pastorałek. Najchętniej bym
uciekła od Maćka jak najdalej się da jednak jego ręka nie pozwoliła mi na to
jakby wiedział co mam w planach. Zresztą kto przy nim by wytrzymał. „Cicha Noc”
to zdecydowanie nie jego kolęda. Inne jakoś dało się słuchać, ale tą już
naprawdę nie dawałam radę. Powstrzymywałam się od śmiechu jednak po kilku
pieśniach nie wytrzymałam. Przepraszałam za swoje zachowanie jednak nikt się
nie dziwił. Nawet żartowali, że i tak długo wytrzymałam znając zdolności
muzyczne Macieja i takim oto sposobem uwolniłam się od niego. Momentami zastanawiałam
się czy czasem nie ogłuchnę i po kim odziedziczył takie fałszowanie bo rodzice
i babcia może nie śpiewają rewelacyjnie, ale miło się ich słucha. Poszliśmy na
pasterkę, a w drodze powrotnej o mały włos nie zostawili by mnie w samochodzie
bo usnęłam w drodze powrotnej. Ogólnie 24 grudnia spędziłam w miłym
towarzystwie i ciepłej przyjemnej atmosferze. Od kilku lat nie spędzałam takich
świąt. Resztę świąt przebiegła tak samo na rozmowach do późnych godzin
wieczornych. Bardzo dziwnie się czułam opuszczając rodzinny dom ukochanego. Wiedziałam,
że będę tęsknic, chociaż starałam się to ukrywać jednak po żegnaniu się z
przyszłymi teściami i babcią emocje dały o sobie znać. Najbardziej będę tęsknić
za babcią Tereską. Pokrzyczy, powyzywa, a ja i tak ją kocham. Chyba nawet jak
Maćka. Mimo, że ma tyle lat, chociaż kobietę nie powinno się pytać o wiek jest
bardzo rozrywkowa i na czasie. Dziwiła się, że z tym wariatem wytrzymuje. Bo
niejedna już po kilku dniach odpuściła znajomość z nim. Widać chodziło im tylko
o sławę i popularność. Bardzo się zżyłam z domownikami. Otwarci, wspaniali
ludzie. Jednak gdy nas odwozili na pociąg najchętniej by powrócili by z nimi z
powrotem do domu.
Dni pomiędzy świętami a nowym rokiem
spędziłam praktycznie w domu na halę do pracy przychodziłam tylko kiedy było
potrzeba, a resztę czasu spędzałam u Kuby, taty i Anity. Młody nawet ucieszył
się z prezentu lecz nie podobało mu się to, że zamiast spędzić święta z nim
wolałam towarzystwo Maćka i jego rodziny. Udawał focha, ale jako ta dobra
siostra, która rozpieszcza swojego jedynego brata dała mu paczkę żelków i
wszystko wróciło do normy. Niby wraz z Anitą tłumaczyliśmy mu, że Maciek jest
moim chłopakiem i chciałam poznać jego rodziców, rodzinę, ale jakoś go nie
przekonało, a do Maćka powiedział, że nie będzie się odzywał bo mu jego ukochaną
Justynkę zabiera i teraz przez niego nie ma nawet czasu dla niego. Nawet Maciek
próbował go przekonać zapraszając do kina i na lody czy na treningi, a młody
niby nie chcąc mu robić przykrości zgodził się na tą propozycję, ale jakoś czasami
starał się mu docinać za co od razu został ode mnie pogadankę, że tak nie wolno
mówić. Nie przejmował się tym tylko dalej robił tak jak wcześniej, a mi nie
było głupio i wstydziłam się za niego tylko było mi cholernie smutno, że dwie
osoby, które kocham nie mogą się porozumieć pomiędzy sobą. Dzień przed
sylwestrem chyba podziałał na małego i kazał mi przyjść z Maćkiem bo chciał go przeprosić
za swoje zachowanie, a mi od razu spadł wielki kamień z serca. Przydało by się
jeszcze mnie przeprosić, ale ważne, że oni się pogodzili i nawet Kuba pokazał mu
samochód jaki mu kupiłam. Nawet dał mu poprowadzić. Byłam w szoku bo mi
powiedział, że jeszcze mu zepsuje jak wezmę w swoje ręce. Dużo przez telefon rozmawiałam
z przyszłą teściową i babcią Tereską. Z tatą Maćka nie miałam takiego dobrego
kontaktu. Fajnie się rozmawiało, ale nic poza tym. Oczywiście nie obyło się bez
namawiania nas do przyjazdu. Niestety dopiero jak dobrze pójdzie przed świętami
wielkiej nocy będziemy mieli trochę wolnego. Te święta jednak wolała bym spędzić
z moją rodziną. Tu w Bełchatowie. Może nam się uda i razem spędzimy te święta.
Sylwester spędzony w gronie siatkarzy.
Niesamowite przeżycie. Chłopaki trochę poszaleli, ale w końcu to jedyny dzień w
roku, na który możemy sobie na więcej pozwolić. No oprócz zakończenia sezonu,
ale to jest wiadome. Wódka lała się strumieniami. Nikt sobie nie żałował. Jednak
ja sobie odpuściłam. Chciałam to wszystko sobie udokumentować i pokazać całemu
światu dzięki portalom społecznościowych jak siatkarze Skry Bełchatów
przywitali Nowy Rok. Lepsza bym była nawet od naszej małej blondyneczki. Chociaż
blondi tak po północy nie wiedział co się dzieje bo troszeczkę tylko przesadził
z alkoholem. Nawet Olka już nie miała z nim siły. Dobrze, że chociaż na
początku imprezy sobie z nim potańczyła. Ja to jeszcze jako tako z Maćkiem
dawałam sobie radę, chociaż jeszcze nie widziałam go w takim stanie. Jeśli można
to jednym słowem ująć „było grubo”. Zdecydowanie za grubo. No dobra lekko mówiąc
pod stołem bardzo dobrze się śpi, Andrzej Wrona jest najlepszym środkowym na
świecie, a Zati wale nie jest taki grzeczny jak innym się wydaje. Zwierzenia
Kłosa były najlepszym punktem imprezy, a dodatkowo były hitem wszystkich imprez,
na których był środkowy Bełchatowskiej drużyny. Zdecydowanie. Dzięki mojej
komórce z funkcją nagrywania wszystko zostało opublikowane, a Karol przez trzy
dni marudził mi, że wykorzystałam jego chwilę słabości przeciwko niemu. Inni
siatkarze mieli radość i wszyscy byli szczęśliwi. Chociaż raz udało mi się ponabijać
się z Karola. Uczucie bezcenne. Czekałam na tą chwilę chyba od kiedy zaczęłam pracować
w Skrze. Jaka ja niegrzeczna. Zresztą ja nie ciągnęłam go za język, bo on sam
to wszystko powiedział. Zbyt dobry mam na niego wpływ, a kibice chociaż się ucieszyli.
Wszystko ma swoje plusy i minusy. Najlepiej nie było mnie wpuszczać na tą
imprezę i nie było by problemu. Gorzej było następnego dnia. Kac morderca nie
miał serca. Nawet ci co mało wypili łapali się za głowę i jęczeli gorzej niż
kobiety na porodówce. Z nimi gorzej niż z dziećmi. Pamiętam minę Maćka jak
przyszedł lecz bardziej doczłapał się do kuchni. Wody daj kobieto. Trochę się z
niego pośmiałam, ale już nie byłam taka wredna i nawet wlałam mu ją do szklanki,
która po kilku sekundach została już opróżniona. Po 3 lub 4 godzinach udało mu
się zacząć funkcjonować bo następnego dnia z rana miał być trening. Tak właśnie
spędziłam przerwę świąteczno-noworoczną. Każdy dzień był inny. Każda chwila
jaką spędziłam we Wrocławiu nie żałuję i będę ją pamiętała do końca życia. Nie żałuje
żadnej decyzji jaką podjęłam.
***
Z opóźnieniem, ale jakoś się udało. Pozdrawiam z pochmurnego, zimnego Inowrocławia :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)